Leviathan nie dowierzał trochę temu, co zadziało się dookoła niego. Po pierwsze, Lockhart postanowił zrobić dokładnie to, co zostało mu zaproponowane, zaczynając przemawiać do rozsądku potwora. Czy Rowle uważał że to zadziała? Niekoniecznie. Czy chciał, żeby się udało? Jak najbardziej. I chyba stał się jakiś cud, bo słowa chłopaka faktycznie wydawały się działać. Tknęły coś w maledictusie, poruszając jego ludzką stronę.
Niestety, stworzona przez nich bariera nie była dokładna i problem oparów wciąż był jak najbardziej istotny. Te szczypały w oczy i osiadały na gardle palącym osadem. Rowle uniósł więc różdżkę, chcąc stworzyć dokoła swoich ust i nosa bąbel świeżego powietrza, który umożliwi mi swobodne oddychanie.
Czego jednak Rowle już się nie spodziewał, to że Lockhart postanowi przerwać i zacząć zadawać pytania albo zająć się czymś innym. Szło mu tak dobrze i jedyne czego trzeba było to pchnięcie istoty w odpowiednim kierunku, a skoro już kłamał, to mógł kłamać dalej. Leviathan zmiął wiec przekleństwo w ustach, wtedy dopiero zwracając uwagę na fotografię którą wcześniej oglądał blondyn, a o której na nowo wspominał. Złapał za nią, bo prawdę powiedziawszy to wolał, żeby Basil siedział gdzie siedzi i czekał w pogotowiu, tym bardziej że z całej ich trójki był chyba najbardziej roztrzęsiony.
- Pamiętasz zeszły rok? - zapytał, unosząc pocztówkę ku górze i pokazując ją potworowi. - Wrzesień 1971, piękne wspomnienia. Skup się na nich. Na tym co było wtedy, a nie teraz!
Sukces!
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast