13.03.2023, 19:00 ✶
Spojrzał na Longbottoma tak, jakby chciał go uściskać. Co za zbieg okoliczności, trafił na swojego fana! Chętnie dałby mu autograf lub obiecał darmowy wstęp na przedstawienie, ale trochę nie wypadało, bo mężczyzna był w pracy. Szczerząc zęby, kiwnął głową w stronę brygadzisty na znak, że wszystko się zgadzało, a następnie zerknął z wyższością na Mackenzie. Jej policjant nie rozpoznał – Theodore był więc sławniejszy niż ona. Wygrał pojedynek na popularność z gwiazdą Quidditcha i to jeszcze przed premierą swojego wielkiego przedstawienia. Był z siebie dumny, czuł się tak, jakby napompowany samozadowoleniem miał zaraz unieść się w powietrze.
- Nie ma za co – Pycha nie pozwoliła mu sądzić, że podziękowania Erika za przydatne zeznania nie były skierowane również do niego, nawet jeśli w trakcie ich wypowiadania mężczyzna wyraźnie patrzył się jedynie w stronę Greengrass. - Do usług – dodał z radością w głosie, jakby był przekonany, że gdyby tylko nie on i jego senne opowieści, to brygadziści nie daliby rady wykonać swoich obowiązków.
Gdy Longbottom ich na chwilę opuścił, to spokojnie czekał na to, aż wróci. Po części myślał o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami, ale przede wszystkim już planował, jak się zachowa oraz co powie, gdy dziennikarze zapukają do jego drzwi. Powinien z początku udawać zaskoczonego? Cy może lepiej od razu przejść do wyczerpującej opowieści? Zmyślić, że usłyszał ostatnie słowa denatki, nim wyzionęła ducha, czy może lepsza była wersja bliższa prawdy?
Na szczęście nie wiedział, że w tym czasie rozstrzygane było, że babcia Weasley umarła w sposób naturalny. Byłby rozczarowany, gdyby dowiedział się, że to zwyczajny przypadek, bo drastycznie zmniejszało to szansę na zainteresowanie mediów.
Gdy brygadzista wrócił, chłopak podziękował mu uśmiechem i skinięciem głowy, niczym skrzat, który po otrzymaniu ubrania od swojego pana, odzyskuje wolność.
- Dobranoc – powiedział do mężczyzn na służbie, po czym zerknął na Greengrass, która odeszła wspominając o swoich urodzinach. Theodore poczuł się strasznie głupio. Gdyby tylko wiedział, że to dla niej szczególny dzień… Nie zdążył nawet złożyć jej życzeń ani jeszcze raz upewnić się, że po makabrycznym spotkaniu ze śmiercią w łazience czuła się dobrze. Za szybko uciekła. W trochę gorszym humorze, ale nie tragicznym, gdyż nie stało się nic, co nie mógłby naprawić, wrócił do swojego mieszkania.
- Nie ma za co – Pycha nie pozwoliła mu sądzić, że podziękowania Erika za przydatne zeznania nie były skierowane również do niego, nawet jeśli w trakcie ich wypowiadania mężczyzna wyraźnie patrzył się jedynie w stronę Greengrass. - Do usług – dodał z radością w głosie, jakby był przekonany, że gdyby tylko nie on i jego senne opowieści, to brygadziści nie daliby rady wykonać swoich obowiązków.
Gdy Longbottom ich na chwilę opuścił, to spokojnie czekał na to, aż wróci. Po części myślał o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami, ale przede wszystkim już planował, jak się zachowa oraz co powie, gdy dziennikarze zapukają do jego drzwi. Powinien z początku udawać zaskoczonego? Cy może lepiej od razu przejść do wyczerpującej opowieści? Zmyślić, że usłyszał ostatnie słowa denatki, nim wyzionęła ducha, czy może lepsza była wersja bliższa prawdy?
Na szczęście nie wiedział, że w tym czasie rozstrzygane było, że babcia Weasley umarła w sposób naturalny. Byłby rozczarowany, gdyby dowiedział się, że to zwyczajny przypadek, bo drastycznie zmniejszało to szansę na zainteresowanie mediów.
Gdy brygadzista wrócił, chłopak podziękował mu uśmiechem i skinięciem głowy, niczym skrzat, który po otrzymaniu ubrania od swojego pana, odzyskuje wolność.
- Dobranoc – powiedział do mężczyzn na służbie, po czym zerknął na Greengrass, która odeszła wspominając o swoich urodzinach. Theodore poczuł się strasznie głupio. Gdyby tylko wiedział, że to dla niej szczególny dzień… Nie zdążył nawet złożyć jej życzeń ani jeszcze raz upewnić się, że po makabrycznym spotkaniu ze śmiercią w łazience czuła się dobrze. Za szybko uciekła. W trochę gorszym humorze, ale nie tragicznym, gdyż nie stało się nic, co nie mógłby naprawić, wrócił do swojego mieszkania.
Koniec sesji