07.04.2026, 10:35 ✶
Ciche westchnienie Roberta, jak impuls trafiło na podatny grunt, czegoś co odradzało się w Anthonym od czasu Spalonej Nocy. Nie, wcześniej, od momentu tego najokropniejszego z okropnych snów z połowy sierpnia, gdy Morpheus powiedział mu o podziemiu, gdy nagle ich wojna stała się w całym świetle JEGO wojną.
– Nie przepraszaj Robercie. Nigdy nie przepraszaj za swój idealizm – powiedział nagle bardzo poważnie, stalowymi oczyma przeszywając sędziego, samemu niejako dokonując osądu i wewnętrznego wyroku. Robert Albert Crouch nie był dobrym człowiekiem. Był próżny. Był zarozumiały. Był człowiekiem, którego ambicja wybielała środki. Zupełnie jakby patrzył na własnego młodszego brata... Kryzys jednak powinien ich obu hartować i uwznioślać. Być pretekstem do tego, aby ten diament w końcu się oczyścił z brudu. Albo... aby diament wykorzystał brud do swojej drogi ku górze, bez względu czy górą było oświecenie czy fotel Ministra.
– Nawet jeśli widzisz swoje miejsce, jako przeciwwagę do radykalnej propagandy czystokrwistej, musisz dozować i odmierzać, a nie dawać się porwać nurtowi myśli. Naiwnością jest przypuszczać, że prawda jest kluczem do zmiany. To my tutaj, musimy tej prawdzie pomóc, odpowiednio ją opakować i uprościć, aby była zjadliwa dla masy. Społeczeństwo lubi proste odpowiedzi, a rzeczywistość nigdy taka nie jest i nie była. Układ sił się zmienia, a okresy przejściowe bywają szalenie trudne dla każdej ze stron wojny nie tyle o podłożu rasistowskim co klasowym. Kto się nadaje lepiej do rządzenia? Oczywiście, że czystokrwiści. – Powiedział ze spokojem jeden spadkobierca dwóch prominentnych rodów, do drugiego spadkobiercy dwóch innych, równie dobrze sytuowanych. – Spójrz na mnie, spójrz na siebie. Jesteśmy wychowani w tym świecie, patrzymy na jego tryby oczami wielu pokoleń magów, lekcji które odebraliśmy jeszcze zanim trafiliśmy do Hogwartu, zestawu pojęć używanych przez rodziców prawników i dyplomatów, dostępu do narzędzi, które dały nam nasze rodziny. Nie krew to determinuje sama w sobie, ale wszystko co z nią idzie. Mugolacy są tego pozbawieni, a system dba, żeby tylko najwybitniejsze jednostki przebijały się ku górze, sprzedając pozostałym marzenie o nagrodzie za wytrwałą pracę. Problemy zaczynają się wtedy, gdy część czystokrwistych rodów nie umie zarządzać pieniądzem, a zyskuje na znaczeniu półkrwiste i mugolackie mieszczaństwo, które tylko i aż świetnie obraca pieniądzem, a potem domaga się swoich praw do reprezentacji w najwyższych sferach władzy, domaga się opieki gospodarczej. Problemy zaczynają się, gdy kodeks tajności oparł się na zbudowaniu przez lata społecznej umowy mającej nas odstraszyć od interakcji z mugolami, czyniąc z nich przygłupich pariasów. To i tak utrzymało się o wiele dłużej niż powinno, skoro regularnie z tej pariasowej warstwy rzeczywistości adaptujemy co roku kilkoro nowych i kolejnych dzieci, czy chociażby pozwalamy mieszkać w Niemagicznym Londynie. Coraz więcej młodych ulega czarowi mechanizmów i kultury. – Uśmiechnął się lekko, bo przecież czy i oni nie byli młodzi? – I potem przypadkiem możesz spotkać Borgina na mugolskim motorze, który nawet nie udaje, że jego sprzęt jest jakkolwiek umagiczniony. Jest we mnie odrobina współczucia dla nestorów, którzy nie rozumieją tej przemiany społecznej. Jest we mnie też zero zgody na działania śmierciożerców, chcę żeby była w tym jasność. Społeczność musi mieć różne warstwy i rozwój, przemiany mogą odbywać się bezkrwawo, choć wymaga to odrobiny pomyślunku i wysiłku. – westchnął ciężko i umilkł na moment, odchylając się na fotelu. Może nie powinien wewnątrz Ministerialnych Murów tak ostentacyjnie odsłaniać się w szczerości własnych poglądów, nie było jednak tak, że Robert nie słyszał ich po raz pierwszy. Tym razem Shafiq nie wypominał mu, że jako zagorzały mugolackofil mimo wszystko to on sam chce zostać Ministrem Magii, a nie wypchnąć któregokolwiek ze swoich zaufanych pracowników na tę funkcję. Zbierając myśli znów mimowolnie odchylił głowę w stronę pustego fotela swojego zastępcy. Jonathan lada moment mógł wrócić, spotkanie niespiesznie zmierzało do nieuniknionego końca.
– Jeśli chcesz wypromować się na radykalizmie, nie jest to wcale takie nierozsądne, zważywszy na trudne czasy, które o wiele życzliwiej patrzą na tych, którzy krzyczą w skrajności. Zaklinam Cię jednak Crouch, aby to było z większą kontrolą z Twojej strony nic więcej. – podsumował, aby najważniejszy przekaz jego porady nie umknął w natłoku światopoglądowych wynurzeń. – Napiszę do niego oczywiście, będę też w październiku wybierał się do Lozanny, w sprawie pozyskania kredytu na odbudowę, może część z tych pieniędzy mogła przejść na Twój projekt? Tylko to już musisz mieć dogadane z kanclerzem, to najpewniej przejdzie przez jego ręce. A w komisji... nie wiem czy chciałbym Ci kogoś oddać... Mam mocne braki kadrowe po Spalonej, a przez spalone magazyny potrzebuję wszystkie ręce na pokładzie, bo znów na dniach przypływa pierwsza dostawa z Kambodży. – To nie jest to, że nie chciał pomóc. Sam jednak spotykał się z ograniczeniami, których nie dało się zalepić choćby wszystkimi skarbami z jego littlehangletońskiego skarbca.
– Och... Robert właśnie, a propos braku czasu i ludzi chętnych do pomocy. Jest inny projekt o którym chciałbym Ci opowiedzieć, absolutnie poza murami ministerstwa, choć nie w oderwaniu od naszych funkcji. Zakładam fundację. Byłbym szczerze zaszczycony, gdybyś chciał zostać jednym z fundatorów. – wstał z miejsca i otworzył jedną z szuflad biurka, by wyciągnąć czarną teczkę o pozłacanych kantach z której wyciągnął plik dokumentów. – Zajmuję sobie tym myśli, żeby nie zwariować. Działania planuję skoncentrować na Dolinie, jako miejscu w którym od zawsze społeczeństwo żyje we wzajemnej koegzystencji, magowie obok mugoli, czystokrwiści obok mugolaków i jakoś nikt nie skacze sobie do gardeł. Nie ukrywam, że tym projektem można wystawić się na atak kilku osób, zwłaszcza Voldemort ukochał sobie to miejsce, sądząc po stanie ulic. – zawahał się przez moment, marszcząc czoło w wyraźnym zamyśleniu – Masz w ogóle dostęp do jakiś rządowych raportów ze stanu Doliny? Pomogłoby mi to mocno precyzyjniej zaplanować działania. – zapytał, wręczając mu plik wstępnej dokumentacji umowy inicjującej działanie organizacji.
– Nie przepraszaj Robercie. Nigdy nie przepraszaj za swój idealizm – powiedział nagle bardzo poważnie, stalowymi oczyma przeszywając sędziego, samemu niejako dokonując osądu i wewnętrznego wyroku. Robert Albert Crouch nie był dobrym człowiekiem. Był próżny. Był zarozumiały. Był człowiekiem, którego ambicja wybielała środki. Zupełnie jakby patrzył na własnego młodszego brata... Kryzys jednak powinien ich obu hartować i uwznioślać. Być pretekstem do tego, aby ten diament w końcu się oczyścił z brudu. Albo... aby diament wykorzystał brud do swojej drogi ku górze, bez względu czy górą było oświecenie czy fotel Ministra.
– Nawet jeśli widzisz swoje miejsce, jako przeciwwagę do radykalnej propagandy czystokrwistej, musisz dozować i odmierzać, a nie dawać się porwać nurtowi myśli. Naiwnością jest przypuszczać, że prawda jest kluczem do zmiany. To my tutaj, musimy tej prawdzie pomóc, odpowiednio ją opakować i uprościć, aby była zjadliwa dla masy. Społeczeństwo lubi proste odpowiedzi, a rzeczywistość nigdy taka nie jest i nie była. Układ sił się zmienia, a okresy przejściowe bywają szalenie trudne dla każdej ze stron wojny nie tyle o podłożu rasistowskim co klasowym. Kto się nadaje lepiej do rządzenia? Oczywiście, że czystokrwiści. – Powiedział ze spokojem jeden spadkobierca dwóch prominentnych rodów, do drugiego spadkobiercy dwóch innych, równie dobrze sytuowanych. – Spójrz na mnie, spójrz na siebie. Jesteśmy wychowani w tym świecie, patrzymy na jego tryby oczami wielu pokoleń magów, lekcji które odebraliśmy jeszcze zanim trafiliśmy do Hogwartu, zestawu pojęć używanych przez rodziców prawników i dyplomatów, dostępu do narzędzi, które dały nam nasze rodziny. Nie krew to determinuje sama w sobie, ale wszystko co z nią idzie. Mugolacy są tego pozbawieni, a system dba, żeby tylko najwybitniejsze jednostki przebijały się ku górze, sprzedając pozostałym marzenie o nagrodzie za wytrwałą pracę. Problemy zaczynają się wtedy, gdy część czystokrwistych rodów nie umie zarządzać pieniądzem, a zyskuje na znaczeniu półkrwiste i mugolackie mieszczaństwo, które tylko i aż świetnie obraca pieniądzem, a potem domaga się swoich praw do reprezentacji w najwyższych sferach władzy, domaga się opieki gospodarczej. Problemy zaczynają się, gdy kodeks tajności oparł się na zbudowaniu przez lata społecznej umowy mającej nas odstraszyć od interakcji z mugolami, czyniąc z nich przygłupich pariasów. To i tak utrzymało się o wiele dłużej niż powinno, skoro regularnie z tej pariasowej warstwy rzeczywistości adaptujemy co roku kilkoro nowych i kolejnych dzieci, czy chociażby pozwalamy mieszkać w Niemagicznym Londynie. Coraz więcej młodych ulega czarowi mechanizmów i kultury. – Uśmiechnął się lekko, bo przecież czy i oni nie byli młodzi? – I potem przypadkiem możesz spotkać Borgina na mugolskim motorze, który nawet nie udaje, że jego sprzęt jest jakkolwiek umagiczniony. Jest we mnie odrobina współczucia dla nestorów, którzy nie rozumieją tej przemiany społecznej. Jest we mnie też zero zgody na działania śmierciożerców, chcę żeby była w tym jasność. Społeczność musi mieć różne warstwy i rozwój, przemiany mogą odbywać się bezkrwawo, choć wymaga to odrobiny pomyślunku i wysiłku. – westchnął ciężko i umilkł na moment, odchylając się na fotelu. Może nie powinien wewnątrz Ministerialnych Murów tak ostentacyjnie odsłaniać się w szczerości własnych poglądów, nie było jednak tak, że Robert nie słyszał ich po raz pierwszy. Tym razem Shafiq nie wypominał mu, że jako zagorzały mugolackofil mimo wszystko to on sam chce zostać Ministrem Magii, a nie wypchnąć któregokolwiek ze swoich zaufanych pracowników na tę funkcję. Zbierając myśli znów mimowolnie odchylił głowę w stronę pustego fotela swojego zastępcy. Jonathan lada moment mógł wrócić, spotkanie niespiesznie zmierzało do nieuniknionego końca.
– Jeśli chcesz wypromować się na radykalizmie, nie jest to wcale takie nierozsądne, zważywszy na trudne czasy, które o wiele życzliwiej patrzą na tych, którzy krzyczą w skrajności. Zaklinam Cię jednak Crouch, aby to było z większą kontrolą z Twojej strony nic więcej. – podsumował, aby najważniejszy przekaz jego porady nie umknął w natłoku światopoglądowych wynurzeń. – Napiszę do niego oczywiście, będę też w październiku wybierał się do Lozanny, w sprawie pozyskania kredytu na odbudowę, może część z tych pieniędzy mogła przejść na Twój projekt? Tylko to już musisz mieć dogadane z kanclerzem, to najpewniej przejdzie przez jego ręce. A w komisji... nie wiem czy chciałbym Ci kogoś oddać... Mam mocne braki kadrowe po Spalonej, a przez spalone magazyny potrzebuję wszystkie ręce na pokładzie, bo znów na dniach przypływa pierwsza dostawa z Kambodży. – To nie jest to, że nie chciał pomóc. Sam jednak spotykał się z ograniczeniami, których nie dało się zalepić choćby wszystkimi skarbami z jego littlehangletońskiego skarbca.
– Och... Robert właśnie, a propos braku czasu i ludzi chętnych do pomocy. Jest inny projekt o którym chciałbym Ci opowiedzieć, absolutnie poza murami ministerstwa, choć nie w oderwaniu od naszych funkcji. Zakładam fundację. Byłbym szczerze zaszczycony, gdybyś chciał zostać jednym z fundatorów. – wstał z miejsca i otworzył jedną z szuflad biurka, by wyciągnąć czarną teczkę o pozłacanych kantach z której wyciągnął plik dokumentów. – Zajmuję sobie tym myśli, żeby nie zwariować. Działania planuję skoncentrować na Dolinie, jako miejscu w którym od zawsze społeczeństwo żyje we wzajemnej koegzystencji, magowie obok mugoli, czystokrwiści obok mugolaków i jakoś nikt nie skacze sobie do gardeł. Nie ukrywam, że tym projektem można wystawić się na atak kilku osób, zwłaszcza Voldemort ukochał sobie to miejsce, sądząc po stanie ulic. – zawahał się przez moment, marszcząc czoło w wyraźnym zamyśleniu – Masz w ogóle dostęp do jakiś rządowych raportów ze stanu Doliny? Pomogłoby mi to mocno precyzyjniej zaplanować działania. – zapytał, wręczając mu plik wstępnej dokumentacji umowy inicjującej działanie organizacji.