Ostatnie dni w życiu Aveliny były naprawdę dziwne i męczące. Co noc od tygodnia budzi się w nocy zlana potem i nie pamięta, dlaczego. Jakiś czas temu w swojej torbie znalazła słoik z pięknym, niebieskim światełkiem i koniem, który galopował po jego obrębie. Był on naprawdę śliczny i mimo, że zaklęcie zaczęło już słabnąć wywoływało w Avelinie naprawdę sporo sprzecznych emocji. Na początku zostawiła ten słoik na szafce obok łóżka, ale za każdym razem, gdy budziła się w nocy ze swojego koszmaru to ten niepozorny przedmiot wywoływał u niej jeszcze większą falę niepokoju, więc schowała go do szuflady. Nie potrafiła go wyrzucić – czuła, że jest on istotny, ale nie wiedziała lub nie pamiętała dlaczego. Wczoraj pierwszy raz zapamiętała jakiś szczegół ze swoich snów, a były to czerwone oczy. Nie do końca też była pewna, czy był to kolor tych oczu, czy czegoś innego, ale sprawiło w niej to tak wielki strach, że wręcz obudziła się z krzykiem tak głośny, że jej tata musiał ją uspokajać pierwszy raz odkąd przestała być dzieckiem.
Teraz siedziała przy ladzie na wysokim krześle w sklepie z eliksirami próbując skupić się na swojej rutynie. Był dziesiąty dzień miesiąca i był to czas kiedy Avelina wypełniała dokumenty związane z prowadzeniem sklepu za jej szefa. Z boku dla jej znajomych wyglądało to tak jakby Stan Raven wykorzystywał jej dobroć i narzucał na nią zbyt wiele obowiązków, ale dziewczyna naprawdę lubiła to robić, a jej szef naprawdę doceniał jej wkład w prowadzenie tego miejsca. Czasami miała wrażenie, że pan Raven traktuje ją jak własną córkę. Gdy drzwi sklepu otworzyły się i usłyszała cichy dzwoneczek uśmiechnęła się ciepło kończąc ostatnie pociągnięcie piórem na pergaminie, przykryła dokumenty przyciskiem do papieru i podniosła wzrok na swojego klienta. Widząc jego rude włosy poczuła jak po jej ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz, który mógł być porównywalny ze strachem, ale dla jej umysłu była to bezpodstawna reakcja, więc szybko otrząsnęła się z tego dziwnego uczucia i dalej uśmiechając się pokiwała głową.
— Dzień dobry. Oczywiście, że można zamykamy za pół godziny. – zsunęła się szybciutko z krzesła tym samym sprawiając wrażenie jeszcze niższej niż przed chwilą. — Co pan poszukuje? – nie ruszyła się jedna z miejsca, gdyż nogi odmówiły jej posłuszeństwa, a ciało nie chciało wykonać żadnego innego ruchu poza staniem w bezpiecznej odległości od nowego klienta. — Nie wszystko jeszcze zostało uzupełnione, ponieważ kilka eliksirów jeszcze jest w trakcie przygotowywania, ale w razie potrzeby można złożyć zamówienie i odebrać w późniejszym terminie. – mówiła bardzo przyjemnie, miło i łagodnie. Uśmiech na ustach był zdecydowanie zachęcający do zakupienia w tym miejscu czegokolwiek.
Cody jednak mógł w jej oczach wyczytać dziwną obawę, której dziewczyna sama nie do końca rozumiała. Avelina miała wrażenie, że kojarzy sylwetkę tego mężczyzny, ale nie wiedziała skąd. Jakby mijała się z nim kiedyś na ulicy?