03.04.2026, 02:10 ✶
Nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Poczuła, jak jej ciało napina się do granic możliwości, gdy krzyk Primrose przeciął powietrze z taką siłą, że aż odbił się od ścian i wrócił do nich zwielokrotniony. Przez moment miała wrażenie, że dźwięk ten fizycznie ją odpycha, że cofa się o pół kroku nie z własnej woli, lecz pod naporem tej histerii. Spojrzenie Primrose, rozpalone, rozchwiane, wbiło się w nią z oskarżeniem, którego się nie spodziewała. Astoria zesztywniała jeszcze bardziej, jakby nagle znalazła się dokładnie pomiędzy dwiema burzami.
- Po twojej! - zapiszczała w odpowiedzi, choć zwyczajnie chciała, żeby to się już skończyło. Jej palce zacisnęły się mimowolnie na materiale własnej spódnicy, gdy obserwowała, jak Primrose miota się między gniewem a rozpaczą, jak jej ciało zdradza ją przy każdej emocji, jak twarz zmienia barwy w sposób niemal nieludzki. To było przerażające w sposób, którego Astoria nie potrafiła nazwać.
Myśl o konsekwencjach wracała uparcie, coraz głośniej, coraz bardziej natarczywie. Szkoła miała swoje zasady. Jej spojrzenie przeskakiwało między Primrose a Martą, coraz szybciej, coraz bardziej nerwowo, jakby próbowała przewidzieć, co stanie się za chwilę. Ale za żadne skarby nie była w stanie przewidzieć następnego ruchu wściekłego ducha. Wszystko rejestrowała jakby w zwolnionym tempie.
- O Merlinie - wyrwało jej się cicho i zrobiła krok w tył. Widok ektoplazmy rozlanej na plecach Primrose był ostatnią kroplą - czymś tak absurdalnym i obrzydliwym jednocześnie, że aż nierealnym. W jej spojrzeniu było wszystko: współczucie, panika, solidarność i czysto nastoletnia rozpacz nad tym, że świat właśnie postanowił się na nich uwziąć. Zrobiła krok bliżej koleżanki, niemal instynktownie ustawiając się przy niej, jakby samą obecnością chciała zaznaczyć, po czyjej stronie stoi.
- Musimy iść... ona może wszystko powiedzieć nauczycielom, rozumiesz? - szepnęła gorączkowo. - I jeszcze zrobi z nas jakieś… jakieś psychopatki od toalet, ja nie żartuję!
Zerknęła kątem oka na Martę, jakby spodziewała się kolejnego ataku w każdej chwili.
- Prim chodźmy już stąd, proszę cię - w desperacji Astoria złapała starszą koleżankę za rękę i próbowała wywlec ją z tej przeklętej łazienki. - Nikt się o tym nie dowie, naprawdę!
Chciała stąd uciec, zanim będzie jeszcze gorzej. Zanim zjawi się jakiś nauczyciel, zanim ktokolwiek jeszcze wejdzie do łazienki. Nie miały przecież szans wygrać z duchem, jedynym wyjściem pozostała ewakuacja.
- Po twojej! - zapiszczała w odpowiedzi, choć zwyczajnie chciała, żeby to się już skończyło. Jej palce zacisnęły się mimowolnie na materiale własnej spódnicy, gdy obserwowała, jak Primrose miota się między gniewem a rozpaczą, jak jej ciało zdradza ją przy każdej emocji, jak twarz zmienia barwy w sposób niemal nieludzki. To było przerażające w sposób, którego Astoria nie potrafiła nazwać.
Myśl o konsekwencjach wracała uparcie, coraz głośniej, coraz bardziej natarczywie. Szkoła miała swoje zasady. Jej spojrzenie przeskakiwało między Primrose a Martą, coraz szybciej, coraz bardziej nerwowo, jakby próbowała przewidzieć, co stanie się za chwilę. Ale za żadne skarby nie była w stanie przewidzieć następnego ruchu wściekłego ducha. Wszystko rejestrowała jakby w zwolnionym tempie.
- O Merlinie - wyrwało jej się cicho i zrobiła krok w tył. Widok ektoplazmy rozlanej na plecach Primrose był ostatnią kroplą - czymś tak absurdalnym i obrzydliwym jednocześnie, że aż nierealnym. W jej spojrzeniu było wszystko: współczucie, panika, solidarność i czysto nastoletnia rozpacz nad tym, że świat właśnie postanowił się na nich uwziąć. Zrobiła krok bliżej koleżanki, niemal instynktownie ustawiając się przy niej, jakby samą obecnością chciała zaznaczyć, po czyjej stronie stoi.
- Musimy iść... ona może wszystko powiedzieć nauczycielom, rozumiesz? - szepnęła gorączkowo. - I jeszcze zrobi z nas jakieś… jakieś psychopatki od toalet, ja nie żartuję!
Zerknęła kątem oka na Martę, jakby spodziewała się kolejnego ataku w każdej chwili.
- Prim chodźmy już stąd, proszę cię - w desperacji Astoria złapała starszą koleżankę za rękę i próbowała wywlec ją z tej przeklętej łazienki. - Nikt się o tym nie dowie, naprawdę!
Chciała stąd uciec, zanim będzie jeszcze gorzej. Zanim zjawi się jakiś nauczyciel, zanim ktokolwiek jeszcze wejdzie do łazienki. Nie miały przecież szans wygrać z duchem, jedynym wyjściem pozostała ewakuacja.
learn the rules
then break some
then break some