Machnęła lekceważąco pomarszczoną dłonią na jego przeprosiny, choć wiadomo, że gdyby się nie pojawiły, atmosfera mogłaby się zagęścić. Tymczasem Dorinda ewidentnie była rada z postawy aktywnego słuchacza, którym był obecnie Laurence, szacunek do jej stanowiska i doświadczenia stanowił punkt wyjścia do rozmów z nią o czymkolwiek. Zaraz potem skinęła głową potwierdzając jego przypuszczenia.
– Mandragora owszem, ale nie byle jaka. Pustynna. Odmiana afrykańska, ma nieco inne właściwości, ale co najważniejsze - jest bardziej efektywna, do obu eliksirów. Oszczędność jak rozumiesz, to cecha dobrego zarządzającego. Zapas jej skończył się, teraz musimy korzystać z naszej rodzimej, a tu niestety dochodzą też do głosu spekulacje na rynku, bo korzystają z niej wszyscy. – Na moment zmrużyła oczy, gest, który zawsze czyniła jakby przeglądała od wnętrza własnej czaszki zebrane dane i wspomnienia. Bez słowa powróciła do swojego dyrektorskiego biurka, otworzyła drugą szulfadę od dołu i pospiesznie przejrzała koperty z zachowaną korespondencją.
Chwilę jej to zajęło, gdy dotarła do listu od innej swojej wnuczki.
– Victoria pisała mi w lipcu coś o jakiejś zmutowanej pustynnej mandragorze będącej pod opieką towarzystwa Herbologicznego. Z Mirabellą mi nie do końca po drodze, ale może to byłby nasz ratunek? W październiku mają też dotrzeć dostawy z Kambodży, ale nie ja tym zarządzałam, nie jestem pewna, czy w zestawieniu ktokolwiek uwzględnił brak surowca, którego do tej pory mieliśmy pod dostatkiem. – Skrzywiła się, wyraźnie zakładając, że wcale tak nie będzie. Zawsze trzeba było zakładać najgorsze, a i tak nie udało jej się w najśmielszych snach przewidzieć Spalonej Nocy.
– Mandragora owszem, ale nie byle jaka. Pustynna. Odmiana afrykańska, ma nieco inne właściwości, ale co najważniejsze - jest bardziej efektywna, do obu eliksirów. Oszczędność jak rozumiesz, to cecha dobrego zarządzającego. Zapas jej skończył się, teraz musimy korzystać z naszej rodzimej, a tu niestety dochodzą też do głosu spekulacje na rynku, bo korzystają z niej wszyscy. – Na moment zmrużyła oczy, gest, który zawsze czyniła jakby przeglądała od wnętrza własnej czaszki zebrane dane i wspomnienia. Bez słowa powróciła do swojego dyrektorskiego biurka, otworzyła drugą szulfadę od dołu i pospiesznie przejrzała koperty z zachowaną korespondencją.
Chwilę jej to zajęło, gdy dotarła do listu od innej swojej wnuczki.
– Victoria pisała mi w lipcu coś o jakiejś zmutowanej pustynnej mandragorze będącej pod opieką towarzystwa Herbologicznego. Z Mirabellą mi nie do końca po drodze, ale może to byłby nasz ratunek? W październiku mają też dotrzeć dostawy z Kambodży, ale nie ja tym zarządzałam, nie jestem pewna, czy w zestawieniu ktokolwiek uwzględnił brak surowca, którego do tej pory mieliśmy pod dostatkiem. – Skrzywiła się, wyraźnie zakładając, że wcale tak nie będzie. Zawsze trzeba było zakładać najgorsze, a i tak nie udało jej się w najśmielszych snach przewidzieć Spalonej Nocy.