05.04.2026, 07:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2026, 13:39 przez Brenna Longbottom.)
Rzuciła Atreusowi krótkie spojrzenie, absolutnie zaskoczona, trudno powiedzieć, czym bardziej – czy tym, że podobno był zazdrosny o znajomego, czy że to tak chętnie przyznawał – i niepewna, czy właściwie to nie robił sobie żartów. Chociaż biorąc pod uwagę, że przy okazji klął, to chyba nie.
Nie chodziło o quidditcha? Wcale nie była taka pewna, czy jakby się ewidentnie nie znali wcześniej z jakiegoś rzucania w siebie nawzajem tłuczkami, to od razu łapaliby się za gardła, i Atreus na pewno przesadzał, zwłaszcza z jakimś tam wpatrywaniem się. Nawet w pierwszej chwili w tej całej irytacji miała ochotę powiedzieć, że chrzanił jakieś bzdury. Nie zrobiła tego jednak, bo raz, faktycznie był aurowidzem. Dwa, taki impuls wcale nie pasował do Brenny, która zwykle przynajmniej próbowała brać pod uwagę, co myślą i czują ludzie wokół niej, i był zrodzony ot z tego, że mało kto ją czasami potrafił wkurzyć tak, jak Atreus. Miał do tego jakiś specjalny talent. Wciąż jednak nie powinna ignorować, jeżeli jego ta sytuacja tak zirytowała.
– Nawet jeśli masz rację, a myślę, że po prostu był podpity, to przecież nie jestem zainteresowana – mruknęła w końcu jedynie, do pewnego stopnia ugodowo. Już sobie darowała przynajmniej chwilowo i zastanawianie w myślach, czy w takim razie powinna cokolwiek pisać, i ewentualnie poinformowanie na głos, że jeśli to zrobi, na pewno nie będzie robiła żadnych nadziei. Trochę nieodpowiednie miejsce i jeszcze była tu z nimi Victoria. – Wrócił do kraju po meczach wyjazdowych i pytał w liście czy wszystko w porządku… po tym wszystkim – wyjaśniła Lestrange, machając lekko ręką, jakby chcąc w tym geście zamknąć, co oznaczało „to wszystko”. Już nie dodała, że nie zauważyła nawet, w którym momencie Atreus się tym listem zainteresował.
Czy drzwi zamknięto ot jakimś zaklęciem, które Victoria zdjęła, czy ktoś zapomniał je zamknąć, czy jeszcze coś innego: Brenna weszła do środka. Ostrożnie, przystając za progiem i nasłuchując, bo otwarte drzwi mogły wskazywać na to, że ktoś jest w środku, ale nie słyszała żadnych dźwięków, i nie było widać świateł. Upewniła się, że okna są zasłonięte i wtedy odnalazła stojącą gdzieś przy ladzie lampkę.
– Dziwne, że tak to zostawili…
Chociaż może faktycznie drzwi zabezpieczał czar. Albo rzadko ktoś próbował kraść książki.
Nie chodziło o quidditcha? Wcale nie była taka pewna, czy jakby się ewidentnie nie znali wcześniej z jakiegoś rzucania w siebie nawzajem tłuczkami, to od razu łapaliby się za gardła, i Atreus na pewno przesadzał, zwłaszcza z jakimś tam wpatrywaniem się. Nawet w pierwszej chwili w tej całej irytacji miała ochotę powiedzieć, że chrzanił jakieś bzdury. Nie zrobiła tego jednak, bo raz, faktycznie był aurowidzem. Dwa, taki impuls wcale nie pasował do Brenny, która zwykle przynajmniej próbowała brać pod uwagę, co myślą i czują ludzie wokół niej, i był zrodzony ot z tego, że mało kto ją czasami potrafił wkurzyć tak, jak Atreus. Miał do tego jakiś specjalny talent. Wciąż jednak nie powinna ignorować, jeżeli jego ta sytuacja tak zirytowała.
– Nawet jeśli masz rację, a myślę, że po prostu był podpity, to przecież nie jestem zainteresowana – mruknęła w końcu jedynie, do pewnego stopnia ugodowo. Już sobie darowała przynajmniej chwilowo i zastanawianie w myślach, czy w takim razie powinna cokolwiek pisać, i ewentualnie poinformowanie na głos, że jeśli to zrobi, na pewno nie będzie robiła żadnych nadziei. Trochę nieodpowiednie miejsce i jeszcze była tu z nimi Victoria. – Wrócił do kraju po meczach wyjazdowych i pytał w liście czy wszystko w porządku… po tym wszystkim – wyjaśniła Lestrange, machając lekko ręką, jakby chcąc w tym geście zamknąć, co oznaczało „to wszystko”. Już nie dodała, że nie zauważyła nawet, w którym momencie Atreus się tym listem zainteresował.
Czy drzwi zamknięto ot jakimś zaklęciem, które Victoria zdjęła, czy ktoś zapomniał je zamknąć, czy jeszcze coś innego: Brenna weszła do środka. Ostrożnie, przystając za progiem i nasłuchując, bo otwarte drzwi mogły wskazywać na to, że ktoś jest w środku, ale nie słyszała żadnych dźwięków, i nie było widać świateł. Upewniła się, że okna są zasłonięte i wtedy odnalazła stojącą gdzieś przy ladzie lampkę.
– Dziwne, że tak to zostawili…
Chociaż może faktycznie drzwi zabezpieczał czar. Albo rzadko ktoś próbował kraść książki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.