Nie miała pojęcia, co takiego Anthony mówił w tym jakże egzotycznym języku, ale w gruncie rzeczy nie miało to dla niej znaczenia. Liczyło się to, że dziewczyna, którą miała się zająć, rozumiała po angielsku, nawet jeśli Ginny mówiła z wyraźnym akcentem (którego niekoniecznie próbowała się pozbyć).
Szybkie badanie, które przeprowadziła powiedziało jej jedno: dziewczyna miała podwyższoną temperaturę ciała, przyspieszony puls (być może ze względu na sytuację stresową), a źrenice reagowały poprawnie – znaczy się w połowie źle, w połowie dobrze, bo ta podwyższona temperatura już o czymś świadczyła, choćby o tym, że organizm walczył z infekcją.
– Boli mnie głowa i trochę mi się w niej kręci – powiedziała cicho, zerkając na swoją siostrę i Anthonego. – I boli. Swędzi – dodała, a Ginny pokiwała głową.
Przez moment zastanawiała się, czy nie wyczarować tutaj jakiejś takiej kotarki, by w tym niewielkim pomieszczeniu zapewnić dziewczynie odrobinę prywatności, ale biorąc pod uwagę… uznała, ze to być może nie będzie najlepszy pomysł. Że dziewczyna wolałaby mieć kontakt przynajmniej wzrokowy ze swoją siostrą, która była zajęta rozmową z Shafiqiem… Egipcjanka usiadła więc tak, by choć trochę zasłonić Mali, po czym sięgnęła do przyczepionego do pasa woreczka wykonanego ze skóry wsiąkiewki, położyła go sobie na udach i otworzyła, by wydobyć ze środka skrzynkę z najpotrzebniejszymi przyborami czy specyfikami, jakich może potrzebować uzdrowiciel. Wzięła jedną z buteleczek, by wylać sobie odrobinę na dłonie, chcąc je zdezynfekować, nim w ogóle dotknie się do tego bandaża – co zresztą zaraz zrobiła, starając się być maksymalnie delikatna, odwijając najpierw jedno ramię i zaraz od razu drugie. Głębokie cięcia, jakie zobaczyła, nie sprawiły, by zrobiło jej się niedobrze, ale rozumiała już doskonale, dlaczego nie chcieli ryzykować podróży, gdy dziewczyna była w takim stanie. Zrozumiała była też gorączka i zawroty głowy i… ból.
– Już już, jeszcze chwila – uspokoiła dziewczynę, której oddech wyraźnie przyspieszył i syknęła nawet w którymś momencie, gdy McGonagall ściągała bandaż, który musiał się przykleić do rany. Guinevere postanowiła zadziałać od postaw, więc w pierwszej kolejności podsunęła dziewczynie fiolkę eliksiru przeciwbólowego. – Wypij cały, zaraz zrobi ci się lepiej – łatwiej jej wtedy będzie odkazić jej te rany, pozszywać i tak dalej. Mali wahała się przez chwilę, być może nie do końca pewna, czy powinna tak w stu procentach zaufać jakiejś obcej kobiecie, ale za chwilę rzeczywiście przyjęła fiolkę i wypiła ją duszkiem. To oznaczało, że muszą chwilę poczekać, aż eliksir zadziała, Egipcjanka postanowiła więc przyjrzeć się dokładnie tym ranom.
// Przewaga: Leczenie, skończone studia na specjalności uzdrowicielstwa ogólnego, doświadczenie pracy w terenie w warunkach polowych