13.03.2023, 21:51 ✶
- To była ironia, Let – uświadomił ją Shafiq. – Tak, być może powinienem był ująć to jakoś w ten sposób: „jest bardzo, bardzo, bardzo magiczne” i wspomnieć coś o tym, że w noc Beltaine zasłony między światami będą tu bardzo, bardzo cienkie.
Po raz kolejny pojawiały się pewne kłopoty, bo Cathal założył, że pewne rzeczy są oczywiste. A niestety, okazywało się, że wcale takimi nie są.
- Masz rację – zgodził się o dziwo, kiedy Alethea wyraziła powątpiewanie, co do tego, czy Anwar chciałby sprawdzać, co wygra w losowaniu. A przyznawał rację komuś stosunkowo rzadko, jeśli ta opinia nie była zgodna z jego własną, ponieważ należał do ludzi cholernie upartych. – Pewnie nie miałby na to sykla, bo przegrałby w karty pięć minut wcześniej – dodał jednak zaraz, wyjaśniając, o co chodzi.
Obejrzał pudełeczko, wylosowane w maszynie, a potem zajrzał do środka. Nie założył pierścionka. Pierścionki ogólnie nie były w jego stylu, nie wspominając o różowych oczkach, wrzucił więc go tylko do kieszeni. Parsknął z pewnym rozbawieniem, kiedy Crouch spytała, czy chce wisiorek.
- Żartujesz? Przecież to nie ma nawet stu lat, jak może być godne zainteresowania – skwitował, bo przecież było oczywiste, że biżuteria jest cokolwiek warta tylko, jeśli powstała przynajmniej trzysta lat temu, nawet jeśli do jej stworzenia użyto najwspanialszych diamentów.
Poczekał jednak aż kobieta kupi, co sobie wypatrzyła. Potem ruszył dalej, choć chyba porzucił już nadzieję na znalezienie Jamila. Liczył, że po prostu będą mieli szczęście i nic się nie stanie.
Prawda?
- Chcesz herbaty? – spytał, przystając przy stanowisku Sarah Macmillan. Nie przywykł jeszcze z powrotem w pełni do angielskiego chłodu, więc napicie się jej wydało się mu całkiem niezłym pomysłem. Zatrzymał spojrzenie nieco dłużej na duchach.
Nie to, że te były dla niego jakąś nowością, ale chyba się nie spodziewał zastać ich przy stoliku z gargulkami.
!herbata korzenna
Po raz kolejny pojawiały się pewne kłopoty, bo Cathal założył, że pewne rzeczy są oczywiste. A niestety, okazywało się, że wcale takimi nie są.
- Masz rację – zgodził się o dziwo, kiedy Alethea wyraziła powątpiewanie, co do tego, czy Anwar chciałby sprawdzać, co wygra w losowaniu. A przyznawał rację komuś stosunkowo rzadko, jeśli ta opinia nie była zgodna z jego własną, ponieważ należał do ludzi cholernie upartych. – Pewnie nie miałby na to sykla, bo przegrałby w karty pięć minut wcześniej – dodał jednak zaraz, wyjaśniając, o co chodzi.
Obejrzał pudełeczko, wylosowane w maszynie, a potem zajrzał do środka. Nie założył pierścionka. Pierścionki ogólnie nie były w jego stylu, nie wspominając o różowych oczkach, wrzucił więc go tylko do kieszeni. Parsknął z pewnym rozbawieniem, kiedy Crouch spytała, czy chce wisiorek.
- Żartujesz? Przecież to nie ma nawet stu lat, jak może być godne zainteresowania – skwitował, bo przecież było oczywiste, że biżuteria jest cokolwiek warta tylko, jeśli powstała przynajmniej trzysta lat temu, nawet jeśli do jej stworzenia użyto najwspanialszych diamentów.
Poczekał jednak aż kobieta kupi, co sobie wypatrzyła. Potem ruszył dalej, choć chyba porzucił już nadzieję na znalezienie Jamila. Liczył, że po prostu będą mieli szczęście i nic się nie stanie.
Prawda?
- Chcesz herbaty? – spytał, przystając przy stanowisku Sarah Macmillan. Nie przywykł jeszcze z powrotem w pełni do angielskiego chłodu, więc napicie się jej wydało się mu całkiem niezłym pomysłem. Zatrzymał spojrzenie nieco dłużej na duchach.
Nie to, że te były dla niego jakąś nowością, ale chyba się nie spodziewał zastać ich przy stoliku z gargulkami.
!herbata korzenna