30.03.2026, 18:49 ✶
Pokiwała głową na słowa Peregrinusa. Od siebie mogłaby co najwyżej jeszcze dodać, że takowe przejęcie kontroli nad zwierzęciem nie było raczej długotrwałe. Chyba miało to jakiś związek z siłą woli i energią, którą wykorzystywały duchy do osiągnięcia takich efektów? Dobrze, że taki profesor Binns nigdy nie próbował czegoś takiego publicznie, skomentowała bezgłośnie, wzdrygając się na myśl, że stary mnich mógłby opętać jej sowę lub jakiegoś znajomego jej węża z okolic akademii.
— Ja nic nie słyszałem — oświadczyła Helena, strzelając oczami między sylwetką Hannibala a drogą prowadzącą do kompleksu. — Może to nic takiego? Może w końcu wzięli się za jakieś konkretne naprawy i dźwięk po prostu tak się niesie? Może chcą zadbać, żebyśmy faktycznie mogli skorzystać z tutejszych atrakcji przed wyjazdem.
Zmarszczyła brwi. Nie znała się zbytnio na tym, jak wyglądały prace remontowe w tego typu miejscach. Ba, ledwie znała się na zwykłych pracach remontowych. Chociaż jej ojciec od lat trudnił się rzemiosłem i wiele wskazywało na to, że miał to we krwi, tak talenty te zdecydowanie nie przeszły na nią. Zdarzało jej się malować elementy scenografii lub wycinać jakieś ozdoby na potrzeby szkolnych występów, ale nigdy nie odrestaurowywała żadnego stołu i nawet do malowania ściany w pokoju wykorzystywała magię i pomoc osób trzecich.
— Och, to chyba niedobrze, prawda? — Odwróciła się w stronę Trelawneya, gdy ten wspomniał o szkole. — Szkolne zaklęcia ochronne to nie przelewki... Podobno Hogwart ma na siebie narzucone tyle czarów, że mogłyby przetrzymać jeszcze setki lat. Jeśli ta szkoła dorównywała naszej, to może tutejsze zaklęcia zareagowały na rozpoczęty remont?
Dziewczyna mimowolnie zaczęła pocierać jedną dłonią o drugą. Czuła zaniepokojenie; z jednej strony nie pisała się na tak emocjonujące wakacje, jednak z drugiej strony... Widziała w tym spory potencjał. Oczami wyobraźni już widziała, jak wybuch w grocie odsłania przed gośćmi z Wielkiej Brytanii ukryte przez lata sale zajęciowe, w których znajdują się zaginione woluminy pełne nieznanych zaklęć i receptur. Na samą myśl o tym zakręciło jej się lekko w głowie. Cóż by to było za odkrycie!
Nim Helena zdołała kontynuować swoją wypowiedź, coś się zmieniło. Jakby świat zwolnił na ułamek sekundy, a powietrze na krótką chwilę zostało wypełnione po brzegi swego rodzaju energią, zwiastując przybycie... Obecności. Nie potrafiła tego inaczej określić. Coś tutaj było i to coś odezwało się do nich. Dłoń panny Rowle momentalnie zacisnęła się na rączce jej różdżki.
— Duch... czy... coś innego? — wykrztusiła z siebie, przesuwając się bliżej towarzyszących jej mężczyzn.
— Ja nic nie słyszałem — oświadczyła Helena, strzelając oczami między sylwetką Hannibala a drogą prowadzącą do kompleksu. — Może to nic takiego? Może w końcu wzięli się za jakieś konkretne naprawy i dźwięk po prostu tak się niesie? Może chcą zadbać, żebyśmy faktycznie mogli skorzystać z tutejszych atrakcji przed wyjazdem.
Zmarszczyła brwi. Nie znała się zbytnio na tym, jak wyglądały prace remontowe w tego typu miejscach. Ba, ledwie znała się na zwykłych pracach remontowych. Chociaż jej ojciec od lat trudnił się rzemiosłem i wiele wskazywało na to, że miał to we krwi, tak talenty te zdecydowanie nie przeszły na nią. Zdarzało jej się malować elementy scenografii lub wycinać jakieś ozdoby na potrzeby szkolnych występów, ale nigdy nie odrestaurowywała żadnego stołu i nawet do malowania ściany w pokoju wykorzystywała magię i pomoc osób trzecich.
— Och, to chyba niedobrze, prawda? — Odwróciła się w stronę Trelawneya, gdy ten wspomniał o szkole. — Szkolne zaklęcia ochronne to nie przelewki... Podobno Hogwart ma na siebie narzucone tyle czarów, że mogłyby przetrzymać jeszcze setki lat. Jeśli ta szkoła dorównywała naszej, to może tutejsze zaklęcia zareagowały na rozpoczęty remont?
Dziewczyna mimowolnie zaczęła pocierać jedną dłonią o drugą. Czuła zaniepokojenie; z jednej strony nie pisała się na tak emocjonujące wakacje, jednak z drugiej strony... Widziała w tym spory potencjał. Oczami wyobraźni już widziała, jak wybuch w grocie odsłania przed gośćmi z Wielkiej Brytanii ukryte przez lata sale zajęciowe, w których znajdują się zaginione woluminy pełne nieznanych zaklęć i receptur. Na samą myśl o tym zakręciło jej się lekko w głowie. Cóż by to było za odkrycie!
Nim Helena zdołała kontynuować swoją wypowiedź, coś się zmieniło. Jakby świat zwolnił na ułamek sekundy, a powietrze na krótką chwilę zostało wypełnione po brzegi swego rodzaju energią, zwiastując przybycie... Obecności. Nie potrafiła tego inaczej określić. Coś tutaj było i to coś odezwało się do nich. Dłoń panny Rowle momentalnie zacisnęła się na rączce jej różdżki.
— Duch... czy... coś innego? — wykrztusiła z siebie, przesuwając się bliżej towarzyszących jej mężczyzn.