30.03.2026, 20:10 ✶
Oczywiście, że to tak działa, starł się z postawą swojej towarzyszki w myślach. Erik był przekonany, że pech miał wyjątkową zdolność przyczepiania się do czarodziejów i czarownic, kiedy tylko wyczuwał, że zaczynają nimi targać wątpliwości. Przyklejał się do nich i nie puszczał, dopóki kompletnie nie napsuł im krwi. Czasem kończyło się na tym, że człowiek wywalał się z butelką na prostej drodze do jadalni po ciężkim dniu pracy, a innym razem pech czekał nawet tygodniami na dogodny moment, rzucając swojemu nosicielowi drobne kłody pod nogi, sukcesywnie budując w nim poczucie frustracji.
— Miejmy nadzieję, że przyskrzynimy ich wszystkich, zanim jedyne, co będziemy znać to konflikt i niekończąca się wojna — stwierdził Erik, zerkając z troską na młodszą brygadzistkę.
Chociaż był o dziesięć lat starszy od niej, to coraz mocniej odczuwał ciężar stawiania oporu wobec działań Śmierciożerców i Czarnego Pana. Zwykła długoletnia praca w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów potrafiła wykończyć człowieka, nie mówiąc już o takiej, gdzie regularnie musiał wybierać wobec kogo jest winien lojalność - Ministerstwa Magii czy organizacji Albusa Dumbledore'a. Skoro on odczuwał efekty całej tak kampanii, to jak musiało to wpływać na młodą Heather?
Z jednej strony zawsze kojarzyła mu się z osobą, która była w stanie przyjąć na siebie chaotyczne sytuacje z całym dobrodziejstwem inwentarza, jednak z drugiej... Mogła nawet nie wiedzieć, że bierze na barki zbyt duży ciężar. Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, skomentował cichy głosik w jego głowie. Z tym nie potrafił się nie zgodzić. Jeśli Wood będzie dane za dziesięć czy dwadzieścia lat spojrzeć na ten okres z dalszej perspektywy, to zapewne będzie w lekkim szoku, jak wiele przeszła. Z jak wieloma rzeczami zdołała przejść do porządku dziennego i normalnie budzić się, iść śniadanie i iść do pracy.
— Nudzić się na pewno nie będziemy — mruknął, wracając wspomnieniami do swojej ostatniej wizyty w Paryżu. Wolał na tym etapie nie obiecywać Heather, co uda im się zobaczyć, nim załatwią zlecenie dla Zakonu. Wiele w końcu zależało od tego, co właściwie czeka ich na miejscu, czyż nie? — Byłaś we Francji w ramach jakiegoś wyjazdu z Harpiami, czy raczej trzymałyście się granic Wysp?
Pokiwał głową. Nawet podróże krajowe za pomocą świstoklików potrafiły być dość wyboiste, jeśli artefakt nie był w idealnym stanie, więc powrót do kraju z delikatnym bagażem mógł nie być najlepszym pomysłem pod słońcem. Erik mimowolnie poklepał się po kieszeniach spodni.
— Ech, żałuję, że nie zainwestowałem w te magiczne sakiewki. Moglibyśmy w ten sposób przenieść więcej niż skrzynkę, jakby dobrze pokombinować z zaklęciami transmutacyjnymi — rzucił do dziewczyny.
Longbottom podszedł do porzuconej latarni zlokalizowanej pośrodku polany, jednak, zamiast zawołać Heather i od razu za nią chwycić, przykląkł przy artefakcie i zaczął mu się uważnie przyglądać. Ręce trzymał z daleka, polegając jedynie na własnej percepcji; wolał nagle nie polecieć sam na kontynent, pozostawiając Rudą samej sobie. Wolał też skontrolować, czy stan świstoklika nie jest jakiś tragiczny.
— Miejmy nadzieję, że przyskrzynimy ich wszystkich, zanim jedyne, co będziemy znać to konflikt i niekończąca się wojna — stwierdził Erik, zerkając z troską na młodszą brygadzistkę.
Chociaż był o dziesięć lat starszy od niej, to coraz mocniej odczuwał ciężar stawiania oporu wobec działań Śmierciożerców i Czarnego Pana. Zwykła długoletnia praca w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów potrafiła wykończyć człowieka, nie mówiąc już o takiej, gdzie regularnie musiał wybierać wobec kogo jest winien lojalność - Ministerstwa Magii czy organizacji Albusa Dumbledore'a. Skoro on odczuwał efekty całej tak kampanii, to jak musiało to wpływać na młodą Heather?
Z jednej strony zawsze kojarzyła mu się z osobą, która była w stanie przyjąć na siebie chaotyczne sytuacje z całym dobrodziejstwem inwentarza, jednak z drugiej... Mogła nawet nie wiedzieć, że bierze na barki zbyt duży ciężar. Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, skomentował cichy głosik w jego głowie. Z tym nie potrafił się nie zgodzić. Jeśli Wood będzie dane za dziesięć czy dwadzieścia lat spojrzeć na ten okres z dalszej perspektywy, to zapewne będzie w lekkim szoku, jak wiele przeszła. Z jak wieloma rzeczami zdołała przejść do porządku dziennego i normalnie budzić się, iść śniadanie i iść do pracy.
— Nudzić się na pewno nie będziemy — mruknął, wracając wspomnieniami do swojej ostatniej wizyty w Paryżu. Wolał na tym etapie nie obiecywać Heather, co uda im się zobaczyć, nim załatwią zlecenie dla Zakonu. Wiele w końcu zależało od tego, co właściwie czeka ich na miejscu, czyż nie? — Byłaś we Francji w ramach jakiegoś wyjazdu z Harpiami, czy raczej trzymałyście się granic Wysp?
Pokiwał głową. Nawet podróże krajowe za pomocą świstoklików potrafiły być dość wyboiste, jeśli artefakt nie był w idealnym stanie, więc powrót do kraju z delikatnym bagażem mógł nie być najlepszym pomysłem pod słońcem. Erik mimowolnie poklepał się po kieszeniach spodni.
— Ech, żałuję, że nie zainwestowałem w te magiczne sakiewki. Moglibyśmy w ten sposób przenieść więcej niż skrzynkę, jakby dobrze pokombinować z zaklęciami transmutacyjnymi — rzucił do dziewczyny.
Longbottom podszedł do porzuconej latarni zlokalizowanej pośrodku polany, jednak, zamiast zawołać Heather i od razu za nią chwycić, przykląkł przy artefakcie i zaczął mu się uważnie przyglądać. Ręce trzymał z daleka, polegając jedynie na własnej percepcji; wolał nagle nie polecieć sam na kontynent, pozostawiając Rudą samej sobie. Wolał też skontrolować, czy stan świstoklika nie jest jakiś tragiczny.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