05.04.2026, 09:11 ✶
Brenna nie spędzała może w Stawie aż tak dużo czasu: przesiadywała w pracy albo pędziła coś załatwiać, czy to odnośnie Warowni, czy BUM, czy zakonowego. Ale starała się znosić tu nowe rzeczy i urządzać kolejne pomieszczenia, a jeśli spała, to zwykle tu właśnie, choćby dlatego, że kamienicy londyńskiej wciąż nie była pewna… dziwna runa niby znikła, ktoś jednak zdołał się tam włamać, a sam fakt „naznaczenia” ścian wywołał w niej pewien trudny do określenia niepokój. Spotkanie jej w Stawie nie było więc wcale aż tak nadzwyczajne.
– Spałeś dziś w ogóle? – zmartwiła się, cofając, żeby wpuścić go do kuchni, a potem ruszyła do szafki, aby wyciągnąć z niej jeszcze jeden kubek. – Potrzebujesz jakichś środków nasennych czy coś takiego? Nora dla nas przygotowywała zapas… – powiedziała, rozlewając wodę do kubków i zalewając kawę. Całkiem dobrą, bo zostało jeszcze trochę tej, którą Brenna pod koniec lata przywiozła z Egiptu. I którą uratował fakt, że poza tym, co dała rodzicom, całkiem sporą część przywlekła do Księżycowego Stawu, zanim ogromna część Warowni i rzeczy w niej poszły z dymem…
– Prosto z Egiptu, pewnie kojarzysz te smaki – rzuciła, podsuwając Thomasowi parujący kubek, a potem stuknęła różdżką w ten własny, chcąc, odrobinę zmniejszyć temperaturę, by nie musieć czekać na możliwość napicia się. – Jak tak na ciebie patrzę, to nie wiem, czy powinnam ci dorzucać roboty – stwierdziła szczerze, spoglądając na niego przez długą chwilę. To nie tak, że Thomas wyglądał źle. Ale na pewno był zmęczony. Oni wszyscy byli zmęczeni, jemu jednak dorzucono ostatnio całkiem sporo rzeczy do zrobienia… – Nie mam, ale jakiś sobie mogę skombinować. W każdym razie chodzi o komunikację. Podczas Spalonej polegaliśmy głównie na moich lusterkach, falach i zostawianiu rzeczy u Nory… staram się to uzupełnić. Wiesz, gadałam z Tess o lusterkach, chcę, żeby Millie spróbowała z portretem… ale myślałam, że może istnieją jakieś mechanizmy, które mogłyby w tym pomóc? Jak te całe mugolskie budki? Niektórzy mają takie w domach, więc jakby się dało czarodziejską wersję… Chętnie poszperam za tym w bibliotece, ale na pewno wiedziałbyś lepiej, gdzie zacząć.
– Spałeś dziś w ogóle? – zmartwiła się, cofając, żeby wpuścić go do kuchni, a potem ruszyła do szafki, aby wyciągnąć z niej jeszcze jeden kubek. – Potrzebujesz jakichś środków nasennych czy coś takiego? Nora dla nas przygotowywała zapas… – powiedziała, rozlewając wodę do kubków i zalewając kawę. Całkiem dobrą, bo zostało jeszcze trochę tej, którą Brenna pod koniec lata przywiozła z Egiptu. I którą uratował fakt, że poza tym, co dała rodzicom, całkiem sporą część przywlekła do Księżycowego Stawu, zanim ogromna część Warowni i rzeczy w niej poszły z dymem…
– Prosto z Egiptu, pewnie kojarzysz te smaki – rzuciła, podsuwając Thomasowi parujący kubek, a potem stuknęła różdżką w ten własny, chcąc, odrobinę zmniejszyć temperaturę, by nie musieć czekać na możliwość napicia się. – Jak tak na ciebie patrzę, to nie wiem, czy powinnam ci dorzucać roboty – stwierdziła szczerze, spoglądając na niego przez długą chwilę. To nie tak, że Thomas wyglądał źle. Ale na pewno był zmęczony. Oni wszyscy byli zmęczeni, jemu jednak dorzucono ostatnio całkiem sporo rzeczy do zrobienia… – Nie mam, ale jakiś sobie mogę skombinować. W każdym razie chodzi o komunikację. Podczas Spalonej polegaliśmy głównie na moich lusterkach, falach i zostawianiu rzeczy u Nory… staram się to uzupełnić. Wiesz, gadałam z Tess o lusterkach, chcę, żeby Millie spróbowała z portretem… ale myślałam, że może istnieją jakieś mechanizmy, które mogłyby w tym pomóc? Jak te całe mugolskie budki? Niektórzy mają takie w domach, więc jakby się dało czarodziejską wersję… Chętnie poszperam za tym w bibliotece, ale na pewno wiedziałbyś lepiej, gdzie zacząć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.