03.04.2026, 18:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2026, 19:11 przez Lorien Mulciber.)
Odpowiedź na list.
Drogi Robercie,
Zgadzam się z Tobą, że z mec. Mulciber należy wejść w otwartą polemikę, stąd właśnie kieruję swoje słowa do Ciebie. Jeśli ja to zrobię - uderzę w jedność jaką prezentuje sobą bardziej konserwatywni sędziowie, co osłabi nasz wizerunek a zarazem wizerunek Ministerstwa Magii. Co więcej może to zostać odebrane jako publiczne pranie rodzinnych porachunków Mulciberów i występowanie przeciwko kancelarii, która mnie od lat reprezentuje. Jak sam widzisz - mam związane ręce. Nie mogę i nie chcę wystąpić przeciwko mecenas. Ale Ty Robercie… to już inna sprawa, prawda?. Reprezentujesz stronę naszej polityki, której poglądy są mi obce, ale jak każde w naszym kraju - potrzebne.
Wiedz, że nie kwestionuję miejsca niemagicznie urodzonych w naszej społeczności jako takiego. Żyją w niej, pracują, podlegają jej prawu - w tym zakresie winni być traktowani z pełną tego prawa ochroną. Uważam jednak, że ich udział w owego prawa tworzeniu, przez wzgląd na bliskie kontakty z mugolami, jest ryzykiem dla Kodeksu Tajności. Równie wysokim jakim jest funkcjonowanie takiej grupy jak Śmierciożercy. Wykształcenie jest jedynie jedną składową, lecz nie oszukujmy się - ci ludzie często są jak dzieci we mgle przez całe swoje życie.
Już kadencja Nobby’ego Leacha nam jasno pokazała, że nie każdy powinien mieć dostęp do pewnych stanowisk. Obojgu nam zależy na naszym kraju, nieprawdaż? Czy uważasz, że na tym etapie bezpiecznie jest go oddać w ręce osób nie znających jego historii i wiekowych tradycji?
Gdzie leżą granice asymilacji i integracji dzieci urodzonych w niemagicznych rodzinach, o której wspominasz kuzynie? Czy należałoby je wychować za nasze państwowe pieniądze, a gdy skończy siedemnaście lat kazać wybrać - świat magiczny czy mugolski? A może od razu będziemy zabierać dzieci od ich rodziców, czyścić pamięć i umieszczać je w ośrodkach wychowawczych nim nie trafią do Hogwartu? Rosnąca ilość mugolaków i dzieci z rodzin mieszanych to rosnąca ilość mugoli, którzy wiedzą o naszym istnieniu - nie zaprzeczaj, wiesz że to fakt, można by dyskutować czy to dobrze czy źle, ale to fakt, że Kodeks Tajności jest zagrożony. Mamy zacząć naraz ufać mugolom, którzy potrafią w jednym swoim globalnym konflikcie zbrojnym wymordować 6 milionów cywili, bo “nie byli ich rasą”? Co zrobiliby z nami?
Jaki widzisz kierunek, którym powinniśmy podążać, skoro istniejący status quo doprowadził nas do wojny domowej z “radykałami” i takich a nie innych artykułów, bo pani mecenas nie jest ani pierwszą ani z pewnością ostatnią - po prostu pokazuje innym, że im wolno n a s krytykować.
Wybacz mój drogi, nie mam dzieci, by móc określić czy sylabus Hogwartu jest dostosowany do ich potrzeb, choć zapewne można by go odświeżyć. Nie zaprzeczę też, że niektórym naszym stażystom przydałyby się lekcje z gramatyki.
Z pewnością obcowanie ze sztuką i teatrem jest dla rozwoju młodzieży również byłoby przydatne, ale… może nie wysyłajmy ich oglądać biczującego się młodego Selwyna? Jak zaś o Ekstazie mowa.
Słyszałam od pana Moody’ego jak Philomena zacisnęła pazury na nieszczęsnym Anthonym. Biedak stał się nową twarzą radykalizmu. No cóż. Może następnym razem skorzysta z przysługującego mu prawa do zachowania milczenia?
