13.03.2023, 19:07 ✶
Nie zliczy ile razy wydeptywał ścieżkę w szpitalu świętego Munga do gabinetu pani Bulstrode. Nie dość, że była niezłą uzdrowicielką to z góry została "przypisana" zawodowi klątwołamaczy skoro posiadała wiedzę na ten temat. Rzadko trafiał na Izbę Przyjęć do uzdrowicieli dyżurnych, a więc całą historię jego potknięć i obrażeń zawierała teczka chorób schowana u pani Bulstrode. Przynajmniej raz w miesiącu trafiał pod jej różdżkę i za każdym razem wychodził z tej pedantycznej czystości chory psychicznie. Nie lubił sterylności dlatego ucieszył się, że zastał dziś siostrę. Zdecydowanie wolał kiedy to ona się nim opiekowała. Przyzwyczaiła go do tej troski i choć ostatnimi czasy mijali się, tak z każdym gestem i spojrzeniem przypominała mu jak bardzo jest mu przyjemnie u jej boku.
Roześmiał się na wzmiankę o Brennie w roli żony. Zaśmiał się aby ukryć nerwowość pochodzącą z dwojakiego źródła - po pierwsze, bał się widzieć w Brennie pełnię seksownej kobiety bo to jak nic napsułoby w ich kumpelskiej relacji. Po drugie - tak jakby wolał mężczyzn, co było odkryciem nader świeżym i niepokojącym. Nie powinno go to jednak dziwić skoro przez okres szkolny nie miał żadnej dziewczyny, żadnego obiektu westchnień - ot podejrzenia zakochania się w Idzie Moody, co konsekwentnie na bieżąco obalał.
- To niemożliwe, kochanie. Erik znalazł już dla niej listę kandydatów na męża i sądząc po ich minach mnie tam na szczęście nie było. - wyszczerzył się i zapisał sobie w pamięci aby dopytać Erika czy aby na pewno nie wpisał tam jego imienia i nazwiska. Z tego co pamiętał to sprzeczali się czy aby widnieje tam Dumbledore. Nie od dziś wiadomo, że zapierał się rękami i nogami przed małżeństwem. Domyślał się, że długo nie będzie mógł się opierać... lecz sytuacja uległa zmianie i wiedział już, że nigdy nie będzie miał żony. Nie zrobi jej tego... wzdrygnął się na samą myśl, co też skutecznie zmazało z jego twarzy uśmiech. Podniósł wzrok i napotkał spojrzenie Cynthii, co podpowiadało, że musiała go uważnie obserwować. Oj, tylko nie to. Miał swoje tajemnice i nie chciał się nimi dzielić. Nie był na to gotowy.
Delikatnie rozmasował jej ramię kiedy tak się przy nim krzątała. Otoczyła go zapachem swoich perfum, ciepła i siostrzanego oddania. Tak, to zawsze kojarzyło się z domem - ona. Co prawda wyniósł się na jacht jednak zawsze miło będzie tu wrócić. Ułożył się wygodnie w fotelu i pokiwał głową na znak, że chętnie przyjmie więcej takich mięsnych kanapek. Nie jadł dobrze, zwłaszcza zeszłego tygodnia. Dopiero dzisiejszy dzień był przełomowy - poranne nadprogramowe spotkanie z Fergusem a potem perypetie z Julienem. To było fantastyczne połączenie. Mógłby tak codziennie wpadać w kłopoty.
- Też myślałem, że go nie lubię. - wzruszył ramionami i starał się nie wybuchać entuzjazmem na dźwięk jego imienia. -Ale któregoś ciężkiego popołudnia przyszedł odnieść ci książki a ja z niewiadomej przyczyny wyciągnąłem go na łódź. Okazało się, że się całkiem nieźle dogadujemy. - oczywiście nie mówił wszystkiego, streszczał tylko najważniejszą część tamtego spotkania.
- Wyobrażasz sobie, że uważał mnie za wyniosłego i inteligentnego sztywniaka? - ponownie się roześmiał - a nie uśmiał się tyle w ciągu ostatniego pół roku jak teraz, dzisiaj.
- Niestety ale będę go wypożyczał. - uśmiechnął się półgębkiem jednak zerkał na swoje dłonie, aby nie zdradzać jak bardzo potrzebował z nim spotkań. Nie żałował, że go "ukradł". Dzięki niemu odkrył siebie. - Beznadziejnie wiosłuje. - naskarżył, wspominając te jego jęki i stękania na myśl o wysiłku, odciskach i całym okrucieństwie świata.
Pacnął różdżką fotel spod którego wysunął się podnóżek, na których ułożył obolałe wciąż stopy.
