Atreusowi wcale nie wydawało się, że spodziewanie się kolejnej katastrofy podczas Samhain było aż takim dziwnym podejściem. W momencie kiedy dotarło do ludzi, przynajmniej tych co niektórych, dlaczego w ogóle Beltane wybrał, sprawa wydawała się prostsza. A druga taka noc, dziejąca się na podobnych zasadach, wypadała właśnie w Samhain. Jeśli Voldemort chciałby zagarnąć więcej mocy i coś z nią zamieszać, powinien celować właśnie wtedy.
Powinien, ale przepowiednie mówiły o całkiem przypadkowym dniu. Ogień strawił Londyn, dokładnie tak jak przepowiedziałą Florence i wielu innych.
Bulstrode pokiwał głową na słowa Anthony'ego, chociaż niekoniecznie podzielał jego entuzjazm, jakoby Longbottom był najlepszą możliwą osobą do zajęcia się badaniami na polanie ognisk. Siedział sobie w tej swojej Komnacie Przepowiedni i pewno posiadał jakieś inne atuty, ale oprócz tego auror prędzej pchnąłby tam kogoś od Śmierci czy Czasu, czy jakie tam oni w Departamencie Tajemnic mieli jeszcze inne salki i komisyjki.
Jego starania co do przejrzenia aury Shafiqa przyniosły przyjemne efekty i mimowolnie uśmiechnął się z zadowoleniem, kiedy zobaczył otaczające mężczyznę kolory. Oklumenci frustrowali go, ale jak przyjemnie było pokonać te ich bariery i spojrzeć pod narzucaną przez nich woalkę.
- Większość z tych rzeczy działa się dookoła Polany Ognisk w gruncie rzeczy. Miejsce kultu i tak dalej, nie na darmo do tej pory działy się tam wszystkie sabaty. I nie na darmo pewnie Isobell wybrała potem Stonehenge, ale to drugie jest teraz mniej istotne. Mówiłem już chyba o tym Patrickowi, ale zastanawiałem się nad tym, czy przypadkiem nie chodzi tylko o czas, czyli moment kiedy granica między światami jest cienka, co i samo miejsce. Magia to emocje, tak? Silnie na nie reaguje, wiążą ją one na przykład też w przedmiotach, bo przecież widmowidz potrzebuje czegoś odpowiednio nacechowanego, żeby w ogóle zobaczyć tego echo. Więc czemu nie miejsca; od pokoleń Polana Ognisk nasiąka tymi emocjami, które tym bardziej były podsycane podczas trwającego sabatu - bardziej wyrzucał z siebie słowa, niż zmierzał do jakiegoś konkretnego wniosku. - Jeśli chodzi o samo ewentualnie pozbywanie się naszego balastu to też mi przeszło przez głowę czy nie musielibyśmy odtworzyć wszystkich warunków, które miał sam Voldemort. Sabat, miejsce kultu, nasiąknięte energią magiczną, a do tego kamienie runiczne, które potem wygrzebano z ziemi po Beltane - upił kolejne łyki kawy. - Ale Isobell powiedziała, że ta energia nic nam nie zrobi.