03.04.2026, 02:07 ✶
- Dobrze wyglądasz - dodała po chwili, gdy zdążyła się przyjrzeć czarownicy. Jej usta wygięły się lekko, ale nie był to ten uprzejmy, wyuczony uśmiech. Ten był subtelniejszy, bardziej prawdziwy - pojawił się i pozostał, jakby nie wymagał kontroli. W energii między nimi wciąż były te znajome nuty. Coś, co przypominało jej dawne rozmowy, kiedy jeszcze wszystko wydawało się prostsze, mniej obciążone konsekwencjami i doświadczeniem. Lana mówiła w ten sam sposób, z charakterystycznym skupieniem, z potrzebą nadawania sensu temu, co dla innych pozostawało niezauważalne. Avery dostrzegała w tym pewną stałość, coś, co nie uległo zmianie mimo upływu czasu i wszystkich przebytych dróg.
- Anglesey? Musisz mi wszystko opowiedzieć. Odnalazłaś jakieś zapomniane magiczne szlaki? - zawsze z chęcią słuchała osób, które znały się na danym temacie i opowiadały o nim z pasją. Sama potrafiła dyskutować o sztuce bez końca, ale tylko jeśli widziała zainteresowanie drugiej strony. Poza tym lubiła słuchać opowieści o podróżach, bo sama zaznała ich niewiele. Od zawsze funkcjonowała wśród ludzi, w przestrzeniach zamkniętych, choć pełnych światła. Nawet gdy była sama, otaczały ją ślady cudzej obecności - obrazy, przedmioty, historia zatrzymana w ramach i rzeźbach. Nie znała ciszy prawdziwej samotności i połączenia z naturą. I może właśnie dlatego czuła to cicho ukłucie zazdrości. Zazdrości o coś, czego sama nigdy nie spróbowała, a co wydawało się mieć w sobie pewną formę ukojenia, którego jej brakowało. Nie okazała tego wprost. Jak zawsze.
Ruszyły dalej, powoli, wpasowując się w rytm miasta, które zdawało się nie zwracać na nie uwagi, a jednocześnie nieustannie je otaczało. Tłum przesuwał się wokół nich, ciężki od ruchu i dźwięków, ale Astoria odczuwała go teraz inaczej, jakby obecność Lany tworzyła wokół nich niewielką, oddzieloną przestrzeń.
- Tak? Właściwie też mam dla ciebie pewien drobiazg - uśmiechnęła się, choć nie wyciągnęła jeszcze niewielkiego pakunku ze swojej torebki.
Jeden ze świątecznych straganów przyciągał uwagę ciepłym światłem i aromatem przypraw, który unosił się w powietrzu, odcinając się wyraźnie od chłodnej, grudniowej aury. Nad ladą wisiały girlandy z zaczarowanych gałązek, delikatnie poruszające się mimo braku wiatru. Wskazała go Lanie i obie podeszły bliżej. Zapach grzanego wina od razu wypełnił ich zmysły.
- Z pomarańczą? - dopytała, po czym zamówiły dwie porcje, a kiedy ciepłe naczynie znalazło się w jej dłoniach, przez krótką chwilę skupiła się wyłącznie na tym odczuciu - na przyjemnym cieple przenikającym przez materiał rękawiczek, na parze unoszącej się leniwie ku górze. Oparła się lekko o drewnianą krawędź straganu, pozwalając sobie na tę drobną pauzę. I wtedy to usłyszała. Najpierw tylko podniesione głosy - ostre, wyraźnie odcinające się od reszty ulicznego gwaru. Nie były to dźwięki radosnej sprzeczki ani przypadkowej wymiany zdań. Było w nich napięcie, które natychmiast przyciągało uwagę. Astoria uniosła lekko spojrzenie. Dwóch czarodziejów stało kilka kroków dalej, zbyt blisko siebie, by można było uznać ich rozmowę za spokojną. Jeden z nich ściskał w dłoni skrawek pergaminu, który drżał lekko przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Drugi gestykulował ostro, jakby same słowa nie wystarczały, by oddać to, co próbował przekazać. Nie słyszała wszystkiego od razu. Ale fragmenty wystarczyły. Słowa, które w ostatnich tygodniach zaczynały pojawiać się coraz częściej - w rozmowach, w szeptach, w spojrzeniach rzucanych ponad ramionami. Część słyszała nawet od Cedrica. Astoria stała nieruchomo, trzymając w dłoniach ciepłe naczynie, które nagle przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Jej spojrzenie zatrzymało się na pergaminie.
- Anglesey? Musisz mi wszystko opowiedzieć. Odnalazłaś jakieś zapomniane magiczne szlaki? - zawsze z chęcią słuchała osób, które znały się na danym temacie i opowiadały o nim z pasją. Sama potrafiła dyskutować o sztuce bez końca, ale tylko jeśli widziała zainteresowanie drugiej strony. Poza tym lubiła słuchać opowieści o podróżach, bo sama zaznała ich niewiele. Od zawsze funkcjonowała wśród ludzi, w przestrzeniach zamkniętych, choć pełnych światła. Nawet gdy była sama, otaczały ją ślady cudzej obecności - obrazy, przedmioty, historia zatrzymana w ramach i rzeźbach. Nie znała ciszy prawdziwej samotności i połączenia z naturą. I może właśnie dlatego czuła to cicho ukłucie zazdrości. Zazdrości o coś, czego sama nigdy nie spróbowała, a co wydawało się mieć w sobie pewną formę ukojenia, którego jej brakowało. Nie okazała tego wprost. Jak zawsze.
Ruszyły dalej, powoli, wpasowując się w rytm miasta, które zdawało się nie zwracać na nie uwagi, a jednocześnie nieustannie je otaczało. Tłum przesuwał się wokół nich, ciężki od ruchu i dźwięków, ale Astoria odczuwała go teraz inaczej, jakby obecność Lany tworzyła wokół nich niewielką, oddzieloną przestrzeń.
- Tak? Właściwie też mam dla ciebie pewien drobiazg - uśmiechnęła się, choć nie wyciągnęła jeszcze niewielkiego pakunku ze swojej torebki.
Jeden ze świątecznych straganów przyciągał uwagę ciepłym światłem i aromatem przypraw, który unosił się w powietrzu, odcinając się wyraźnie od chłodnej, grudniowej aury. Nad ladą wisiały girlandy z zaczarowanych gałązek, delikatnie poruszające się mimo braku wiatru. Wskazała go Lanie i obie podeszły bliżej. Zapach grzanego wina od razu wypełnił ich zmysły.
- Z pomarańczą? - dopytała, po czym zamówiły dwie porcje, a kiedy ciepłe naczynie znalazło się w jej dłoniach, przez krótką chwilę skupiła się wyłącznie na tym odczuciu - na przyjemnym cieple przenikającym przez materiał rękawiczek, na parze unoszącej się leniwie ku górze. Oparła się lekko o drewnianą krawędź straganu, pozwalając sobie na tę drobną pauzę. I wtedy to usłyszała. Najpierw tylko podniesione głosy - ostre, wyraźnie odcinające się od reszty ulicznego gwaru. Nie były to dźwięki radosnej sprzeczki ani przypadkowej wymiany zdań. Było w nich napięcie, które natychmiast przyciągało uwagę. Astoria uniosła lekko spojrzenie. Dwóch czarodziejów stało kilka kroków dalej, zbyt blisko siebie, by można było uznać ich rozmowę za spokojną. Jeden z nich ściskał w dłoni skrawek pergaminu, który drżał lekko przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Drugi gestykulował ostro, jakby same słowa nie wystarczały, by oddać to, co próbował przekazać. Nie słyszała wszystkiego od razu. Ale fragmenty wystarczyły. Słowa, które w ostatnich tygodniach zaczynały pojawiać się coraz częściej - w rozmowach, w szeptach, w spojrzeniach rzucanych ponad ramionami. Część słyszała nawet od Cedrica. Astoria stała nieruchomo, trzymając w dłoniach ciepłe naczynie, które nagle przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Jej spojrzenie zatrzymało się na pergaminie.
learn the rules
then break some
then break some