- Cieszę się, że mnie nie wygryzła z twojego głównego celu troski. Uwielbiam te chwile kiedy możemy o wszystkim porozmawiać. Co u ciebie słychać, kochanie? Chciałbym spędzać z tobą więcej czasu. - odbił pałeczkę, uznawszy, że bezpieczniej będzie zmienić temat zanim wybuchnie tu wszem i wobec swoimi uczuciami wobec tego faceta, o którym myślał przynajmniej pięćdziesiąt razy dziennie.
Roześmiał się na wzmiankę o Brennie w roli żony. Zaśmiał się aby ukryć nerwowość pochodzącą z dwojakiego źródła - po pierwsze, bał się widzieć w Brennie pełnię seksownej kobiety bo to jak nic napsułoby w ich kumpelskiej relacji. Po drugie - tak jakby wolał mężczyzn, co było odkryciem nader świeżym i niepokojącym. Nie powinno go to jednak dziwić skoro przez okres szkolny nie miał żadnej dziewczyny, żadnego obiektu westchnień - ot podejrzenia zakochania się w Idzie Moody, co konsekwentnie na bieżąco obalał.
- To niemożliwe, kochanie. Erik znalazł już dla niej listę kandydatów na męża i sądząc po ich minach mnie tam na szczęście nie było. - wyszczerzył się i zapisał sobie w pamięci aby dopytać Erika czy aby na pewno nie wpisał tam jego imienia i nazwiska. Z tego co pamiętał to sprzeczali się czy aby widnieje tam Dumbledore. Nie od dziś wiadomo, że zapierał się rękami i nogami przed małżeństwem. Domyślał się, że długo nie będzie mógł się opierać... lecz sytuacja uległa zmianie i wiedział już, że nigdy nie będzie miał żony. Nie zrobi jej tego... wzdrygnął się na samą myśl, co też skutecznie zmazało z jego twarzy uśmiech. Podniósł wzrok i napotkał spojrzenie Cynthii, co podpowiadało, że musiała go uważnie obserwować. Oj, tylko nie to. Miał swoje tajemnice i nie chciał się nimi dzielić. Nie był na to gotowy.
Delikatnie rozmasował jej ramię kiedy tak się przy nim krzątała. Otoczyła go zapachem swoich perfum, ciepła i siostrzanego oddania. Tak, to zawsze kojarzyło się z domem - ona. Co prawda wyniósł się na jacht jednak zawsze miło będzie tu wrócić. Ułożył się wygodnie w fotelu i pokiwał głową na znak, że chętnie przyjmie więcej takich mięsnych kanapek. Nie jadł dobrze, zwłaszcza zeszłego tygodnia. Dopiero dzisiejszy dzień był przełomowy - poranne nadprogramowe spotkanie z Fergusem a potem perypetie z Julienem. To było fantastyczne połączenie. Mógłby tak codziennie wpadać w kłopoty.
- Też myślałem, że go nie lubię. - wzruszył ramionami i starał się nie wybuchać entuzjazmem na dźwięk jego imienia. -Ale któregoś ciężkiego popołudnia przyszedł odnieść ci książki a ja z niewiadomej przyczyny wyciągnąłem go na łódź. Okazało się, że się całkiem nieźle dogadujemy. - oczywiście nie mówił wszystkiego, streszczał tylko najważniejszą część tamtego spotkania.
- Wyobrażasz sobie, że uważał mnie za wyniosłego i inteligentnego sztywniaka? - ponownie się roześmiał - a nie uśmiał się tyle w ciągu ostatniego pół roku jak teraz, dzisiaj.
- Niestety ale będę go wypożyczał. - uśmiechnął się półgębkiem jednak zerkał na swoje dłonie, aby nie zdradzać jak bardzo potrzebował z nim spotkań. Nie żałował, że go "ukradł". Dzięki niemu odkrył siebie. - Beznadziejnie wiosłuje. - naskarżył, wspominając te jego jęki i stękania na myśl o wysiłku, odciskach i całym okrucieństwie świata.
Pacnął różdżką fotel spod którego wysunął się podnóżek, na których ułożył obolałe wciąż stopy.
- Cieszę się, że mnie nie wygryzła z twojego głównego celu troski. Uwielbiam te chwile kiedy możemy o wszystkim porozmawiać. Co u ciebie słychać, kochanie? Chciałbym spędzać z tobą więcej czasu. - odbił pałeczkę, uznawszy, że bezpieczniej będzie zmienić temat zanim wybuchnie tu wszem i wobec swoimi uczuciami wobec tego faceta, o którym myślał przynajmniej pięćdziesiąt razy dziennie.