31.03.2026, 08:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2026, 08:31 przez Christopher Rosier.)
Oto stał się chaos.
– Crrrrressida!!! – wrzasnął Christopher, i przez to przedłużone rrr brzmiało to bardziej jak wściekły warkot niż cokolwiek innego. Gdy koralikowa suknia, warta co najmniej kilkanaście galeonów, wylądowała na ziemi, przed jego oczyma rozlała się czerwień i puścił ten wieszak. Druga pracownica, na całe szczęście, odzyskała wreszcie trochę rozumu, odłożyła klatkę na biurko i choć dalej przerażona, rzuciła się go podtrzymać.
Cressida szalała pomiędzy wieszakami, próbując z nich zerwać ubrania, i chyba żaden głos rozsądku Victorii ani nawet odznaka niewiele by tu zmieniły: wyglądało na to, że w jakimś szale nie docierały do niej bodźce zewnętrzne. Nie dostrzegła nawet, że Christoper, rozwścieczony niemniej niż kobieta, dopada do niej od tyłu. Nie uderzył: może nie chciał bić kobiety, może nie chciał zrobić tego publicznie, ale tego nie zrobił… tyle że schwycił ją od tyłu w pasie i korzystając z tego, że był od niej o wiele wyższy, a może z siły zrodzonej z obawy o projekty, uniósł, w samą porę, by odciągnąć ją od manekinów. Manekinów, na których wisiały te najcenniejsze projekty, w tym jedyny obecny w salonie na „sprzedaż dla każdego”, który przygotował sam Rosier! Wrzaski i krzyki, odgłosy zamieszania, ściągnęły i kolejne osoby: skądś przybiegła krawcowa, z różdżką w ręku, chyba sądząc, że doszło do jakiegoś ataku, a z przymierzalni wyłoniła się druga ekspedientka i za nią zerkała jakaś klientka, wyglądając stamtąd jakby nieśmiało, gotowa się schować czy teleportować, gdyby to byli jacyś śmierciożercy.
– Puść mnie!!! Puść mnie!!! – wrzeszczała Cressida, kopiąc powietrze, i próbując się wyrwać, wijąc się jak węgorz, aż Christopher zdał sobie sprawę z tego, że nie zdoła jej utrzymać długo.
– Podwójna pensja dla każdego, kto pomoże ją stąd wyrzucić! – zawołał w desperacji i to chyba dodało motywacji krawcowej, bo gdy Cressida się wyrwała, ta z bojowym okrzykiem posłała w kobietę zaklęcie wiążące.
Tymczasem pracownica, która uciekła wcześniej… Cóż.
Chyba pobiegła po pomoc.
– Co tu się wyprawia?! Christopherze Albercie Rosierze!!! – krzyknęła matka Rosiera, która stanęła w drzwiach akurat w samą porę, by zobaczyć, jak Avery wyrywa się z jego rąk, i ktoś próbuje rzucić w nią zaklęciem krępującym, które związało pannie ręce…
– Crrrrressida!!! – wrzasnął Christopher, i przez to przedłużone rrr brzmiało to bardziej jak wściekły warkot niż cokolwiek innego. Gdy koralikowa suknia, warta co najmniej kilkanaście galeonów, wylądowała na ziemi, przed jego oczyma rozlała się czerwień i puścił ten wieszak. Druga pracownica, na całe szczęście, odzyskała wreszcie trochę rozumu, odłożyła klatkę na biurko i choć dalej przerażona, rzuciła się go podtrzymać.
Cressida szalała pomiędzy wieszakami, próbując z nich zerwać ubrania, i chyba żaden głos rozsądku Victorii ani nawet odznaka niewiele by tu zmieniły: wyglądało na to, że w jakimś szale nie docierały do niej bodźce zewnętrzne. Nie dostrzegła nawet, że Christoper, rozwścieczony niemniej niż kobieta, dopada do niej od tyłu. Nie uderzył: może nie chciał bić kobiety, może nie chciał zrobić tego publicznie, ale tego nie zrobił… tyle że schwycił ją od tyłu w pasie i korzystając z tego, że był od niej o wiele wyższy, a może z siły zrodzonej z obawy o projekty, uniósł, w samą porę, by odciągnąć ją od manekinów. Manekinów, na których wisiały te najcenniejsze projekty, w tym jedyny obecny w salonie na „sprzedaż dla każdego”, który przygotował sam Rosier! Wrzaski i krzyki, odgłosy zamieszania, ściągnęły i kolejne osoby: skądś przybiegła krawcowa, z różdżką w ręku, chyba sądząc, że doszło do jakiegoś ataku, a z przymierzalni wyłoniła się druga ekspedientka i za nią zerkała jakaś klientka, wyglądając stamtąd jakby nieśmiało, gotowa się schować czy teleportować, gdyby to byli jacyś śmierciożercy.
– Puść mnie!!! Puść mnie!!! – wrzeszczała Cressida, kopiąc powietrze, i próbując się wyrwać, wijąc się jak węgorz, aż Christopher zdał sobie sprawę z tego, że nie zdoła jej utrzymać długo.
– Podwójna pensja dla każdego, kto pomoże ją stąd wyrzucić! – zawołał w desperacji i to chyba dodało motywacji krawcowej, bo gdy Cressida się wyrwała, ta z bojowym okrzykiem posłała w kobietę zaklęcie wiążące.
Tymczasem pracownica, która uciekła wcześniej… Cóż.
Chyba pobiegła po pomoc.
– Co tu się wyprawia?! Christopherze Albercie Rosierze!!! – krzyknęła matka Rosiera, która stanęła w drzwiach akurat w samą porę, by zobaczyć, jak Avery wyrywa się z jego rąk, i ktoś próbuje rzucić w nią zaklęciem krępującym, które związało pannie ręce…