Wywrócił oczami. Raz, drugi, trzeci. Tak samo na Victorię, jak i na Brennę, bo czuł że ta sytuacja wcale nie jest rozumiana tak jak powinna. Jasne, mówili o Quidditchu, ale to nie latanie na miotle chodziło. Nie zmieniało to jednak faktu, że był to idealny powód by zasłonić to, co kryło się gdzieś pod spodem, a o czym nie wypadało drzeć się na środku Białego Wiwerna. Atreus miał nawet ambicję siedzieć obrażony i nikogo nie wyprowadzać z błędu, bo w sumie Crossing Road też nie było optymalnym miejscem, tak samo jak i towarzystwo Victorii, ale Longbottom musiała wspomnieć o przepraszaniu.
- Przepraszać? Listy jeszcze będziesz do niego pisać? - zapytał z przekąsem, bawiąc się papierosem między palcami i obracając go to w jedną, to w drugą stronę. - Naprawdę uważasz, że chodzi o durnego Quidditcha? Co mnie obchodzi że typ nie umie prosto na miotle latać, to nie ja dostanę tłuczkiem w mordę na następnym meczu. Zarywał do ciebie na oczach wszystkich, w tamtym liście też, a ty zamiast mu powiedzieć żeby spadał bo na kogoś czekasz, to nic. I to moja wina, że informatora nie było. A co, uważasz że by się dosiadł do naszej trójeczki? - prychnął, no bo ile można było. Szedł jednak przed siebie, nie mając zamiaru sprzeczać się dalej pod tą latarnią, szczególnie że do księgarni daleko nie mieli. Mówił jednak cicho, ale nawet w tym pomruku dało się wyczuć zirytowanie. Niech se ten kompres przykłada, albo i nie, jego to nie obchodziło. I bez spuchniętej twarzy wydawała się nie widzieć tego co miała przed nosem.
Pod księgarnią było oczywiście pusto - w końcu pora była już taka, że nikt normalny nie kręcił się po ulicach, a już w szczególności w okolicach sklepików, gdzie sprzedawało się same książki. W środku było ciemno, a na drzwiach widniała tabliczka informująca, że było zamknięte. Bulstrode widząc to wyciągnął różdżkę i stanął przed wejściem, chcąc rzucić zaklęcie, które przestawiłoby zapadki zamka i go otworzyło.
// translokacja ◉◉○○○ na otworzenie zamka?
Akcja nieudana