Cóż, to i tak większy kontakt ze sztuką niż ten, który miała Victoria… bo ona się z żadnym Averym nie umawiała. I nie bawiła się w Muzę, mówiła zawsze, że nie ma na to czasu, choć tak naprawdę to uważała, że jej duszy brakuje pewnej właściwej artystom wrażliwości, która pociągała za struny ich serca czy coś tam. Była zbyt szorstka, zbyt surowa i zbyt bezpośrednia… a ta delikatność, która jakimś cudem wkradła się do jej charakteru pomimo wychowania w takim domu, znalazła swoje ujście w miłości do roślin, a w szczególności kwiatów, ale chyba nikt nie połączyłby tego z artyzmem.
Miała rację, to było dobre. Rysunek wyglądał jakby nagryzmolił je pięciolatek (sama nie robiłaby lepszego, ale właśnie dlatego nigdy się nie zabierała za rysowanie, chyba że chodziło o jakieś proste kształty, bo totalnie wiedziała, że się zbłaźni). Ale nie spodziewała się, że padną tutaj tak ostre oskarżenia o rasizm. Zmarszczyła zresztą brwi i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć i stanąć po stronie Bulstrode’a, ale trochę nie zdążyła, bo sytuacja jakoś tak szybko się rozwinęła. Oczywiście, że w gorącej wodzie kąpany Atreus już odpyskował. A jeszcze bardziej narwany wampir na to swoje.
– Skoro pan chciał dzieło sztuki, to należało się zgłosić do zawodowego malarza, a nie jojczeć na środku ulicy przypadkowym ludziom – odezwała się w końcu, nie akceptując tego, że typ jęczał teraz, że tego nie można nazwać rysunkiem. Ano można było! Może nie oddawał rzeczywistości dość dobrze (ale zęby były…), no ale nawet nie zapytał, czy Atreus potrafi rysować ładnie.
– Nie wiecie jak to jest! Nie widzieć swojego odbicia od stu lat! – jęczał, a kolega wampira, pan wampir numer dwa zawtórował, na co Lestrange tylko się mocniej skrzywiła. Wampiry upite na smutno, świetnie.
– To czemu nie namalowaliście siebie wzajemnie – mruknęła pod nosem, ale najwyraźniej nadal wystarczająco głośno, by zostać usłyszaną.
– Bo nie umiemy! I ten rasista też nie umie! – palec wycelowany w Atreusa nie pozostawiał wątpliwości który rasista nie potrafi rysować. Ale wtedy, gdy chciał odzyskać swoje dzieło sztuki, wampir się odsunął, żeby mu przypadkiem ktoś go nie zabrał. I kilka sekund później rysunek już płonął.
Victoria mrugnęła, jakby jej mózg w ten sposób próbował się zresetować, uznając, że to wszystko jest zbyt głupie. Ale scena nadal pozostawała taka sama – a wampir wręcz rzucił kartkę papieru na ziemię, płonącą i jeszcze do tego zasyczał, po czym odwrócił się, teatralnie okrywając się swoim płaszczem i bez słowa zaczął się oddalać. A koledzy za nim.
– Ale palant. Nie idziesz mu wklepać? Jak coś to powiem, że patrzyłam w drugą stronę i nic nie widziałam – zwróciła się do Atreusa. Cóż, kiedy chciała, to potrafiła nie widzieć i nie słyszeć. I tak, troszkę Bulstrode’a podpuszczala. Ale tylko troszkę.