03.04.2026, 14:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2026, 18:12 przez Anthony Shafiq.)
W biegu? Jakim biegu? Dłoń o długich pianistycznych palcach zacisnęła się na ramieniu chłopaka, nie pozwalając mu tak łatwo się wyrwać. Ten Anthony był nieprzyjemnie silny i bezpośredni w okazywaniu pragnień swojego uniwersalnie apodyktycznego charakteru. Był w stanie uwierzyć, że dzieciak jest synem Parkinsonówny, nie żeby to było aż takie istotne, wobec kobiety, która zniknęła z jego życia ponad 20 lat temu jak z resztą… większość tych, z którymi miał okazję podejmować nauki w tej paskudnej szkockiej szkole.
Nie zdążył jednak wyciągnąć jakichkolwiek dalszych wniosków, gdy Electra ubiegła ich wszystkich, sprawiając, że na moment poczuł się nieco bardziej żywy niż w ostatnim czasie.
Rozrywka.
- Zmieniłem zdanie. Skoro już jesteście, rozgośćcie się proszę na kanapie. Prewett, zaserwuj młodzieży coś dobrego. Dla mnie lody, muszę się rozbudzić bo zapowiada się czas ciekawych opowieści. - zarządził, wracając do salonu i ciągnąć trzymanego wciąż za ramię chłoptasia. Tyle dobrego, że jego ton głosu zdradzał autentyczne zainteresowanie, prysła groźba i dekadenckie znerwicowanie. - Inny świat powiadacie, to byłoby rzeczywiście całkiem interesujące zjawisko. Inspirujące. Selwyn mi opowiadał ostatnio o tym, że spotkał mojego sobowtóra utrzymującego, że jest mną, choć wcale nie, skoro poddał się ojcowskiej presji i został nudziarzem w ministerialnych fatałaszkach. - podjął o wiele przyjemniejszym głosem, dużo bliższym do Anthony’ego, którego znali goście. Anthony’ego gawędziarza, Anthony’ego, który lubił historie. - Ja osobiście, nie widziałem Parkinsonówny od dwóch dekad, ale tamten gryzipiórek? Może nawet rozpoznałby Cię od razu chłopcze, jak myślisz? - Nawet się uśmiechnął. Blado. Trupio. - I inna Electra... widzisz Prewett, żadnych konsekwencji skoro to nie jest Twoja siostra. Nie to odbicie. - Czy im wierzył? To najście zdało mu się o wiele ciekawszą rzeczą, niż ostatnie jednakowo wyglądające noce. W końcu zwolnił uchwyt i rozsiadł się wygodniej na kanapie, nie dbając o to, że wyliniały szlafrok rozsunął się nieco odsłaniając zapadłą, pociągniętą pergaminową skórą klatkę piersiową. - Mówcie. Jestem ciekaw.
Nie zdążył jednak wyciągnąć jakichkolwiek dalszych wniosków, gdy Electra ubiegła ich wszystkich, sprawiając, że na moment poczuł się nieco bardziej żywy niż w ostatnim czasie.
Rozrywka.
- Zmieniłem zdanie. Skoro już jesteście, rozgośćcie się proszę na kanapie. Prewett, zaserwuj młodzieży coś dobrego. Dla mnie lody, muszę się rozbudzić bo zapowiada się czas ciekawych opowieści. - zarządził, wracając do salonu i ciągnąć trzymanego wciąż za ramię chłoptasia. Tyle dobrego, że jego ton głosu zdradzał autentyczne zainteresowanie, prysła groźba i dekadenckie znerwicowanie. - Inny świat powiadacie, to byłoby rzeczywiście całkiem interesujące zjawisko. Inspirujące. Selwyn mi opowiadał ostatnio o tym, że spotkał mojego sobowtóra utrzymującego, że jest mną, choć wcale nie, skoro poddał się ojcowskiej presji i został nudziarzem w ministerialnych fatałaszkach. - podjął o wiele przyjemniejszym głosem, dużo bliższym do Anthony’ego, którego znali goście. Anthony’ego gawędziarza, Anthony’ego, który lubił historie. - Ja osobiście, nie widziałem Parkinsonówny od dwóch dekad, ale tamten gryzipiórek? Może nawet rozpoznałby Cię od razu chłopcze, jak myślisz? - Nawet się uśmiechnął. Blado. Trupio. - I inna Electra... widzisz Prewett, żadnych konsekwencji skoro to nie jest Twoja siostra. Nie to odbicie. - Czy im wierzył? To najście zdało mu się o wiele ciekawszą rzeczą, niż ostatnie jednakowo wyglądające noce. W końcu zwolnił uchwyt i rozsiadł się wygodniej na kanapie, nie dbając o to, że wyliniały szlafrok rozsunął się nieco odsłaniając zapadłą, pociągniętą pergaminową skórą klatkę piersiową. - Mówcie. Jestem ciekaw.