• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[14.09.1972] Get in the water

[14.09.1972] Get in the water
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#6
06.04.2026, 16:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2026, 16:44 przez Jahnavi Pandit.)  
Okrucieństwo przyjmowało wiele twarzy - było twarzą rodzonego brata targanego strachem i zazdrością o matczyny kolor oczu; twarzą nieszczęśliwego, bezsilnego kochanka, który utracił siły by raz za razem walczyć o swoją kochankę; twarzą człowieka złamanego przez przepowiednie, jak nadrzeczna trzcina łamana jest przez wrześniowy wiatr.
Okrucieństwo kryło się w jego myślach, mowie, uczynkach i zaniedbaniach; było stawiane na piedestale jako coś tak niezwykle męskiego i godnego podziwu w świecie, gdzie pożerało się lub stawało się kolacją dla kogoś “silniejszego”.
Jahnavi się bała. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Jej pierś skryta za materiałem sari unosiła się i opadała w przyspieszonym oddechu, ona sama wczepiła się w Kapitana Nemo jak gdyby pies był jedynym gwarantem bezpieczeństwa. Może tak po prostu było? Kto inny miałby ją teraz ochronić przed zagrożeniem tak banalnym? Mówiło się, że dumnie było umrzeć w walce z wrogami ojczyzny, w uczciwym pojedynku na śmierć i życie; spłonąć w ogniu zesłanym przez Złych Ludzi. Zagrożenie znane światu nakładało na twarz maskę, a na głowę czarny kaptur. Ale ten mężczyzna nie był wielkim demonem, który spopielił część Lasu Wisielców i pozbawił życia kilkoro z jej sąsiadów.
Był po prostu słabym mężczyzną gnębionym przez własne mary, gotowym utonąć w jej jeziorku.
I to czyniło go najgorszym z potworów.

Mijały kolejne minuty. Nie liczyła jak wiele, bo to nie miało żadnego znaczenia.
On dochodził do siebie po obezwładnieniu przez Kapitana, a ona siedziała wtulona w psa, niezdolna do podniesienia się i odejścia w swoją stronę. Nie chciała żeby umarł, ale ludzki lęk nie pozwalał jej podejść bliżej do leżącego czarodzieja. Upłynęło tak dużo czasu. Przynajmniej tak się wydawało pannie Pandit, która utkwiła wzrok w poruszającej się klatce piersiowej czarodzieja. Pilnowała czy oddycha.
Gdy się odezwał, odwróciła głowę w stronę jeziora. Mówił o tym, że nie chce jej skrzywdzić, ale jak mógł tak mówić, skoro jedyne co zrobił to ją zranił, potem do siebie docisnął i w dodatku sprawił ból, gdy próbował ją całować jakby byli sobie kimś bliższym. Nie byli! Nie znała go! Co on sobie takiego niby myślał?
- Nie znikaj. Proszę.
Zerknęła tylko, nie poruszając głową. Wystarczyło, że Nemo wlepiał w czarodzieja ślepia, nie pozwalając mu się zbliżyć. Wydęła delikatnie usteczka, bardziej rozżalona niż poważnie spanikowana. Potrafiła docenić “proszę”, ale brakowało jeszcze “przepraszam” za to wszystko co zrobił przed chwilą i “dziękuję” za wyciągnięcie go z lodowatych odmętów. Był bardzo bezczelnym mężczyzną. Okropnym. Musiała mu pokazać, że ją rozzłościł. Nie do końca wiedziała jak to zrobić, więc tylko zmarszczyła brwi i nadęła lekko policzki, spoglądając na niedoszłego topielca ze zbolałą miną obrażonej sarenki. Gdy poturlał różdżkę w jej stronę, bezgłośnie pisnęła przestraszona, cofając się. Nie spodziewała się tego.
Kapitan widząc toczący się patyk instynktownie postanowił go zaaportować, wydając z siebie głębokie szczeknięcie. Pochwycił różdżkę w zęby, machając ogonem.
Oddał ją pani, a ta podrapała go za uchem.

W zaciśniętych palcach nadal trzymała lecznicze zioło, ale nieznajomy… opierał się. Chciał cierpieć i nie rozumiała dlaczego. Może bał się, że próbuje go otruć? Nie pomyślała o tym wcześniej. Zbiła go jak jakieś okropne chłopaczydło ze wsi, to logiczne, że nie ufał jej. Więc machnęła jeszcze raz ręką, tym razem odsłaniając poranioną o nadbrzeżne kamienie stopę. Popatrz, to działa. To naprawdę leczy!
Przesunęła metalowe bransoletki zdobiące jej kostkę i przyłożyła do najbardziej krwawiącej rany jeden z listków. Przybrał szkarłatnoczerwony kolor, ale gdy go odsunęła - po ranie pozostała jedynie mała zaczerwieniona blizna, niemal niewidoczna pod malunkami z henny.
Resztę liści znów wyciągnęła w stronę mężczyzny. ruszyła się ze swojego miejsca, choć a. Poprosił, żeby nie odchodziła, więc została. Nie mogła go opuścić - nie miał tu pewnie nikogo kto mógłby mu pomóc, nawet dusze spoglądające na nich spomiędzy drzew szeptały tylko między sobą, ani myśląc się zbliżyć do dwójki nad jeziorem.

- Powiedz jak masz na imię.
Milczała. Jak niby mogłaby mu wytłumaczyć, że nosi imię, którego żaden Anglik nie potrafi wypowiedzieć poprawnie? Nazwano ją córką Jahnu, błogosławioną rzeką Ganga, choć jej domem był ocean. Ale jej rodzice wierzyli, że to Ganga dała oceanom początek, zrodziła wszystkich, a jej wody niegdyś staną się miejscem spoczynku ich prochów. Nie było piękniejszego prezentu nad imię, które jej ofiarowali. Dlaczego miałaby je zdradzać temu mężczyźnie, który próbował ją skrzywdzić?
Znów minęło kilka minut.
A potem w niemym poleceniu skinęła w stronę Kapitana. Nowofundlandczyk podniósł się ciężko, powoli pokonując odległość między Navi, a czarodziejem, którego najchętniej by zjadł na kolację. Ale obwąchał mokrą twarz Alexandra, przesuwając nos niżej. Zacisnął zębiska na kołnierzyku koszuli mężczyzny. W tym czasie ona powoli przesuwała czubkiem różdżki Mulcibera po piasku.
Przytargał na wpół bezwładnego czarodzieja bliżej. Na tyle blisko, żeby dziewczyna mogła samodzielnie ująć go za ranne dłonie i wcisnąć mu między palce zioła.
Pomoże. Zdawała się znów mówić, chociaż żaden dźwięk nie opuścił jej gardła odkąd opuściła jezioro. Porzucona różdżka leżała tuż przy wyrzeźbionym w ziemi prostym “Jahnavi”.
Dopiero wtedy podniosła się powoli na nogi. Odsunęła się o dwa-trzy kroki, ale nie ruszyła dalej. Czekała czy mężczyzna znajdzie w sobie siłę i odwagę pójść za nią. Tu już nie mogła mu pomóc.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (4011), Jahnavi Pandit (3243)




Wiadomości w tym wątku
[14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 16.01.2026, 14:26
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 04.02.2026, 20:19
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 18.03.2026, 22:54
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 19.03.2026, 09:22
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 05.04.2026, 10:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 06.04.2026, 16:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 12.04.2026, 09:03

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa