31.03.2026, 18:51 ✶
Klientka znikła z powrotem w przymierzali, najwyraźniej ani myśląc mieszać się w jakieś konflikty z ministerstwem, a pracownica, która przyszła tu wraz z nią, wycofała się dyskretnie. Asystentka zdawała się niepewna, czy dalej trzymać ten uszkodzony wieszak, czy jakoś zareagować. Krawcowa opuściła różdżkę i odchrząknęła, zakłopotana. Trzecia pracownica zabrała się za sprzątanie ubrań z podłogi, bardzo starannie unikając patrzenia na kogokolwiek, zwłaszcza na Victorię. Trudno powiedzieć, czy Cressidę powstrzymałyby jakiekolwiek odznaki, ale miała teraz skrępowane ręce: wstała więc z pewnym trudem i jej rozognione oczy zatrzymały się na Christopherze.
– Uwodzisz i niszczysz niewinne dziewczęta…
– Jakbyś kiedykolwiek była niewinna… chyba w kołysce – burknął Christopher, przyklękając, by podnieść sukienkę z koralikami. Miał ochotę oświadczyć, że jak usłyszy od kogoś słowo o tym wszystkim to zwolni obecne pracownice, ale wiedział aż za dobrze, że Avery przedstawi swoją wersję, lepiej więc już było, aby i one powiedziały co nieco. Jakoś wątpił, aby wszystkie stanęły po stronie Cressidy po tym, jak dodała im wszystkim pracy…
– Christopherze! – wykrzyknęła Analise, a Rosier spojrzał na nią znękanym wzrokiem. Pani Rosier skrzyżowała ręce na piersiach, a potem potoczyła spojrzeniem pomiędzy nim, Cressidą i Victorią, widać w pewnym niezrozumieniu. – Czy ktoś może mi wyjaśnić, co tutaj się stało?
A możemy najpierw wywalić ją za drzwi? – pomyślał Christopher, ale ugryzł się w język, znajdując obecnie pomiędzy swoją matką, byłą dziewczyną i być – może – dziewczyną – przyszłą. To było gorsze niż Scylla i Charybda, czy jak się zwał ten potwór morski z mitów. W dodatku miał trochę wrażenie, że ten właśnie ugryziony język jakoś z nim nie współpracuje i wygaduje rzeczy, jakich normalnie by nie powiedział albo chociaż ubrał w trochę inne słowa. Czy zjadł jakąś dziwną bombonierkę? Był aż tak zmęczony? Nawdychał się za dużo woni spalenizny, kiedy wpadł do swojego mieszkania, by po raz kolejny się upewnić, że to wygląda tak, jakby ktoś po nim chodził?
– Uwodzisz i niszczysz niewinne dziewczęta…
– Jakbyś kiedykolwiek była niewinna… chyba w kołysce – burknął Christopher, przyklękając, by podnieść sukienkę z koralikami. Miał ochotę oświadczyć, że jak usłyszy od kogoś słowo o tym wszystkim to zwolni obecne pracownice, ale wiedział aż za dobrze, że Avery przedstawi swoją wersję, lepiej więc już było, aby i one powiedziały co nieco. Jakoś wątpił, aby wszystkie stanęły po stronie Cressidy po tym, jak dodała im wszystkim pracy…
– Christopherze! – wykrzyknęła Analise, a Rosier spojrzał na nią znękanym wzrokiem. Pani Rosier skrzyżowała ręce na piersiach, a potem potoczyła spojrzeniem pomiędzy nim, Cressidą i Victorią, widać w pewnym niezrozumieniu. – Czy ktoś może mi wyjaśnić, co tutaj się stało?
A możemy najpierw wywalić ją za drzwi? – pomyślał Christopher, ale ugryzł się w język, znajdując obecnie pomiędzy swoją matką, byłą dziewczyną i być – może – dziewczyną – przyszłą. To było gorsze niż Scylla i Charybda, czy jak się zwał ten potwór morski z mitów. W dodatku miał trochę wrażenie, że ten właśnie ugryziony język jakoś z nim nie współpracuje i wygaduje rzeczy, jakich normalnie by nie powiedział albo chociaż ubrał w trochę inne słowa. Czy zjadł jakąś dziwną bombonierkę? Był aż tak zmęczony? Nawdychał się za dużo woni spalenizny, kiedy wpadł do swojego mieszkania, by po raz kolejny się upewnić, że to wygląda tak, jakby ktoś po nim chodził?