31.03.2026, 08:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2026, 10:24 przez Brenna Longbottom.)
Gdyby chociaż podejrzewała, że walnął ją tak specjalnie, prawdopodobnie na to spotkanie szłaby sama. Bo trochę co innego oderwać przypadkiem czy podczas treningu, a co innego ze złości. Ale i tak trochę ją wkurzało zachowanie obu mężczyzn, a Atreusa podwójnie, bo czekali na informatora. Zwłaszcza że bolało jak diabli. Jasne, też kiedyś od niej dostał przypadkiem, co stanowiło okoliczność łagodzącą, ale ta bójka tutaj w jej opinii n a p r a w d ę nie była potrzebna.
Na szczęście nie zdążyli się pokłócić. Poltergeist dość skutecznie odwrócił jej uwagę.
- Hm, mógłby na przykład zamienić nas ciałami. Albo przerobić cię na kobietę. Albo mnie na dziecko - wyliczyła przypadki, że jakimi się już zdążyła zetknąć. Drań był irytujący i odnotowała sobie, by napisać do Sebastiana, czy ich wydział w ogóle próbuje coś z tym zrobić... choć po Spalonej to pewnie było ciężkie. Trochę była podejrzliwa, że tym razem zostawił ich w spokoju, i może nawet poświęciłaby temu więcej myśli, gdyby akurat się nie spieszyli...
Poprawiła kaptur, ale zapomniała poprawić szalik: czekająca po drugiej stronie Victoria mogła więc faktycznie dostrzec, że twarz Brenny wygląda tak odrobinę inaczej niż powinna.
- Nawet mi nie mów - westchnęła, unosząc na moment wzrok ku niebu, a potem sięgnęła ku materiałowi, aby naciągnąć go nieco wyżej. - Wyobraź sobie, że dwóch takich na Nokturnie uznało, że świetnie będzie pobić się o quidditcha, i dostałam przypadkiem, jak ich rozdzielałam. Ofiary to moja twarz, butelka i przynajmniej jedno poczucie własnej godności, tak sobie myślę - wyjaśniła, uznając, że chyba prawda, choć może bez szczegółów, będzie tu lepsza niż wciskanie jakiejś bajeczki o tym, że zderzyła się że ścianą. Ale nieładnie byłoby przyznawać, że był w to zamieszany Nott.
Gdzie dwóch się bije... tam trzeci odrywa, przynajmniej jeśli postanowi się w tę bójkę wtrącić.
- Co gorsza facet się nie pojawił, więc pozostaje nam chyba iść na chama i spróbować tam wejść i liczyć, że coś konkretnego znajdziemy. Lokal mugolski, to pewnie nie będzie takie trudne...
A jeśli zostałby zabezpieczony magicznie, kiedy miał być mugolski, to też już stanowiło wielki, ostrzegawczy znak i sprawiało, że łatwiej będzie tam ściągnąć specjalistów od takich zabezpieczeń.
- Chyba że macie inną ideę? - rzuciła, choć już skręcała we właściwą stronę, bo nawet jak mieli i z wchodzenia do środka zrezygnują, to nie zaszkodzi sobie przynajmniej obejrzeć okolicy.
Na szczęście nie zdążyli się pokłócić. Poltergeist dość skutecznie odwrócił jej uwagę.
- Hm, mógłby na przykład zamienić nas ciałami. Albo przerobić cię na kobietę. Albo mnie na dziecko - wyliczyła przypadki, że jakimi się już zdążyła zetknąć. Drań był irytujący i odnotowała sobie, by napisać do Sebastiana, czy ich wydział w ogóle próbuje coś z tym zrobić... choć po Spalonej to pewnie było ciężkie. Trochę była podejrzliwa, że tym razem zostawił ich w spokoju, i może nawet poświęciłaby temu więcej myśli, gdyby akurat się nie spieszyli...
Poprawiła kaptur, ale zapomniała poprawić szalik: czekająca po drugiej stronie Victoria mogła więc faktycznie dostrzec, że twarz Brenny wygląda tak odrobinę inaczej niż powinna.
- Nawet mi nie mów - westchnęła, unosząc na moment wzrok ku niebu, a potem sięgnęła ku materiałowi, aby naciągnąć go nieco wyżej. - Wyobraź sobie, że dwóch takich na Nokturnie uznało, że świetnie będzie pobić się o quidditcha, i dostałam przypadkiem, jak ich rozdzielałam. Ofiary to moja twarz, butelka i przynajmniej jedno poczucie własnej godności, tak sobie myślę - wyjaśniła, uznając, że chyba prawda, choć może bez szczegółów, będzie tu lepsza niż wciskanie jakiejś bajeczki o tym, że zderzyła się że ścianą. Ale nieładnie byłoby przyznawać, że był w to zamieszany Nott.
Gdzie dwóch się bije... tam trzeci odrywa, przynajmniej jeśli postanowi się w tę bójkę wtrącić.
- Co gorsza facet się nie pojawił, więc pozostaje nam chyba iść na chama i spróbować tam wejść i liczyć, że coś konkretnego znajdziemy. Lokal mugolski, to pewnie nie będzie takie trudne...
A jeśli zostałby zabezpieczony magicznie, kiedy miał być mugolski, to też już stanowiło wielki, ostrzegawczy znak i sprawiało, że łatwiej będzie tam ściągnąć specjalistów od takich zabezpieczeń.
- Chyba że macie inną ideę? - rzuciła, choć już skręcała we właściwą stronę, bo nawet jak mieli i z wchodzenia do środka zrezygnują, to nie zaszkodzi sobie przynajmniej obejrzeć okolicy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.