03.04.2026, 13:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2026, 13:21 przez Anthony Shafiq.)
Domyślał się, że jego osobista rozmowa z Jonathanem przyniesie efekty, mniej lub bardziej zauważalne. Czego się nie spodziewał, że te efekty będą takie natychmiastowe.
Miał plany, które trzeba było pilnie odwołać i nie miałby nic przeciwko temu, gdyby to on był prowodyrem tych planów. Pozostawanie w niskim, niemalże podstawowym, żeby nie powiedzieć służalczym poziomie wtajemniczenia drażniła go i była prawdziwą próbą charakteru. Pospiesznie jednak połknął własną dumę, obdarzając Jonathana ciepłym uśmiechem.
Do Twoich usług - wybrzmiało z jego ust miękko i szczerze, bo ostatecznie los osładzał mu stażowe niezwykle uroczym opiekunem stażu.
Czy tak właśnie czuł się Jonathan, gdy zaczynał pracę w Ministerstwie, a role były odwrócone?
Zadanie tymczasem okazało się zaskakująco przyjemne: proste w narzędziach, wymagające w wykonaniu. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy umożliwiał przekroczenie granic kraju komuś, kto zaraz poza Anglią miał zniknąć, lub też - nigdy w Anglii nie być. Hades był jednym z wielu, którzy doświadczyli tej uprzejmości.
Musiał przyznać, że czuł tremę wynikającą z faktu bezpośredniego kontaktu. Magiczne umiejętności lingwistyczne też byłī w cenie, w połączeniu ze znajomością procedur i - co najważniejsze - wiedzą o tym, jak je naginać wystarczająco tak, żeby nie pękły, lub nadymać tak, by nikt nie analizował składu pergaminu użytego do spreparowania jednego z wielu, wielu zezwoleń…
Tylko twarz, jego twarz. To było dość niebezpieczne. Tym, którym pomagali to mogło służyć jako gwarant, poczucie pewności i bezpieczeństwa, że zajmuje się tym ktoś ważny. A co jeśli ich ktoś przejmie i zacznie leglimencją grzebać we wspomnieniach? Odetchnął głęboko, ukryty za maską życzliwego urzędnika, który doskonale zna się na swojej pracy. Cóż… nie było to kłamstwo.
Rzucił okiem w kierunku Guinevery, której uśmiech potrafił topić niejedno serce i skinął jej głową zapewniająco - w podwójnym geście dodawania pewności tak sobie jak jej. Stawka… była wysoka. Nie chciał się licytować dla kogo wyższa. Nie kiedy stali w obliczu zadania.
- Xin chào - Skłonił się z szacunkiem ojcu, potem powtórzył to w stronę starszej siostry i zajął miejsce przy niewielkim stoliczku otwierając aktówkę i wyciągając z niej pakiet planu, planu awaryjnego oraz wariantu planu awaryjnego, gdyby rodzina została zmuszona do rozdzielenia. - Czy znają państwo Francuski? Mój wietnamski poprawił się w ostatnim czasie, wciąż jednak zdarza mi się niewłaściwa intonacja, byłbym zobowiązany, żebyśmy ograniczyli nieporozumienia. Możemy też przejrzeć plan dwukrotnie. - zaproponował po wietnamsku, bez trudu dopasowując krtań i gardziel do wymogów orientalnego języka. Problemem była kultura… w zależności od regionu sama melodia mogła być inna i choć wciąż nazywałoby się to „wietnamskim” mogłoby wprowadzić realne nie porozumienie w tak wrażliwym temacie jak ich podróż.
Miał plany, które trzeba było pilnie odwołać i nie miałby nic przeciwko temu, gdyby to on był prowodyrem tych planów. Pozostawanie w niskim, niemalże podstawowym, żeby nie powiedzieć służalczym poziomie wtajemniczenia drażniła go i była prawdziwą próbą charakteru. Pospiesznie jednak połknął własną dumę, obdarzając Jonathana ciepłym uśmiechem.
Do Twoich usług - wybrzmiało z jego ust miękko i szczerze, bo ostatecznie los osładzał mu stażowe niezwykle uroczym opiekunem stażu.
Czy tak właśnie czuł się Jonathan, gdy zaczynał pracę w Ministerstwie, a role były odwrócone?
Zadanie tymczasem okazało się zaskakująco przyjemne: proste w narzędziach, wymagające w wykonaniu. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy umożliwiał przekroczenie granic kraju komuś, kto zaraz poza Anglią miał zniknąć, lub też - nigdy w Anglii nie być. Hades był jednym z wielu, którzy doświadczyli tej uprzejmości.
Musiał przyznać, że czuł tremę wynikającą z faktu bezpośredniego kontaktu. Magiczne umiejętności lingwistyczne też byłī w cenie, w połączeniu ze znajomością procedur i - co najważniejsze - wiedzą o tym, jak je naginać wystarczająco tak, żeby nie pękły, lub nadymać tak, by nikt nie analizował składu pergaminu użytego do spreparowania jednego z wielu, wielu zezwoleń…
Tylko twarz, jego twarz. To było dość niebezpieczne. Tym, którym pomagali to mogło służyć jako gwarant, poczucie pewności i bezpieczeństwa, że zajmuje się tym ktoś ważny. A co jeśli ich ktoś przejmie i zacznie leglimencją grzebać we wspomnieniach? Odetchnął głęboko, ukryty za maską życzliwego urzędnika, który doskonale zna się na swojej pracy. Cóż… nie było to kłamstwo.
Rzucił okiem w kierunku Guinevery, której uśmiech potrafił topić niejedno serce i skinął jej głową zapewniająco - w podwójnym geście dodawania pewności tak sobie jak jej. Stawka… była wysoka. Nie chciał się licytować dla kogo wyższa. Nie kiedy stali w obliczu zadania.
- Xin chào - Skłonił się z szacunkiem ojcu, potem powtórzył to w stronę starszej siostry i zajął miejsce przy niewielkim stoliczku otwierając aktówkę i wyciągając z niej pakiet planu, planu awaryjnego oraz wariantu planu awaryjnego, gdyby rodzina została zmuszona do rozdzielenia. - Czy znają państwo Francuski? Mój wietnamski poprawił się w ostatnim czasie, wciąż jednak zdarza mi się niewłaściwa intonacja, byłbym zobowiązany, żebyśmy ograniczyli nieporozumienia. Możemy też przejrzeć plan dwukrotnie. - zaproponował po wietnamsku, bez trudu dopasowując krtań i gardziel do wymogów orientalnego języka. Problemem była kultura… w zależności od regionu sama melodia mogła być inna i choć wciąż nazywałoby się to „wietnamskim” mogłoby wprowadzić realne nie porozumienie w tak wrażliwym temacie jak ich podróż.
Wieża babel, WoŚ V, postać ostatnie pół roku współpracowała z kambodżańskimi dyplomatami i prywatną nauczycielką magii bezróżdżkowej, więc jest świadoma swoich ograniczeń wynikających z różnic kulturowych