02.04.2026, 22:54 ✶
Lazarus gdzieś z tyłu głowy spodziewał się - obawiał się? - zwyczajowego oczekiwania uświęconej tradycją bliskości. Objęcia, klepania po plecach.
To jednak nie nastąpiło i napięcie spowodowane koniecznością odbycia rytuału społecznego z którym Lazarus nie czuł się do końca komfortowo nie uległo nagłemu przełamaniu, a raczej rozeszło się niemal rozczarowująco łagodnie.
Wiek sposobny do umierania.
Kącik ust klątwołamacza zadrgał.
- Próbowałem - powiedział tonem, jakby stwierdzał znany powszechnie, a zabawny fakt, bo tak właśnie było, Odys doskonale wiedział, że trzy lata i dziesięć miesięcy temu Lazarus po raz drugi i jak na razie ostatni targnął się na swoje życie - Mocne cztery na dziesięć. Sześć, jeżeli zapomnę wziąć leków.
(To już prawie cztery lata?)
Odys również był prawdopodobnie jedną z nielicznych osób potrafiących docenić komizm swego własnego komentarza w tej sytuacji. Czy powiedział to specjalnie? Lovegood otaksował Fawleya spojrzeniem, próbując ocenić prawdopodobieństwo.
Niezerowe, ale niemożliwe do określenia. Odysseus skrywał swoje emocje i zamiary za równie grubym murem, jak on sam.
- Jaki jest bezpieczniejszy sposób mieszania eliksirów z alkoholem, niż pod opieką uzdrowiciela? - rzucił z cieniem uśmiechu, z czystego impulsu nie zgodzenia się z nim - Jeżeli zamierzasz pić i obserwować mnie przy pracy, to może powinienem był przynieść popcorn?
Jeszcze przez chwilę zatrzymał wzrok na psychiatrze, a potem, jakby zorientowawszy się, że nie został tu zaproszony w celach towarzyskich, odchrząknął cicho - całkiem bez związku z męczącym go do niedawna kaszlem - i odwrócił się do swoich narzędzi.
- Mam to samo u siebie. Nie oczekuj cudów. Próbowałem coś z tym zrobić, ale póki co bezskutecznie. Dobre wieści są takie, że nie zaszkodziło jak dotąd ani mnie, ani moim zwierzętom, a one by szybciej ucierpiały - wsunął się w wygodne koleiny profesjonalnych detali - Spróbowałbym najpierw wypchnąć to z jednego pokoju i zabezpieczyć go. Poczekać, aż magia się ustabilizuje i osłabnie. Potem… może oczyścić kolejne pomieszczenie - wystawił na stół ewidentnie używaną, ale wciąż w miarę świeżą świecę, obok położył kawałek kredy - Na czym by ci najbardziej zależało?
Rozejrzał się po mieszkaniu, próbując mniej więcej wyznaczyć sobie w głowie jego środek, ustawić je względem stron świata i zdecydować, jak w ogóle zabrać się do pracy. Na koniec poprawił przez ubranie ułożenie schowanego pod nim amuletu i ponownie odwrócił się do gospodarza, oczekując na odpowiedź.
To jednak nie nastąpiło i napięcie spowodowane koniecznością odbycia rytuału społecznego z którym Lazarus nie czuł się do końca komfortowo nie uległo nagłemu przełamaniu, a raczej rozeszło się niemal rozczarowująco łagodnie.
Wiek sposobny do umierania.
Kącik ust klątwołamacza zadrgał.
- Próbowałem - powiedział tonem, jakby stwierdzał znany powszechnie, a zabawny fakt, bo tak właśnie było, Odys doskonale wiedział, że trzy lata i dziesięć miesięcy temu Lazarus po raz drugi i jak na razie ostatni targnął się na swoje życie - Mocne cztery na dziesięć. Sześć, jeżeli zapomnę wziąć leków.
(To już prawie cztery lata?)
Odys również był prawdopodobnie jedną z nielicznych osób potrafiących docenić komizm swego własnego komentarza w tej sytuacji. Czy powiedział to specjalnie? Lovegood otaksował Fawleya spojrzeniem, próbując ocenić prawdopodobieństwo.
Niezerowe, ale niemożliwe do określenia. Odysseus skrywał swoje emocje i zamiary za równie grubym murem, jak on sam.
- Jaki jest bezpieczniejszy sposób mieszania eliksirów z alkoholem, niż pod opieką uzdrowiciela? - rzucił z cieniem uśmiechu, z czystego impulsu nie zgodzenia się z nim - Jeżeli zamierzasz pić i obserwować mnie przy pracy, to może powinienem był przynieść popcorn?
Jeszcze przez chwilę zatrzymał wzrok na psychiatrze, a potem, jakby zorientowawszy się, że nie został tu zaproszony w celach towarzyskich, odchrząknął cicho - całkiem bez związku z męczącym go do niedawna kaszlem - i odwrócił się do swoich narzędzi.
- Mam to samo u siebie. Nie oczekuj cudów. Próbowałem coś z tym zrobić, ale póki co bezskutecznie. Dobre wieści są takie, że nie zaszkodziło jak dotąd ani mnie, ani moim zwierzętom, a one by szybciej ucierpiały - wsunął się w wygodne koleiny profesjonalnych detali - Spróbowałbym najpierw wypchnąć to z jednego pokoju i zabezpieczyć go. Poczekać, aż magia się ustabilizuje i osłabnie. Potem… może oczyścić kolejne pomieszczenie - wystawił na stół ewidentnie używaną, ale wciąż w miarę świeżą świecę, obok położył kawałek kredy - Na czym by ci najbardziej zależało?
Rozejrzał się po mieszkaniu, próbując mniej więcej wyznaczyć sobie w głowie jego środek, ustawić je względem stron świata i zdecydować, jak w ogóle zabrać się do pracy. Na koniec poprawił przez ubranie ułożenie schowanego pod nim amuletu i ponownie odwrócił się do gospodarza, oczekując na odpowiedź.