Drzwi zostały nader skutecznie zablokowane dając im niezbędny czas do ustalenia dalszego planu, a ten dość szybko urodził się w głowach niecodziennych wspólniczek i równie szybko został zrealizowany. Za frontowej ściany dobiegały ich szczątki pokrzykiwań grupy pozbawionej swojego lidera, w panice podejmującej decyzje. Hestia nie rozumiała dokładnie, ale zdawało się, że ich dywersja wpłynęła na to, że jeszcze bardziej się podzielili obsadzając kierunki, które dawały im wąską przestrzeń do ucieczki.
- Ha! Wiedziałam, że ze sobą sypiają! - wykrzyknęła ledwie zasłonięta na linii bioder ręcznikiem i parą magicznie przyklejonych do piersi muszelek syrenia tancerka, siedząca obecnie przed lustrem oświetlonym jasnym światłem wspierającym nakładanie wodoodpornego makijażu. Specyfiki Potterów leżały porozwalane po toaletce Włoszki, która zastępowała obecnie Donnę Annę, jej serdecznej kuzynki, przyjaciółki i powierniczki, która teraz okazywała się… najprawdopodobniej nieco koloryzować bliskość ich zażyłości. Z założoną noga na nogę pozycji kartkowała namiętnie znalezisko, łapczywie pochłaniając kolejne akapity pamiętnika Gwiazdy. - Vaffanculo! Nic dziwnego że ten cazzo nikomu innemu nie dawał głównej roli, skoro tak chętnie wypinała do niego swoją łuskowaną dupę. - piekliła się rudowłosa (to raczej nie był jej naturalny kolor włosów) Ariel (to raczej nie było jej prawdziwe imię), ale pod karcącym okiem młodej funkcjonariuszki, powróciła do ostatnich wpisów z przepraszającym uśmieszkiem wyrażając przeprosiny (niezbyt szczere).
- Ok. Poznała kogoś i straciła dla niego głowę. Ten Romeo miał na imię… Leonardo. Był jej wielkim fanem, ponoć tylko ona potrafiła go zrozumieć. Był bardzo smutny i… we… tego nie rozumiem, chyba kogoś zabił. Kiedyś. I bardzo tego żałował według tej idiotki, chciał w końcu o tym zapomnieć. - przeglądała dalej, marszcząc brwi. - Nie do końca rozumiem, to jest straszny bełkot o przeznaczeniu i połączeniu dusz mimo nieprzebranego morza… różnic? Czasu? Ona zdecydowanie czytała za dużo tych kiepskawych łzawych romansów przy zdecydowanie zbyt dużej ilości wina. Ale tu o, gdzie jest ten szkic, to chyba ich ulubione miejsce schadzek. I jak tak patrzę, to jest tutaj obok, w ruinach. Dziwne, wydawało mi się, że z gachami spotykałaby się jak najdalej stąd, żeby nasze matki czy dyrektor Lorenzo nie zauważyli.
Do kobiet dołączyła Ceolsige z dwoma eleganckimi włoskimi miotłami, bardzo wygodnymi do dosiadania - tutejsi magowie, woleli nieco szersze poddupniki.
Tymczasem „Ariel” zaczęła tłumaczyć na bieżąco ostatni z zapisków:
- Poszłam tam i znaleźliśmy naszyjnik. Powiedział mi, że razem znajdziemy jej serce i to z pewnością odwróci jego los, dając nam razem niekończone szczęście we wspólnym objęciu. Miłość silniejsza jest od śmierci, bez względu na cenę, dla niego jestem gotowa poświęcić ogon. - dziewczyna parsknęła, nie mogąc powstrzymać szyderstwa. - O tym mówię! Normalnie w środku pusto. - kiwała z niedowierzaniem głową, próbując wrócić do wcześniejszych wpisów, gdzie było nieco więcej soczystych informacji na temat jej relacji z dyrektorem.
***
- Ha! Wiedziałam, że ze sobą sypiają! - wykrzyknęła ledwie zasłonięta na linii bioder ręcznikiem i parą magicznie przyklejonych do piersi muszelek syrenia tancerka, siedząca obecnie przed lustrem oświetlonym jasnym światłem wspierającym nakładanie wodoodpornego makijażu. Specyfiki Potterów leżały porozwalane po toaletce Włoszki, która zastępowała obecnie Donnę Annę, jej serdecznej kuzynki, przyjaciółki i powierniczki, która teraz okazywała się… najprawdopodobniej nieco koloryzować bliskość ich zażyłości. Z założoną noga na nogę pozycji kartkowała namiętnie znalezisko, łapczywie pochłaniając kolejne akapity pamiętnika Gwiazdy. - Vaffanculo! Nic dziwnego że ten cazzo nikomu innemu nie dawał głównej roli, skoro tak chętnie wypinała do niego swoją łuskowaną dupę. - piekliła się rudowłosa (to raczej nie był jej naturalny kolor włosów) Ariel (to raczej nie było jej prawdziwe imię), ale pod karcącym okiem młodej funkcjonariuszki, powróciła do ostatnich wpisów z przepraszającym uśmieszkiem wyrażając przeprosiny (niezbyt szczere).
- Ok. Poznała kogoś i straciła dla niego głowę. Ten Romeo miał na imię… Leonardo. Był jej wielkim fanem, ponoć tylko ona potrafiła go zrozumieć. Był bardzo smutny i… we… tego nie rozumiem, chyba kogoś zabił. Kiedyś. I bardzo tego żałował według tej idiotki, chciał w końcu o tym zapomnieć. - przeglądała dalej, marszcząc brwi. - Nie do końca rozumiem, to jest straszny bełkot o przeznaczeniu i połączeniu dusz mimo nieprzebranego morza… różnic? Czasu? Ona zdecydowanie czytała za dużo tych kiepskawych łzawych romansów przy zdecydowanie zbyt dużej ilości wina. Ale tu o, gdzie jest ten szkic, to chyba ich ulubione miejsce schadzek. I jak tak patrzę, to jest tutaj obok, w ruinach. Dziwne, wydawało mi się, że z gachami spotykałaby się jak najdalej stąd, żeby nasze matki czy dyrektor Lorenzo nie zauważyli.
Do kobiet dołączyła Ceolsige z dwoma eleganckimi włoskimi miotłami, bardzo wygodnymi do dosiadania - tutejsi magowie, woleli nieco szersze poddupniki.
Tymczasem „Ariel” zaczęła tłumaczyć na bieżąco ostatni z zapisków:
- Poszłam tam i znaleźliśmy naszyjnik. Powiedział mi, że razem znajdziemy jej serce i to z pewnością odwróci jego los, dając nam razem niekończone szczęście we wspólnym objęciu. Miłość silniejsza jest od śmierci, bez względu na cenę, dla niego jestem gotowa poświęcić ogon. - dziewczyna parsknęła, nie mogąc powstrzymać szyderstwa. - O tym mówię! Normalnie w środku pusto. - kiwała z niedowierzaniem głową, próbując wrócić do wcześniejszych wpisów, gdzie było nieco więcej soczystych informacji na temat jej relacji z dyrektorem.
Tura trwa do 8.04 (z pominięciem jutrzejszej ustawowo wolnej niedzieli)
Brawo! Sukcesy na dywersję zagwarantowały wam bezpieczne czmychnięcie z rąk włoskiej mafii.
Brawo! Sukcesy na dywersję zagwarantowały wam bezpieczne czmychnięcie z rąk włoskiej mafii.