31.03.2026, 13:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2026, 13:32 przez Hestia Bletchley.)
Nagle wszystko było dokładnie takie jak chwilę wcześniej. Tata znowu zachowywał się na tyle normalnie na ile było to możliwe w jego sytuacji, ale...
– Może powinniśmy jednak iść do Munga? – zaproponowała niemal szeptem, tak naprawdę nie mając pojęcia co powinna z tym zrobić. Chyba chciało jej się płakać. Nie, nie chyba. Na pewno chciało jej się płakać, bo czemu nagle działy się takie rzeczy? Przeżyli. Ich dom stał. Czy nie zasłużyli już więc na spokój?
Na całe szczęście Alice w tym wszystkim miała chyba najwięcej rozsądku. I racji. Należało sprawdzić co się działo z domem. Jednak gdy ojciec oznajmi, że zrobi to sam i ruszył naprzód, Hestia najpiere przełknęła głośno ślinę i na chwilę wtuliła się w matkę. Potem jednak wzięła głęboki oddech, chwyciła różdżkę i sama poszła w stronę domu, próbując rzucić podobne zaklęcie światła.
Rzut na kształtowanie III, stworzenie światła na końcu różdżki
Możliwe, że była tym wszystkim zbyt zmęczona, bo zaklęcie po prostu nie zadziałało. Nie miało to jednak znaczenia, bo po pierwsze nie planowała się wycofać, nawet gdyby ojciec jej kazał, po drugie tata już i tak wszystko rozświetlił, a po trzecie już od progu powitało ich coś, co dość jasno zasugerowało, że chyba jednak z domem nie było wszystko w porządku. Przedpokój nie wyglądał normalnie. Dziwna czarna sadza osiadła na meblach. Hestia ostrożnie dotknęła drewnianej konsoli, na którą zazwyczaj rzucała klucze i aż skrzywiła się gdy zobaczyła, że smolista sadza została na opuszkach jej palców.
– To chyba nie jest normalne – mruknęła, a potem niemal nie podskoczyła, gdy z głębi domu rozległo się upiorne zawodzenie.
– Może powinniśmy jednak iść do Munga? – zaproponowała niemal szeptem, tak naprawdę nie mając pojęcia co powinna z tym zrobić. Chyba chciało jej się płakać. Nie, nie chyba. Na pewno chciało jej się płakać, bo czemu nagle działy się takie rzeczy? Przeżyli. Ich dom stał. Czy nie zasłużyli już więc na spokój?
Na całe szczęście Alice w tym wszystkim miała chyba najwięcej rozsądku. I racji. Należało sprawdzić co się działo z domem. Jednak gdy ojciec oznajmi, że zrobi to sam i ruszył naprzód, Hestia najpiere przełknęła głośno ślinę i na chwilę wtuliła się w matkę. Potem jednak wzięła głęboki oddech, chwyciła różdżkę i sama poszła w stronę domu, próbując rzucić podobne zaklęcie światła.
Rzut na kształtowanie III, stworzenie światła na końcu różdżki
Rzut Z 1d100 - 5
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Możliwe, że była tym wszystkim zbyt zmęczona, bo zaklęcie po prostu nie zadziałało. Nie miało to jednak znaczenia, bo po pierwsze nie planowała się wycofać, nawet gdyby ojciec jej kazał, po drugie tata już i tak wszystko rozświetlił, a po trzecie już od progu powitało ich coś, co dość jasno zasugerowało, że chyba jednak z domem nie było wszystko w porządku. Przedpokój nie wyglądał normalnie. Dziwna czarna sadza osiadła na meblach. Hestia ostrożnie dotknęła drewnianej konsoli, na którą zazwyczaj rzucała klucze i aż skrzywiła się gdy zobaczyła, że smolista sadza została na opuszkach jej palców.
– To chyba nie jest normalne – mruknęła, a potem niemal nie podskoczyła, gdy z głębi domu rozległo się upiorne zawodzenie.