02.04.2026, 00:07 ✶
Porzucenie, flegmatyczna melancholia, czerń oraz szarość - samotność. Gdyby Gabriel wypowiedział którąkolwiek z tych myśli na glos, odpowiedź Williama byłaby banalnie prosta 'przecież to Anglia, czego się spodziewałeś?'
Gloryfikacja podupadajacego imperium istniało jedynie na językach i stronicach ksiąg o zamierzchlych dziejach, gdy jego faktyczne tereny rozciagały się po krainy o niebo cieplejsze - gdy słonce nie zachodziło, a deszcz zwilżał jedynie stolice, rozprzestrzeniając pleśn po całym świecie na deskach dostojnie zaludnionych szkorbutem galeonow.
- Znalazleś kwiat w ogrodzie - odparl beznmietnie, dla osób trzecich mógł brzmieć sarkastycznie, ale William rzadko kiedy wkładal aż tyle wysilku w wypowiedzi.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, starajac sie oddzielić informacje od całej reszty dekoracji, którymi zasypywał go wampir. Nie, że nie lubił z nim rozmawiac - wręcz przeciwnie. Lestrange zdawał sobie sprawę, że potrzebuje Gabriela, aby ten swoją emocjonalną paplaniną rozbijał muszlę osamotnienia; dopełniali się, nawet jeżeli nadawali na kompletnie innych falach. Należalo rozmawiać, nalezało też się tej rozmowy nauczyć, a kto inny będzie lepszym nauczycielem od melodramatycznego i samobójczego wampira?
Przyjrzał się kwiatu zakladajac na nos okulary - połówki. Wygladały na nowe, choć już posiadały parę dyskretnych rys.
- Nie padało prawda? Nie pachnie też moczem, więc to raczej nie sprawka przypadkowego lisa - mamrotał pod nosem, starajac się artykułować słowa wyraźnie na tyle, aby towarzysz je zrozumial.
- A bycie wampirem było kiedykolwiek proste? To znaczy, w twoim przypadku? - odnosil sie do rozmowy, którą odbyli w innym ogrodzie, bardziej mugolskim, choć tez różanym, w którym płatki kwiatów zroszone były moczem miejskich lisów oraz ostatkami wody z londyńskiej kanalizacji.
- Rozumiem, jestem twoją karta legalnego wyniesienia cudzej własnosci z cudzego ogrodu. W porządku, czego sie w końcu nie robi dla nauki? Chyba, że chcesz badać ją tu i teraz? - dopytal, bo z Gabrielem nigdy nie było wiadomo. Szybko pożałował, że dał mu wybór, bo co jeżeli z decyzjami było u niego jak z emocjami? Zmieniały sie jak w kalejdoskopie? Cóż, mimo wszystko, William był gotów zbadac roślinę w środku nocy w Maida Vale.
Gloryfikacja podupadajacego imperium istniało jedynie na językach i stronicach ksiąg o zamierzchlych dziejach, gdy jego faktyczne tereny rozciagały się po krainy o niebo cieplejsze - gdy słonce nie zachodziło, a deszcz zwilżał jedynie stolice, rozprzestrzeniając pleśn po całym świecie na deskach dostojnie zaludnionych szkorbutem galeonow.
- Znalazleś kwiat w ogrodzie - odparl beznmietnie, dla osób trzecich mógł brzmieć sarkastycznie, ale William rzadko kiedy wkładal aż tyle wysilku w wypowiedzi.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, starajac sie oddzielić informacje od całej reszty dekoracji, którymi zasypywał go wampir. Nie, że nie lubił z nim rozmawiac - wręcz przeciwnie. Lestrange zdawał sobie sprawę, że potrzebuje Gabriela, aby ten swoją emocjonalną paplaniną rozbijał muszlę osamotnienia; dopełniali się, nawet jeżeli nadawali na kompletnie innych falach. Należalo rozmawiać, nalezało też się tej rozmowy nauczyć, a kto inny będzie lepszym nauczycielem od melodramatycznego i samobójczego wampira?
Przyjrzał się kwiatu zakladajac na nos okulary - połówki. Wygladały na nowe, choć już posiadały parę dyskretnych rys.
- Nie padało prawda? Nie pachnie też moczem, więc to raczej nie sprawka przypadkowego lisa - mamrotał pod nosem, starajac się artykułować słowa wyraźnie na tyle, aby towarzysz je zrozumial.
- A bycie wampirem było kiedykolwiek proste? To znaczy, w twoim przypadku? - odnosil sie do rozmowy, którą odbyli w innym ogrodzie, bardziej mugolskim, choć tez różanym, w którym płatki kwiatów zroszone były moczem miejskich lisów oraz ostatkami wody z londyńskiej kanalizacji.
- Rozumiem, jestem twoją karta legalnego wyniesienia cudzej własnosci z cudzego ogrodu. W porządku, czego sie w końcu nie robi dla nauki? Chyba, że chcesz badać ją tu i teraz? - dopytal, bo z Gabrielem nigdy nie było wiadomo. Szybko pożałował, że dał mu wybór, bo co jeżeli z decyzjami było u niego jak z emocjami? Zmieniały sie jak w kalejdoskopie? Cóż, mimo wszystko, William był gotów zbadac roślinę w środku nocy w Maida Vale.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated