Z perspektywy czasu ten ukradziony pociąg wydawał się być zdarzeniem co najmniej abstrakcyjnym, ale gdyby się tak zastanowić… Nie tak łatwo było zrozumieć myśl techniczną, która przyświecała mugolom. Teraz rzecz jasna już nie mieli tego problemu, rodzina Carrow zorganizowała magiczne stacje kolejowe… i chyba budowali jakoś swoje pociągi, na modłę tych mugolskich. Chyba. Bo chyba ich dalej nie kradli?? Ale poza tym Victoria jakoś bardzo nie zastanawiała się nad kwestiami tego, co „pożyczyli” sobie od mugoli, a co opracowali całkowicie sami. Wiedziała, co było kwestią całkowicie magiczną: alchemia, eliksiroznawstwo. Na tym mugole absolutnie się nie znali, ba, magiczne eliksiry i maści niekoniecznie dobrze działały na mugolskie organizmy, zapewne ładunek magiczny w nich zawarty jakoś nie grał z ich lichymi ciałkami, nieprzystosowanymi do tego, by współgrać z magią.
Potrzebowała chwili, by połapać się, że nie mają do czynienia z grupką mężczyzn, która nadużyła alkoholu, a z… wampirami. To ją trochę zaskoczyło, bo nie wydawało jej się, by Sauriel nie miał odbicia… A może nie zwróciła uwagi. Chyba powinna się nad tą kwestią pochylić, zwrócić uwagę… Ale tymczasem któryś z wampirów, najwyraźniej niesiony przeznaczeniem, które postanowiło sobie z niego zakpić, zwrócił uwagę na Atreusa, który przyglądał się całości z jakąś taką mądrą miną (i to była zguba chyba dla wszystkich). Prawdę powiedziawszy, czy zaczepiliby Bulstrode’a, czy ją – efekt byłby tak samo opłakany, ale wampir postanowił posmarować aurorowi, na co Victoria tylko uniosła jedną brew, bo jakoś nie znała Atreusa od artystycznej strony.
A sekundę później trzymała drugi kubek z kawą.
– To będzie dobre – zakpiła sobie pod nosem i oczywiście, że nie zamierzała przepuścić okazji, niemalże dyszała Atreusowi w ramię, gdy tak stała obok i się gapiła. Bez słów, nie powiedziała ani jednego słowa, ale… pewnie nie musiała. Pomyślała sobie jeszcze, że brakowało, żeby w tym skupieniu blondyn wystawił kraniec języka pomiędzy zębami.
Najgorsze, że Bulstrode był cholernie dumny z tego swojego arcydzieła i ucieszony pokazał wampirowi. Victoria bardzo próbowała nie parsknąć. Ale wampir nie podzielał jej rozbawienia.
– Panie, co pan?! – warknął i jednym ruchem ręki wyrwał rysunek Atreusowi, przyglądając mu się z rosnącym przerażeniem. – Oooo na słodką Morganę, co to za szkaradztwo! – lamentował. – Rasista! Cholerny rasista! Bo co, bo skoro mam długie zęby, to trzeba od razu się nabijać?!