07.04.2026, 16:19 ✶
Siedział przez chwilę pod ścianą budynku i bynajmniej nie oczekiwał cudu. Nie miał właściwie jak myśleć o zrządzeniach losu o tajemniczych ścieżkach przeznaczenia. Właściwie nie był w stanie odczuwać czegokolwiek innego niż paraliżujący, przeszywający na wskroś ból. Krew ciekła mu po przedramieniu, skapywała na nogawkę dżinsów, tworząc w połączeniu z pyłem, czarne, pojedyncze plamki. Wstrząsał nim dreszcz, było mu raz zimno, raz gorąco. Na czoło wstąpiły mu kropelki potu, zęby zacisnęły się, a w płucach brakowało powietrza. Czy miał zginąć tu, pod tą ścianą? Wykrwawić się powolutku? Nie byłby pierwszą ofiarą tej nocy, która nie skończyła jeszcze dwudziestu lat.
Wtedy zobaczył kobietę. Widział jej twarz jak we mgle. Podbiegła do niego. Miała kruczoczarne włosy i torbę lekarską. Czy on... czy sobie ją wyobraził? Nie mógł mieć przecież takiego szczęścia. Chociaż... czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o szczęściu? Głos nieznajomej brzmiał, jakby mówiła przez niewidzialną barierę. Dotarł do Henia dopiero po chwili. Przedarł się przez pulsowanie krwi w jego uszach.
– Ja... Tak, słyszę – wydusił. Chciał wrócić do domu. Do dziadków. Do rodziców. Do Brynji. Tęsknił za swoją rodziną. Chciał, żeby ktoś przytrzymał go za zdrową rękę. Powiedział, że wszystko będzie dobrze. – Moja... Moja ręka. Oni po niej przebiegli...
Głos chłopaka drżał, w oczach czaiły się kropelki łez. Nie dawał już sobie rady. Był tak zmęczony, że ledwo oddychał. Wtedy poczuł senność, tak dziwną, ale tak właściwą... Co jeśli by zasnął? Czy obudziłby się? Czy to było teraz ważne? Zmrużył oczy. Światło dobiegające z pobliskiej latarni strasznie go raziło. Aż kręciło mu się w głowie.
Wtedy zobaczył kobietę. Widział jej twarz jak we mgle. Podbiegła do niego. Miała kruczoczarne włosy i torbę lekarską. Czy on... czy sobie ją wyobraził? Nie mógł mieć przecież takiego szczęścia. Chociaż... czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o szczęściu? Głos nieznajomej brzmiał, jakby mówiła przez niewidzialną barierę. Dotarł do Henia dopiero po chwili. Przedarł się przez pulsowanie krwi w jego uszach.
– Ja... Tak, słyszę – wydusił. Chciał wrócić do domu. Do dziadków. Do rodziców. Do Brynji. Tęsknił za swoją rodziną. Chciał, żeby ktoś przytrzymał go za zdrową rękę. Powiedział, że wszystko będzie dobrze. – Moja... Moja ręka. Oni po niej przebiegli...
Głos chłopaka drżał, w oczach czaiły się kropelki łez. Nie dawał już sobie rady. Był tak zmęczony, że ledwo oddychał. Wtedy poczuł senność, tak dziwną, ale tak właściwą... Co jeśli by zasnął? Czy obudziłby się? Czy to było teraz ważne? Zmrużył oczy. Światło dobiegające z pobliskiej latarni strasznie go raziło. Aż kręciło mu się w głowie.