Całuję,
Lorien
Londyn, 10-10-1972
Drogi Robercie,
Zgadzam się z Tobą, że z mec. Mulciber należy wejść w otwartą polemikę, stąd właśnie kieruję swoje słowa do Ciebie. Jeśli ja to zrobię - uderzę w jedność jaką prezentuje sobą bardziej konserwatywni sędziowie, co osłabi nasz wizerunek a zarazem wizerunek Ministerstwa Magii. Co więcej może to zostać odebrane jako publiczne pranie rodzinnych porachunków Mulciberów i występowanie przeciwko kancelarii, która mnie od lat reprezentuje. Jak sam widzisz - mam związane ręce. Nie mogę i nie chcę wystąpić przeciwko mecenas. Ale Ty Robercie… to już inna sprawa, prawda?. Reprezentujesz stronę naszej polityki, której poglądy są mi obce, ale jak każde w naszym kraju - potrzebne.
Wiedz, że nie kwestionuję miejsca niemagicznie urodzonych w naszej społeczności jako takiego. Żyją w niej, pracują, podlegają jej prawu - w tym zakresie winni być traktowani z pełną tego prawa ochroną. Uważam jednak, że ich udział w owego prawa tworzeniu, przez wzgląd na bliskie kontakty z mugolami, jest ryzykiem dla Kodeksu Tajności. Równie wysokim jakim jest funkcjonowanie takiej grupy jak Śmierciożercy. Wykształcenie jest jedynie jedną składową, lecz nie oszukujmy się - ci ludzie często są jak dzieci we mgle przez całe swoje życie.
Już kadencja Nobby’ego Leacha nam jasno pokazała, że nie każdy powinien mieć dostęp do pewnych stanowisk. Obojgu nam zależy na naszym kraju, nieprawdaż? Czy uważasz, że na tym etapie bezpiecznie jest go oddać w ręce osób nie znających jego historii i wiekowych tradycji?
Gdzie leżą granice asymilacji i integracji dzieci urodzonych w niemagicznych rodzinach, o której wspominasz kuzynie? Czy należałoby je wychować za nasze państwowe pieniądze, a gdy skończy siedemnaście lat kazać wybrać - świat magiczny czy mugolski? A może od razu będziemy zabierać dzieci od ich rodziców, czyścić pamięć i umieszczać je w ośrodkach wychowawczych nim nie trafią do Hogwartu? Rosnąca ilość mugolaków i dzieci z rodzin mieszanych to rosnąca ilość mugoli, którzy wiedzą o naszym istnieniu - nie zaprzeczaj, wiesz że to fakt, można by dyskutować czy to dobrze czy źle, ale to fakt, że Kodeks Tajności jest zagrożony. Mamy zacząć naraz ufać mugolom, którzy potrafią w jednym swoim globalnym konflikcie zbrojnym wymordować 6 milionów cywili, bo “nie byli ich rasą”? Co zrobiliby z nami?
Jaki widzisz kierunek, którym powinniśmy podążać, skoro istniejący status quo doprowadził nas do wojny domowej z “radykałami” i takich a nie innych artykułów, bo pani mecenas nie jest ani pierwszą ani z pewnością ostatnią - po prostu pokazuje innym, że im wolno n a s krytykować.
Wybacz mój drogi, nie mam dzieci, by móc określić czy sylabus Hogwartu jest dostosowany do ich potrzeb, choć zapewne można by go odświeżyć. Nie zaprzeczę też, że niektórym naszym stażystom przydałyby się lekcje z gramatyki.
Z pewnością obcowanie ze sztuką i teatrem jest dla rozwoju młodzieży również byłoby przydatne, ale… może nie wysyłajmy ich oglądać biczującego się młodego Selwyna? Jak zaś o Ekstazie mowa.
Słyszałam od pana Moody’ego jak Philomena zacisnęła pazury na nieszczęsnym Anthonym. Biedak stał się nową twarzą radykalizmu. No cóż. Może następnym razem skorzysta z przysługującego mu prawa do zachowania milczenia?
Całuję,
Lorien