31.03.2026, 14:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2026, 18:54 przez Lorien Mulciber.)
List dotarł do Roberta 9. października w godzinach popołudniowych. Niepodbity pieczęcią, nawet nie na ministerialnej papeterii, jakby Lorien nie chciała, żeby od razu wszyscy wiedzieli kto go przysłał.
Drogi kuzynie,
Potrzebuję zasięgnąć twojej opinii, w kwestii, której mi osobiście, przez dość bliskie relacje z panią mecenas, zwyczajnie nie wypada kwestionować.
Nie zapytam czy miałeś przyjemność przeczytać artykuł mecenas Mulciber… Obawiam się, że przeczytała go połowa społeczeństwa magicznego. Z pewnością też tylko dla nielicznych był on “przyjemnością”. W tym dla mnie.
Niewątpliwie, prasa od lat pozostaje polem walki dla przedstawicieli różnych poglądów politycznych. Prorok był zwykle dobrym medium dopuszczającym do głosu sprzeczne stronnictwa.
Choć przyznaję, zgadzam się częściowo z przedstawionymi opiniami dotyczącymi zagrożenia wynikającymi z rosnącej pozycji osób urodzonych w niemagicznych rodzinach jak i faktu, że Albus Dumbledore posiada praktycznie niepodzielną władzę nad naszymi dziećmi (może należałoby pochylić się nad tą sprawą), nie mogę nie załamać rąk nad jej słowami dot. zbrodni Voldemorta i jego akolitów.
Sprowadzanie terrorystów, którzy spalili nasze domy i z zimną krwią zabijali obywateli, do roli “zagniewanych ojców, braci i synów” i praktycznie obarczenie winą Ministerstwa Magii za przestępstwa, za które się dopuścili jest w moim odczuciu jedynie marną próbą wybielenia ich działań, a możliwe (i mówię to z ogromnym niepokojem) w późniejszym czasie - podkładką pod budowanie ich obrony przed Wizengamotem.
Wiem, że choć nie zgadzamy się w wielu kwestiach, jak ja uważasz, że jest granica między magicznym konserwatyzmem, a jawną nienawiścią ubraną w piękne wizje radykalnego świata. Czy też uważasz, że Philomena Mulciber używa tej granicy jak pieprzonej skakanki?
Potrzebuję zasięgnąć twojej opinii, w kwestii, której mi osobiście, przez dość bliskie relacje z panią mecenas, zwyczajnie nie wypada kwestionować.
Nie zapytam czy miałeś przyjemność przeczytać artykuł mecenas Mulciber… Obawiam się, że przeczytała go połowa społeczeństwa magicznego. Z pewnością też tylko dla nielicznych był on “przyjemnością”. W tym dla mnie.
Niewątpliwie, prasa od lat pozostaje polem walki dla przedstawicieli różnych poglądów politycznych. Prorok był zwykle dobrym medium dopuszczającym do głosu sprzeczne stronnictwa.
Choć przyznaję, zgadzam się częściowo z przedstawionymi opiniami dotyczącymi zagrożenia wynikającymi z rosnącej pozycji osób urodzonych w niemagicznych rodzinach jak i faktu, że Albus Dumbledore posiada praktycznie niepodzielną władzę nad naszymi dziećmi (może należałoby pochylić się nad tą sprawą), nie mogę nie załamać rąk nad jej słowami dot. zbrodni Voldemorta i jego akolitów.
Sprowadzanie terrorystów, którzy spalili nasze domy i z zimną krwią zabijali obywateli, do roli “zagniewanych ojców, braci i synów” i praktycznie obarczenie winą Ministerstwa Magii za przestępstwa, za które się dopuścili jest w moim odczuciu jedynie marną próbą wybielenia ich działań, a możliwe (i mówię to z ogromnym niepokojem) w późniejszym czasie - podkładką pod budowanie ich obrony przed Wizengamotem.
Wiem, że choć nie zgadzamy się w wielu kwestiach, jak ja uważasz, że jest granica między magicznym konserwatyzmem, a jawną nienawiścią ubraną w piękne wizje radykalnego świata. Czy też uważasz, że Philomena Mulciber używa tej granicy jak pieprzonej skakanki?
Całuję,
Lorien
Lorien