Myślała, że ma to wszystko już za sobą: to, że przypominały jej się rzeczy, których nie mogła przeżyć, to, że była przekonana, że to jej własne wspomnienia, rzeczy, które robiła, choć nie mogła, bo przecież nie miała nigdy wampirzych kłów, nie znała też żadnego Edwina i nie miała powodu myśleć o tym, jak go zabić. Myślała, że te dziwne myśli, które już rozpoznała jako należące do swojej babki, przestały się już wciskać na pierwszy plan, że się już „wyczerpały”, bo nic więcej nie wyszarpnęła z Limbo. Myślała, że już wszystko powróciło do względnej normy, a teraz patrzyła w sadzawkę na odbicie, które nie należało do niej, a dawno nieżyjącej już babci. Gdzieś na krańcu świadomości zarejestrowała, że Laurence się poruszał, że badał coś na swojej dłoni, ale dopiero jego słowa ją otrzeźwiły z tego stanu osłupienia i strachu. Nie bała się babki. Bała się tego, że może tracić klarowność umysłu.
– Tak – widziała cokolwiek i nie było to takie byle co. Przez moment poruszała ustami bezdźwięcznie, jak ryba wyciągnięta z wody, aż w końcu znalazła odpowiednie litery, które miały się połączyć w słowa. – Elisabeth Parkinson. Widziałam jej odbicie – czarnowłosa, młoda… Jak dawno to musiało być? Victoria była podobna do swojej matki tak bardzo, jakby była skórą zdjętą z Isabelli, ta z kolei również odziedziczyła urodę po swojej matce, Elisabeth… – Nie siebie, czy ciebie, tylko babcię. Młodą – zdecydowała się powiedzieć, po czym dopiero przeniosła spojrzenie na Laurenca. Poczuła dotyk jego ciepłych dłoni (wszystkie były cieplejsze od jej), ale było to ciepło, które nie mogło jej ogrzać, po prostu czuła różnicę temperatur. – Ostatni raz kiedy ją widziałam, to było… To było w maju. W Limbo – Victoria nie mówiła o tym za bardzo, o tym, co tam się dokładnie wydarzyło – z jej ust wiedziało to bardzo mało osób, nie przyznała się też rodzinie do wizji, których doświadczała, ani do tego, że w Limbo spotkała babcię, a raczej jej duszę. – Zachowaj to dla siebie proszę… – jeśli Laurence chciał ją objąć, to Victoria się nie opierała. Wydawała się teraz zresztą trochę rozedrgana, a nie zdarzało się to często. I przede wszystkim nie sądziła, że kuzyn widział to samo, że to nie jest jej głowa.