30.03.2026, 01:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.03.2026, 11:24 przez Helloise Rowle.)
27 września
Eliksir chroniący przed ogniem
Na węgle wysypane na dno kociołka wylał się eliksir znieczulający — mikstura po spotkaniu z żarem zasyczała i zaczęła parować, znad krawędzi garnuszka poleciał niebieskawy dym. Uwięzione wewnątrz żeliwnego gara ogniste salamandry rozbiegły się panicznie pod jego ścianki, lecz nie mogły się wspiąć po głębokich wypukłościach swojego więzienia. Helloise odstawiła opróżnioną buteleczkę i czekała, aż parująca substancja otumani tych kilka magicznych płazów zabranych rano z rezerwatu.
Na jedną rękę czarownica w międzyczasie naciągnęła roboczą rękawicę ze smoczej skóry. Pochyliła się z uwagą nad kociołkiem i odłowiła pierwszą ognistą salamandrę. Ospałe zwierzątko nie próbowało uciekać, stało na dłoni nieruchomo i czekało na wyrok. Helloise podniosła istotkę na wysokość twarzy i spróbowała uchwycić kontakt wzrokowy z czarnym koraliczkiem płaziego oka. Czy ją ten mały jegomość widział? Czy rozumiał?
Widział i nie rozumiał.
Kciukiem pod rękawicą czarownica spróbowała niezgrabnie pogłaskać gorące plecki salamandry. Nie lubiła używać rękawic.
Nie było w tych małych zwierzątkach wiele energii życiowej. Starczyło ledwie kilka oszczędnych ruchów różdżką, którą Helloise manipulowała, niby nawijając niewidzialną nic — i salamandra zgasła w jej dłoni. Czarownica odłożyła salamandrę na bok i strzepnęła lekko różdżkę, jakby to miało jej pomóc pozbyć się ciężaru zebranego życia. Żałowała, że te urocze płonące stworzenia muszą umrzeć, lecz nie umierały przecież bez sensu. Powtórzyła operację z kolejną i kolejną sztuką, póki na jej kuchennym blacie nie usypał się mały stosik bezwładnych jaszczurzych ciałek. Kobieta sięgnęła po nóż i wkrótce kamienna miseczka wypełniła się ciemną krwią salamander.
Na palenisku wrzała już baza eliksiru wzbogacona wybuchającymi muchomorami oraz brodawkolepem. Krew spłynęła więc do kotła, dopełniając formułę zamierzonej mikstury.
// rzucam WOP4 na ugotowanie 4 porcji eliksiru chroniącego przed ogniem (jeśli to legalne próbować tyle na jednym rzucie)
Rzut PO 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!
Eliksir sczerniał w kotle, przybierając pożądaną barwę. Helloise dała mu jeszcze chwilę, nim wzięła nieco na chochlę, aby spróbować uwarzonej mikstury. Mimo że studziła ją wcześnej kilka sekund, to studziła o kilka za krótko... a może to ostry, pieprzny smak salamander. Połknęła szybko tę niewielką próbkę, czując, jak parzy jej podniebienie. Zaraz przyszedł jednak chłód zwiastujący efekty ognioodporności — zziębły jej pierw palce u rąk, w żyły wlał się niby płynny lód.
Zimna wiedźma podeszła do garnuszka z rozgrzanymi węgielkami, w którym pozostała ostatnia żywa salamandra. Zdjęła rękawicę i wzięła zwierzę w gołe ręce. Bawiła się z otumanionym płonącym płazem tak, jak próbowała to nieudolnie zrobić wcześniej, gdy wyłapywali je z Leviathanem na skałach Snowdonii.
dotknij trawy