Wywiad, którego udzieliła, był z pewnością pewną sensacją, lecz z pewnością część ludzi nie wierzyła w to, co opisała, albo chociaż zdawali sobie sprawę, że nie była to cała prawda. Victoria nie chciała mówić o rzeczach, które mogłyby narazić toczące się śledztwo, a więc o Voldemorcie nie powiedziała nic, opisując ogólne wrażenia z tego, co miało tam miejsce… I to był niezły wstęp. Ale właśnie: to był tylko wstęp, a gdzie rozwinięcie i przede wszystkim zakończenie? Rozwinięcie działo się od maja do… wciąż. Zakończenia nadal nie widziała na horyzoncie. Czy miało nim być Samhain? Czy może coś innego? Dziwne wspomnienia i retrospekcje jakie przeżywała urwały się pod koniec czerwca, więc teraz po tych miesiącach spokoju, nic dziwnego, że Victoria tak się wystraszyła.
– Ty też…? – spojrzała na Laurenca przytomnie, zaskakująco wręcz klarownie jak na to, jak się jeszcze przez chwilę zachowywała, szukając w jego oczach potwierdzenia, że nie próbuje jej okłamać, by ją uspokoić, ale… nie. Chyba nie. Przecież sam wydawał się być zaskoczony, nie zareagował tak gwałtownie, bo wspomnienia Elisabeth go nie dręczyły. Ale to sprawiło, że Victoria lekko odetchnęła, bo jeśli Laurence również tego doświadczył to może jednak jeszcze nie oszalała. – Och… Dobrze. Znaczy niedobrze, ale trochę mi ulżyło, że to nie tylko ja – zakończyła trochę kulawo, a gdy kuzyn zaproponował ławkę, to tylko kiwnęła głową, a chwilę później siedziała obok niego, patrząc na układający się do snu ogród. Na piękne czarne róże, które przydawały Maida Vale pewnej tajemniczej grozy.
– Co się wydarzyło w Limbo… – powtórzyła za Laurencem w zamyśleniu. – Teraz sama nie wiem jak to najlepiej wytłumaczyć, to wszystko wydaje się jakimś surrealistycznym przeżyciem. Ale wtedy nie wiedziałam, że to Limbo. Duch babci stanął mi na drodze, mówiła, żebym została, żebym razem z nią poczekała na innych. I złapała mnie za rękę i wtedy… myślę że wtedy umierałam. Widziałam przed oczami sceny z mojego życia, a potem… pamiętam, że miałam taką myśl, że wcale nie chcę zostawać – że ma ciągle coś do zrobienia, że czekają na nią ludzie… – i próbowałam się jakoś z tego wyrwać i chwilę później wszystko ustało i nigdzie nie było już ducha babci. I wiesz… Już po wszystkim, poza Limbo, kilka dni później zaczęły się… Zaczęłam doświadczać wspomnień, które nie miały sensu. Były moje, odczuwałam je, byłam przekonana, że należą do mnie, ale nie mogły być moje, nie wiem czy rozumiesz – spojrzała w końcu na Laurenca. – Poszłam po pomoc do spirytysty, ten skontaktował się z Elisabeth w Limbo, ona nadal tam jest, tylko… Odpowiadając na pytania… wyglądało to tak, jakby nie wszystko potrafiła sobie przypomnieć. To były pytania skonstruowane na podstawie tego, co mi nie pasowało w rzeczach, które sobie przypominałam w losowych momentach… – nie powiedziała tego wprost, ale sugestia tutaj była: że wyrwała babci te wspomnienia. – Wiesz, ja myślałam, że tracę rozum. Przypominały mi się rzeczy, wiedziałam, że są ważne, udawałam się w miejsca, tam nie rozpoznawałam gdzie jestem, przypominałam sobie inne rzeczy… Raz nawet… To jest najgorsze… Raz nawet porzuciłam dyżur, bo ubzdurało mi się, że muszę załatwić coś pilnie, jakby od tego zależało moje życie. Więc jak ją teraz zobaczyłam w tym stawie, to pomyślałam, że to znowu się dzieje. Bo to wszystko ustało gdzieś po dwóch miesiącach i teraz znowu… Ale jeśli ty też ją widziałeś, to chyba jednak z moją głową nie jest tak źle? – Victoria westchnęła. Miała wrażenie, że opowiedziała to wszystko bezskłądnie, ale zawsze, gdy dochodziło do tematu Limbo i jej emocji i wspomnień, które nie należały do niej, to przestawała mówić tak składnie i poukładanie jak zwykle.