07.04.2026, 13:06 ✶
Chwila wzruszenia, chwila błogosławieństwa, chwila uśmiechu... To przeminęło równie nagle jak się pojawiło, zainfekowało umysł przemyśleniami daleko odsuniętymi od materialistycznego utyskiwania na wojnę, wszechogarniający marazm i smutek za czasami, w których można było zwyczajnie usiąść z książką przy kieliszku wina i nie martwić się ogólnokrajowymi rozruchami...
Zgodę Ceolsige przyjął z życzliwym uśmiechem, skinieniem głowy i zaoferowanym ramieniem do wspólnej, odprężającej przechadzki.
– Moje zainteresowanie sztuką, zwłaszcza tak przestrzenną jak rzeźba, nie jest rzeczą nową, ale też nie afiszuję się z tym. W Muzie zwykłem mecenasować muzykom - to co tkają ich ręce jest o wiele bardziej... unikatowe. Niewidzialne tkanki zbyt łatwo przemijają, pozostawiając w uchu jedynie wrażenie, wyobrażenie tego, jak artysta realnie zaprezentował się na scenie, co przekazał. Tak wiele zmiennych, kiedy w przypadku sztuk plastycznych za każdym razem można przyjść i znów zobaczyć, ocenić. Oczywiście, nasze ciała i dusze są odmienne, w heraklitowskim ujęciu, kamień pozostaje kamieniem. Pociągnięcie farby, pociągnięciem... – gdy wychodzili, na krótki moment obejrzał się przez ramie na ofiarny ołtarz u stóp Księżycowej Pani. Cynizm kruszał, a Anthony zastanawiał się, czy było to dobre wobec kryzysów, przed którymi stawał, problemów z którymi musiał się zmierzyć.
Najbliższy? Kolacja w rodzinnym gronie.
Westchnął ciężko, bo nawet towarzystwo tak zacnej rozmówczyni jaką była Ceolsige nie mogła odsunąć od niego nieuchronności losu drugiego i obecnie jedynego syna ambasadora, który postanowił tym razem odwiedzić dzieci w Anglii. Co bardziej będzie mu doskwierać? Nadambicja i rasizm ojca, czy dopytywanie o ponowne zamążpójście i otwarcie produkcji manufakturowej kolejnych wnuków matki?
– Zawsze zaskakuje mnie, że miejsce za miejsce kultu nie wybrano mimo wszystko skrawka ziemi w naszym Londynie, lub... nie uczyniono jej osią wokół której zbudowano tą przestrzeń. – rzucił problemem geopolitycznym sprzed setek lat, nie chcąc zakłócać przyjemnego popołudnia oczywistymi tarciami światopoglądowymi, które realnie mogłyby między nimi wystąpić. Z resztą nawykł do tego, że tylko z przyjaciółmi mógł bardziej bezpośrednio wyrażać swoje poglądy, choć i to grono tak mocno uszczupliło się w ostatnim czasie. – Kiedyś zakładałem, że był tu jakiś krąg druidycki, ale nie jestem pewien. Choć odczuwam wibrację splotu, nie mam przekonania, ażeby to było aż tak święte miejsce... świętsze niż to co mogła zrobić z nim tradycja. – Miejsca kultu wchłaniające energetykę wyznawców-magów, zdawało się kwestią, która nawet była badana gdzieś kiedyś w Departamencie specjalizującym się w Tajemnicach.
Tymczasem wyszli na całkiem mugolską ulicę, więc już i na słowa trzeba było uważać. Nie był to absolutnie problem dla obu obeznanych w świecie po obu stronach czarodziejów.
– Jak to jest, że pani się tak rzadko pojawia na przyjęciach? Niepokoje? Kryzys gospodarczy? Zbyt dużo pracy? Czy brak... dajmy na to... odpowiedniego towarzystwa? – zapytał miękko, mając też świadomość, ze przez niektórych czystokrwistych czarodziejów, sam fakt pracowania na Nokturnie oznacza biedę i łatkę złodzieja. Nic w zachowaniu czy ubiorze panny Burke nie sugerowałoby ani jednego, ani drugiego, widział jednak i bez okularów jej dumę, która skutecznie mogła obie pozostałe cechy zakrywać. – Nie pamiętam kiedy ostatnim razem mieliśmy okazję razem zatańczyć? To był 70? 69? – istniała też szansa, że na co większych imprezach po prostu się mijali, pozwolił sobie jednak nawet nie werbalizować tego przypuszczenia. Zamiast tego kontynuował spacer, chłonąc dobrą atmosferę i kultywując w sobie ciepłą myśl, że Bogini mu sprzyja.
I jak tu nie być wierzącym?
Zgodę Ceolsige przyjął z życzliwym uśmiechem, skinieniem głowy i zaoferowanym ramieniem do wspólnej, odprężającej przechadzki.
– Moje zainteresowanie sztuką, zwłaszcza tak przestrzenną jak rzeźba, nie jest rzeczą nową, ale też nie afiszuję się z tym. W Muzie zwykłem mecenasować muzykom - to co tkają ich ręce jest o wiele bardziej... unikatowe. Niewidzialne tkanki zbyt łatwo przemijają, pozostawiając w uchu jedynie wrażenie, wyobrażenie tego, jak artysta realnie zaprezentował się na scenie, co przekazał. Tak wiele zmiennych, kiedy w przypadku sztuk plastycznych za każdym razem można przyjść i znów zobaczyć, ocenić. Oczywiście, nasze ciała i dusze są odmienne, w heraklitowskim ujęciu, kamień pozostaje kamieniem. Pociągnięcie farby, pociągnięciem... – gdy wychodzili, na krótki moment obejrzał się przez ramie na ofiarny ołtarz u stóp Księżycowej Pani. Cynizm kruszał, a Anthony zastanawiał się, czy było to dobre wobec kryzysów, przed którymi stawał, problemów z którymi musiał się zmierzyć.
Najbliższy? Kolacja w rodzinnym gronie.
Westchnął ciężko, bo nawet towarzystwo tak zacnej rozmówczyni jaką była Ceolsige nie mogła odsunąć od niego nieuchronności losu drugiego i obecnie jedynego syna ambasadora, który postanowił tym razem odwiedzić dzieci w Anglii. Co bardziej będzie mu doskwierać? Nadambicja i rasizm ojca, czy dopytywanie o ponowne zamążpójście i otwarcie produkcji manufakturowej kolejnych wnuków matki?
– Zawsze zaskakuje mnie, że miejsce za miejsce kultu nie wybrano mimo wszystko skrawka ziemi w naszym Londynie, lub... nie uczyniono jej osią wokół której zbudowano tą przestrzeń. – rzucił problemem geopolitycznym sprzed setek lat, nie chcąc zakłócać przyjemnego popołudnia oczywistymi tarciami światopoglądowymi, które realnie mogłyby między nimi wystąpić. Z resztą nawykł do tego, że tylko z przyjaciółmi mógł bardziej bezpośrednio wyrażać swoje poglądy, choć i to grono tak mocno uszczupliło się w ostatnim czasie. – Kiedyś zakładałem, że był tu jakiś krąg druidycki, ale nie jestem pewien. Choć odczuwam wibrację splotu, nie mam przekonania, ażeby to było aż tak święte miejsce... świętsze niż to co mogła zrobić z nim tradycja. – Miejsca kultu wchłaniające energetykę wyznawców-magów, zdawało się kwestią, która nawet była badana gdzieś kiedyś w Departamencie specjalizującym się w Tajemnicach.
Tymczasem wyszli na całkiem mugolską ulicę, więc już i na słowa trzeba było uważać. Nie był to absolutnie problem dla obu obeznanych w świecie po obu stronach czarodziejów.
– Jak to jest, że pani się tak rzadko pojawia na przyjęciach? Niepokoje? Kryzys gospodarczy? Zbyt dużo pracy? Czy brak... dajmy na to... odpowiedniego towarzystwa? – zapytał miękko, mając też świadomość, ze przez niektórych czystokrwistych czarodziejów, sam fakt pracowania na Nokturnie oznacza biedę i łatkę złodzieja. Nic w zachowaniu czy ubiorze panny Burke nie sugerowałoby ani jednego, ani drugiego, widział jednak i bez okularów jej dumę, która skutecznie mogła obie pozostałe cechy zakrywać. – Nie pamiętam kiedy ostatnim razem mieliśmy okazję razem zatańczyć? To był 70? 69? – istniała też szansa, że na co większych imprezach po prostu się mijali, pozwolił sobie jednak nawet nie werbalizować tego przypuszczenia. Zamiast tego kontynuował spacer, chłonąc dobrą atmosferę i kultywując w sobie ciepłą myśl, że Bogini mu sprzyja.
I jak tu nie być wierzącym?