04.04.2026, 19:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2026, 19:20 przez Brenna Longbottom.)
– Mam się nigdy nie odzywać do każdego, z kim kiedykolwiek się pobiłeś? Czy na tej liście nie znajdzie się połowa czarodziejów z Wielkiej Brytanii między dwudziestym, a czterdziestym rokiem życia? Jeśli cię to pocieszy, usłyszy, znaczy się przeczyta, że nie powinien cię szarpać – odparła z pewną irytacją, bo obaj zdawali się jej całkiem w tym wszystkim winni, jeden prowokowania i wymierzenia faktycznego ciosu, a drugi łapania za kołnierz. – Że co? – wyrwało się jej, bo jako żywo, nawet o tym nie pomyślała, a poza tym jakby nie było: Atreus dopadł stolika i od razu zaczął Notta atakować, niby kiedy ten zdążyłby do niej zarywać? A Atreus to zauważyć? – W jakim liś… – zaczęła jeszcze, zanim dotarło do niej, że musiał mówić o tym, który przyszedł parę dni temu do jej londyńskiego mieszkania. Nie wpadła na to w pierwszej chwili, bo raz, list ostatecznie był po prostu reakcją na to wszystko, co stało się podczas Spalonej i artykuły Blackówny, dwa, nie wiedziała nawet, że Bulstrode go postanowił przeczytać.
– Na Merlina, pytał po prostu listownie, czy wszystko w porządku, i nie zamierzałam z nim siedzieć. Pytałam tylko, co robi sam w Wiwernie i powiedziałam, że jestem z tobą – odparła, chociaż naprawdę wolałaby nie roztrząsać takich rzeczy przy Victorii. Z drugiej strony, gdyby nie Victoria, to Brenna pewnie trwałaby w przekonaniu, że naprawdę chodziło o cholerny quidditch.
Victoria, która dolała oliwy do ognia, pytając, czy auror jest zazdrosny.
Raczej nie panujący nad gniewem, pomyślała, ale przecież nie ją pytano, więc…
Brenna uniosłaby może oczy ku niebu, gdyby nie kaptur. Zamiast tego, gdy czar Victorii zadziałał i coś błysnęło lekko – samo w sobie dowód, że coś tutaj z tą księgarnią chyba faktycznie było nie tak – po prostu podeszła do drzwi i szarpnęła klamkę nieco mocniej niż było to konieczne.
I drzwi po prostu stanęły otworem…
– Na Merlina, pytał po prostu listownie, czy wszystko w porządku, i nie zamierzałam z nim siedzieć. Pytałam tylko, co robi sam w Wiwernie i powiedziałam, że jestem z tobą – odparła, chociaż naprawdę wolałaby nie roztrząsać takich rzeczy przy Victorii. Z drugiej strony, gdyby nie Victoria, to Brenna pewnie trwałaby w przekonaniu, że naprawdę chodziło o cholerny quidditch.
Victoria, która dolała oliwy do ognia, pytając, czy auror jest zazdrosny.
Raczej nie panujący nad gniewem, pomyślała, ale przecież nie ją pytano, więc…
Brenna uniosłaby może oczy ku niebu, gdyby nie kaptur. Zamiast tego, gdy czar Victorii zadziałał i coś błysnęło lekko – samo w sobie dowód, że coś tutaj z tą księgarnią chyba faktycznie było nie tak – po prostu podeszła do drzwi i szarpnęła klamkę nieco mocniej niż było to konieczne.
I drzwi po prostu stanęły otworem…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.