01.04.2026, 10:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2026, 10:46 przez Christopher Rosier.)
Christopher zrobił taką minę, jakby ośmielał się powątpiewać, czy zdejmowanie czaru to dobry pomysł, ale nie zaprotestował. Zamiast tego podniósł się, z suknią w ramionach, mruknął cicho do krawcowej, że dostanie ten bonus (na co ta rozpromieniła się jak małe słoneczko i wycofała pod ścianę), a potem ruszył pomóc swojej asystentce „opanować” jakoś ten uszkodzony wieszak.
A przynajmniej miał zamiar, bo gdy Cressida otworzyła usta, aż zatchnęło go z oburzenia.
Nie był zaskoczony. Avery była wybuchowa, zazdrosna, złośliwa, może niekoniecznie była też tym najostrzejszym nożem w szufladzie, ale nie była też tak całkiem głupia. To że wciąż nie stała się w Londynie pariasem było sprawką nie tylko nazwiska i ładnej buzi, lecz też jego zdaniem kilku innych rzeczy: między innymi umiejętności płakania i mdlenia na zawołanie oraz oczywiście zgrabnym kłamstwom, jakie opowiadała.
– To nieprawda! – obruszył się, obracając do matki i omal przy tym nie przewracając wieszaka. – Nie zapraszałem jej do Zorzy ani nigdzie indziej. I nigdy tego nie zrobię.
– Przysłałeś mi liścik. Bawisz się moimi uczuciami – oświadczyła Cressida, a jej oczy wypełniły się łzami i gdyby stała teraz na deskach teatru Selwynów, prawdopodobnie zebrałaby oklaski na stojąco. Ona wyglądała, jak wcielenie zranionej niewinności, Christopher, jakby miał ochotę kogoś zamordować, a pani Rosier, jakby bardzo chciała posłać ich wszystkich do kąta, każde do innego i kazać przemyśleć swoje zachowanie. Zacisnęła na moment usta, zanim znów się odezwała.
– Być może doszło tutaj do jakiejś pomyłki – powiedziała sucho, zapewne doskonale świadoma, że przynajmniej jedno z nich kłamie. Musiała uznać jednak, że najlepiej jest tu pozwolić wyjść… w miarę obronną ręką… obu stronom. W miarę, bo sytuacja eskalowała już do tego stopnia, że ciężko było mówić o tym, aby udało się uniknąć wielkiego zamieszania.
– To nie była żadna… – zaczął Christopher, ale potem umilkł na wzrok matki. – Może ktoś przysłał jej list w moim imieniu – wycedził, każde słowo jakby z siebie wypluwając, a potem spojrzał na Cressidę. – Bo ja na pewno takiego nie posłałem.
– Skoro tu wyjaśniliśmy, myślę, że teraz Anna i Penny mogą tutaj posprzątać, Kitty zajmie się panną Avery… Victorio, przykro mi, że stałaś się niewinną ofiarą takiego zamieszania. Chciałaś obejrzeć nową kolekcję? Czy możemy ci jakoś… wynagrodzić to zamieszanie?
A przynajmniej miał zamiar, bo gdy Cressida otworzyła usta, aż zatchnęło go z oburzenia.
Nie był zaskoczony. Avery była wybuchowa, zazdrosna, złośliwa, może niekoniecznie była też tym najostrzejszym nożem w szufladzie, ale nie była też tak całkiem głupia. To że wciąż nie stała się w Londynie pariasem było sprawką nie tylko nazwiska i ładnej buzi, lecz też jego zdaniem kilku innych rzeczy: między innymi umiejętności płakania i mdlenia na zawołanie oraz oczywiście zgrabnym kłamstwom, jakie opowiadała.
– To nieprawda! – obruszył się, obracając do matki i omal przy tym nie przewracając wieszaka. – Nie zapraszałem jej do Zorzy ani nigdzie indziej. I nigdy tego nie zrobię.
– Przysłałeś mi liścik. Bawisz się moimi uczuciami – oświadczyła Cressida, a jej oczy wypełniły się łzami i gdyby stała teraz na deskach teatru Selwynów, prawdopodobnie zebrałaby oklaski na stojąco. Ona wyglądała, jak wcielenie zranionej niewinności, Christopher, jakby miał ochotę kogoś zamordować, a pani Rosier, jakby bardzo chciała posłać ich wszystkich do kąta, każde do innego i kazać przemyśleć swoje zachowanie. Zacisnęła na moment usta, zanim znów się odezwała.
– Być może doszło tutaj do jakiejś pomyłki – powiedziała sucho, zapewne doskonale świadoma, że przynajmniej jedno z nich kłamie. Musiała uznać jednak, że najlepiej jest tu pozwolić wyjść… w miarę obronną ręką… obu stronom. W miarę, bo sytuacja eskalowała już do tego stopnia, że ciężko było mówić o tym, aby udało się uniknąć wielkiego zamieszania.
– To nie była żadna… – zaczął Christopher, ale potem umilkł na wzrok matki. – Może ktoś przysłał jej list w moim imieniu – wycedził, każde słowo jakby z siebie wypluwając, a potem spojrzał na Cressidę. – Bo ja na pewno takiego nie posłałem.
– Skoro tu wyjaśniliśmy, myślę, że teraz Anna i Penny mogą tutaj posprzątać, Kitty zajmie się panną Avery… Victorio, przykro mi, że stałaś się niewinną ofiarą takiego zamieszania. Chciałaś obejrzeć nową kolekcję? Czy możemy ci jakoś… wynagrodzić to zamieszanie?