Pierwsze co zrobił, kiedy opuścili Białego Wiwerna, to odpalił papierosa. Ćmił go powoli, nie śpiesząc się i w sumie też niewiele mówiąc. To nawet nie było tak, ze gnębiło go jakieś poczucie winy - uderzył ją niecelowo i to dlatego, że sama wepchnęła się dokładnie tam, gdzie nie powinna się znaleźć. Bardziej teraz chodził mu po głowie prosty fakt, że informator w ogóle się nie pojawił. Ktoś ich wystawił, a może wpadł w jakieś kłopoty?
Spojrzał na nią nieco krzywo, wykrzywiając usta w jakimś dziwnym wyrazie, jakby absolutnie nie rozumiejąc, czego ona nie była w stanie pojąć w sytuacji z nokturnowskiej knajpy. Otworzył nawet usta, żeby jej to wszystko wytłumaczyć, ale wtedy dobiegł ich chichot. Atreus rozejrzał się, samemu również łapiąc za różdżkę, ale był to tylko poltergeist. Stety-niestety. Bo poltergeisty miały to do siebie, że płatały sobie obrzydliwe wygłupy. To nie były duchy, zamknięte w ramach poprzednich żyć, które miały jakieś tam swoje schematy.
- Co masz niby na myśli przez zmienia człowieka? - zapytał z pewną podejrzliwości w głosie, patrząc jak sama się ogląda. Wyglądała normalnie, ale pomyślała że nie zaszkodziłoby, gdyby zrobiła dokładnie to samo. Spojrzał na swoje ręce - normalne, a skóra twarzy pod palcami również wydawała się niezmienna. - Wydaje mi się, że wszystko jest ok? Chyba trochę przesadzasz. W każdym razie musimy się pośpieszyć, bo Victoria czeka - no i fajnie by było, gdyby ich świt nie zastał w tej ksiegarni. A wraz z nim właściciele. Ruszył więc dalej uliczką, wyciągając kroki do miejsca, gdzie mieli się złapać z Lestrange i już we trójkę ruszyć do sklepiku.