02.04.2026, 18:55 ✶
Mona uniosła czasopismo, prezentując je mężczyźnie tak, aby mógł bez trudu odczytać nagłówek.
— Nie… czemuż to? — odparła. Jej postawa zdradziła nagłe napięcie, ponieważ niewidzialna siła chwyciła ją za kark i zmusiła do sztywności. Kobieta wpatrywała się jeszcze przez moment w drukowane słowa. — Czyż naprawdę aż tak niekorzystnie się prezentuję, że potrzebuję podobnych zabiegów? — Gorąca czekolada zdaje się być rozsądniejszym wyborem aniżeli walka z układem planet, pomyślała.
Westchnęła bezgłośnie, pozwalając sobie na odrobinę ulgi, gdy poczuła ciężar ramienia na sobie. Wkrótce napięcie opuściło jej ciało, które rozpoznało znajomą oraz kojącą obecność jej Icarusa. Oparła skroń o jego ramię, przymknęła powieki. Znużenie, które ją ogarnęło, rozlewało się powoli.
— Dużo pracy — wytłumaczyła, wskazując brodą na stos dokumentów rozrzuconych nieopodal. Każda sprawa miała swoją teczkę. Mona nie znosiła bałaganu, więc ręcznie nadawała im numery i prowadziła duży rejestr, który trzeba było regularnie aktualizować, żeby łatwo było się w nim odnaleźć. Nie była najszybsza w papierkowej robocie, ale znała się na temacie magicznych stworzeń, jak mało kto. Poza tym, gdyby kiedyś zmieniła pracę, jej następca bez problemu odnalazłby się w dokumentacji.
— Jestem zobowiązana do poufności — Mona na dobrą sprawę miała to w głębokiej dupie. Kontynuowała więc. — Nawet za linią zadarcia liczymy ogromne straty, nie tylko większe miasta oberwały… Rezerwaty zwracają się do nas o pomoc, a Ministerstwo… Chyba nie chcesz o tym słyszeć — uśmiechnęła się. Sama nie miała ochoty ponownie wygłaszać swoich żali w związku z bezsilnością, którą poczuwała. Praca w Ministerstwie sprawiła, że nabrała nowej perspektywy na sytuację magicznych stworzeń. — Jak bar? — spytała uprzejmie.
— Nie… czemuż to? — odparła. Jej postawa zdradziła nagłe napięcie, ponieważ niewidzialna siła chwyciła ją za kark i zmusiła do sztywności. Kobieta wpatrywała się jeszcze przez moment w drukowane słowa. — Czyż naprawdę aż tak niekorzystnie się prezentuję, że potrzebuję podobnych zabiegów? — Gorąca czekolada zdaje się być rozsądniejszym wyborem aniżeli walka z układem planet, pomyślała.
Westchnęła bezgłośnie, pozwalając sobie na odrobinę ulgi, gdy poczuła ciężar ramienia na sobie. Wkrótce napięcie opuściło jej ciało, które rozpoznało znajomą oraz kojącą obecność jej Icarusa. Oparła skroń o jego ramię, przymknęła powieki. Znużenie, które ją ogarnęło, rozlewało się powoli.
— Dużo pracy — wytłumaczyła, wskazując brodą na stos dokumentów rozrzuconych nieopodal. Każda sprawa miała swoją teczkę. Mona nie znosiła bałaganu, więc ręcznie nadawała im numery i prowadziła duży rejestr, który trzeba było regularnie aktualizować, żeby łatwo było się w nim odnaleźć. Nie była najszybsza w papierkowej robocie, ale znała się na temacie magicznych stworzeń, jak mało kto. Poza tym, gdyby kiedyś zmieniła pracę, jej następca bez problemu odnalazłby się w dokumentacji.
— Jestem zobowiązana do poufności — Mona na dobrą sprawę miała to w głębokiej dupie. Kontynuowała więc. — Nawet za linią zadarcia liczymy ogromne straty, nie tylko większe miasta oberwały… Rezerwaty zwracają się do nas o pomoc, a Ministerstwo… Chyba nie chcesz o tym słyszeć — uśmiechnęła się. Sama nie miała ochoty ponownie wygłaszać swoich żali w związku z bezsilnością, którą poczuwała. Praca w Ministerstwie sprawiła, że nabrała nowej perspektywy na sytuację magicznych stworzeń. — Jak bar? — spytała uprzejmie.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła