Zniknięcie na miesiąc byłoby do wybaczenia tylko wtedy, jeśli przydarzyłby mu się wypadek losowy uniemożliwiający kontakt ze światem zewnętrznym – to były jedyne okoliczności, w których puściłaby w niepamięć ciszę w sytuacji, w której się znaleźli, można więc było powiedzieć, że Christopher miał całkiem niezły instynkt samozachowawczy. Nie zrobiłaby mu takiej sceny jak Cressida, skądże, po prostu sama by zamilkła i wycofała się całkowicie.
Nawet gdyby Chris nie poprosił, by „nie była to Zorza”, to po wczorajszym sama by go tam nie zabrała. Na szczęście były alternatywy i co prawda wahała się pomiędzy kawiarnią a restauracją, to ostatecznie wybrała to drugie. Do kawiarni zawsze mogli jeszcze pójść.
Victoria sama nie była pewna, czego się po tym spotkaniu spodziewać. A co sobie myśleć…? Nie myślała wcale tak źle, na pewno nie o Christopherze, któremu Cressida wyraźnie mocno działała na nerwy. Nie była obrażona ani zła, a to już coś. Jasne, w głowie Rosiera cała ta sytuacja mogła urosnąć do rozmiarów kolosa, nie zdziwiłaby się, gdyby tak było, ale z jej perspektywy nie było wcale tak źle. Być może naprawdę poprzeczka była zawieszona zajebiście nisko, ale prawda była taka, że nie miała szczęścia w swoich poprzednich związkach, o ile związkami można było to nazwać. Ale raczej można było.
– Tak myślałam, że rzucił na ciebie klątwę. One to lubią, poltergeisty. Zazwyczaj mijają samoistnie po dniu… albo dwóch, ale różnie bywa – jej poltergeist na przykład chyba nie rzucał na nią klątwy, po prostu sukcesywnie, codziennie bawił się z jej percepcją, z jej głową, pokonując oklumecję niezauważony. Uśmiechnęła się do niego lekko przy jego zapewnieniu, że zazwyczaj nie krzyczy publicznie o wariatkach i tak dalej. To by jej się zgadzało, znali się już trochę, a jakoś nie dotarły do niej plotki o skandalicznym zachowaniu Rosiera, a takie z pewnością by były, gdyby to było nagminne. Ludzie lubili plotkować. I była pewna, ze o wczorajszej sytuacji również plotka pójdzie w świat i zapewne zostanie trzy razy przekręcona.
– Nie szkodzi, nie twoja wina – stwierdziła i lekko machnęła ręką, jakby odsuwając od siebie, od nich, tę sprawę. Faktycznie nie była na Chrisa zła i nie uważała, że miał ją za co przepraszać. Cressida miała, ale nie spodziewała się przeprosin od niej. – Jeśli chcesz unikać swojej matki, to obawiam się, że musiałbyś zmienić miejsce pracy – skoro w Domu Mody mogła go łatwo dorwać, a mogła, jak było widać wczoraj. – Ale Szkocja brzmi dobrze. Chociaż nie wiem, czy tam uda ci się skryć przed matką – dodała i uśmiechnęła się lekko. – Swoją droga nie uważam, że Cressida jest wariatką. Ona doskonale wiedziała co robi i co mówi, i dostała dokładnie to, czego chciała. To znaczy chciała wyprowadzić cię z równowagi, ale nie sądzę, że wszystko poszło po jej myśli – nie, Cressidzie daleko było do wariatki. Była sprytna i ewidentnie zamierzała iść po trupach do celu. Problem w tym, że tak się nie znosili z Chrisem, że oboje działali na siebie tak samo: oboje tracili nad sobą panowanie.
Kelner pojawił się po chwili i Victoria poprosiła na razie o wino, mówiąc, że musi się jeszcze zastanowić nad tym, co jeszcze chce.