13.03.2023, 20:09 ✶
Odebrał rano Fergusa spod szpitala i opowiadając mu o Beltane prowadził go uliczkami do Doliny Godryka. Pełen entuzjazmu pokonywał krok za krokiem choć droga była daleka. Uszanował jego niechęć do teleportacji... co tylko trzykrotnie mu wypomniał ze śmiechem na ustach.
- To ognisko widać już z daleka. Chodź, chcę zatrzymać się przy każdym ze stoisk i wziąć ze sobą jak najwięcej pamiątek. Nie zgub mi się, obiecałem Cynthii, że będę mieć na ciebie oko. - entuzjazm aż z niego buchał. Ubrał się na dzisiaj w jedną z najlepszych ze swoich śnieżnobiałych koszul, które w promieniach słońca mogła i razić. Przy pasie doczepił różdżkę, a w kieszeni oprócz portfela i kluczy trzymał również eliksir wiggenowy. Po wczorajszym dniu wolał dmuchać na zimne.
Tłum ludzi utrudniał przemieszczanie się. Widział wiele znajomych twarzy, które jedynie mijał bo nie był w stanie się z nikim nawet przywitać. Do serca wziął sobie porady siostry aby na siebie uważali więc gdy przeciskali się przez tłum ludzi chwycił Fergusa za zdrowy nadgarstek. Korzystając z tej ciasnoty i harmidru musnął palcami wnętrze jego dłoni co było ich dyskretnym znakiem i okazaniem tych wszystkich uczuć, które musieli trzymać w zakątkach swojego umysłu.
Zatrzymali się przy stoisku z portretami.
- O, zobacz. Chcesz portret? Nawet jak nie chcesz to ja chcę twój mały portret. Tylko nie z taką miną... - uśmiechał się do niego od ucha do ucha próbując go zarazić swoim entuzjazmem.
- Dzień dobry, ja poproszę rycinę tego tutaj pana. Naprawdę da radę pani to w dziesięć minut? Jeśli mogę to będę liczył czas i jeśli faktycznie zmieści się pani w tym czasie to płacę nie jednego sykla a galeona. - położył dłonie na ramionach Fergusa i lekko popchnął go w kierunku Uli Brzęszczyszczykiewicz.
- To ognisko widać już z daleka. Chodź, chcę zatrzymać się przy każdym ze stoisk i wziąć ze sobą jak najwięcej pamiątek. Nie zgub mi się, obiecałem Cynthii, że będę mieć na ciebie oko. - entuzjazm aż z niego buchał. Ubrał się na dzisiaj w jedną z najlepszych ze swoich śnieżnobiałych koszul, które w promieniach słońca mogła i razić. Przy pasie doczepił różdżkę, a w kieszeni oprócz portfela i kluczy trzymał również eliksir wiggenowy. Po wczorajszym dniu wolał dmuchać na zimne.
Tłum ludzi utrudniał przemieszczanie się. Widział wiele znajomych twarzy, które jedynie mijał bo nie był w stanie się z nikim nawet przywitać. Do serca wziął sobie porady siostry aby na siebie uważali więc gdy przeciskali się przez tłum ludzi chwycił Fergusa za zdrowy nadgarstek. Korzystając z tej ciasnoty i harmidru musnął palcami wnętrze jego dłoni co było ich dyskretnym znakiem i okazaniem tych wszystkich uczuć, które musieli trzymać w zakątkach swojego umysłu.
Zatrzymali się przy stoisku z portretami.
- O, zobacz. Chcesz portret? Nawet jak nie chcesz to ja chcę twój mały portret. Tylko nie z taką miną... - uśmiechał się do niego od ucha do ucha próbując go zarazić swoim entuzjazmem.
- Dzień dobry, ja poproszę rycinę tego tutaj pana. Naprawdę da radę pani to w dziesięć minut? Jeśli mogę to będę liczył czas i jeśli faktycznie zmieści się pani w tym czasie to płacę nie jednego sykla a galeona. - położył dłonie na ramionach Fergusa i lekko popchnął go w kierunku Uli Brzęszczyszczykiewicz.