Słowa Woodiego pewnie powinny wprawić Dorę w chociaż odrobinę zastanowienia, bo ale jak to Little Hangleton. Może powinna zmrużyć oczy, przyjrzeć się mu nieco uważniej, no bo jak była mowa o tym specyficznym miasteczku, to i może obraz był jakiś nawiedzony? Żeby nie powiedzieć z miejsca dosadniej i użyć słowa czarnomagiczny. Dziewczynie jednak wydawało się, że cokolwiek nie kryło się za tym obrazem, to nie mogło być to nic złego, głównie dlatego że przecież znajdował się w Księżycowym Stawie, a ten był teraz uznawany za bardzo, ale to bardzo bezpieczne miejsce. No i co mógł zrobić taki ponury obraz co?
Wessać, jak się miało okazać.
Magia mlasnęła z pewnym rozleniwieniem i wypluła dziewczę w mrocznym lesie, który przed chwilą mogła sobie oglądać na płótnie. A było nie dotykać, to podobno całkiem dobra rada była, by nie rzucać się z rękoma na nieznajome rzeczy, ale no kto by pomyślał? Dora westchnęła z jakimś takim zastanowieniem, w którym tkwił przynajmniej gram niepokoju, kiedy Tarp odstawił ją na swoje własne nogi.
- Oh, jak tu wszystko prawdziwie wygląda - zakomunikowała z pewnym zdziwieniem, no bo po takich obrazach chyba można było się spodziewać wielu rzeczy. Na przykład tego, że jak się do jednego trafi, to wszystko będzie niczym nakreślone pędzlem. - Takie sztuczki wydają się całkiem poręczne... Znaczy może nie teraz, tak? Ale tak ogólnie - pomacała trawę, bo czasem ciężko się było uczyć na błędach. A przynajmniej nie spodziewała się, że ją wciągnie do kolejnego kieszonkowego wymiaru.
- Myślisz, że to jakieś duchy? - zapytała cichutko, już wyprostowana i robiąc w ślad za wujem parę kroków, kiedy dookoła rozlegały się przedziwne szepty. Nie to żeby się bała, bo nic jeszcze na nich nie wyskakiwało, ale... ale zawsze mogło i to był chyba problem.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.