– Trudno powiedzieć… – odparła Victoria. Trudno było powiedzieć, bo mieli jesień i większość kwiatów już się kładła do snu, to były prawdopodobnie ich ostatnie dni aż do wiosny… oprócz tych cholernych czarnych róż. Pięknych, ale też potencjalnie niebezpiecznych. – Najlepiej będzie, jak sam to zobaczysz… Możemy pójść tam razem po kolacji i wszystko ci pokażę, tak będzie najprościej. I nie zanudzimy przy tym reszty – zerknęła kątem oka na milczącego Rodolphusa, Louvaina czy Primrose zajętych… sobą.
Rozmowy trwały tak długo, jak tylko reszta rodziny chciała rozmawiać, a chciała, choć każdy najpierw w swoim gronie, później ciotki zajęły się przepytywaniem tych młodszych co tam słychać i tak dalej, ludzie przesiadali się, by wygodniej porozmawiać z innymi – ot, normalne rodzinne spotkanie. Raczej unikano tych najbardziej zapalnych tematów, nie chcąc poruszać kwestii skandali przy stole, taki był chyba nacisk z góry: że to ma być miłe, rodzinne spotkanie. Świętowali w końcu Mabon.
Po posiłku niektórzy zostali jeszcze w jadalni by dalej rozmawiać, niektórzy rozeszli się po posiadłości, a niektórzy szybko pożegnali się, by wrócić do swoich spraw.