– Opowiadałeś. Między innymi dlatego przyglądałam jej się bardzo uważnie – opowiadał jej jeszcze o scenie zazdrości za rozmowę z własną ciotką oraz o wmówieniu jakiejś innej dziewczynie, że to ona jest narzeczoną Chrisa. Być może to bardzo dobrze, że sprawa Cressidy wyszła im przypadkowo na balu, bo dzięki temu, gdy już stanęły twarzą w twarz, to Victoria miała jakieś pojęcie, czego mogłaby się po Avery spodziewać. To, że ta przerosła jej oczekiwania to zupełnie inna sprawa.
Nie myślała tutaj jakoś o tym, że Cressida spotykała się z paroma mężczyznami (Victoria też przecież święta nie była, po prostu dbała o swoją prywatność i nie była materiałem skandalotwórczym), raczej o tym, że tych wymieniała (albo ona była porzucana, co zważywszy na to, jak się prezentowała, nie było specjalnie dziwne) i ciągle szukała, robiąc przy okazji na złość tym byłym, z którymi jej nie wyszło. A może chodziło o tych, którzy się na niej poznali i zakończyli relację? Czy to w tym tkwił problem?
– Nie przejmuj się, raczej ja i ona mamy sobie bardzo nie po drodze – więc nie sądziła, że miałaby zacząć wpadać na Cressidę jakoś częściej, tym bardziej, że przecież wyniosła się z Pokątnej i teraz bywała tutaj już tylko w sprawach towarzyskich, ewentualnie służbowych, i nie tak łatwo było nadążyć za grafikiem. – Ostrzegał…? – uniosła wyżej jedną brew. Cóż… Faceci potrafili plotkować znacznie bardziej od dziewczyn, czy więc Atreus spotykał się z nią najpierw, a potem Christopher uznał, że wejście z nią w związek jest całkiem dobrym pomysłem? Postanowiła tego nie komentować. – Zastanawiałam się po prostu czy powinnam ostrzec dziewczynę, z którą obecnie spotyka się Atreus – to nie było żadne przesłuchanie w gruncie rzeczy, nie to miała na myśli. I uśmiechnęła się do Chrisa, by to podkreślić.
– Chcę – stwierdziła po prostu, ale nim zerknęła do karty, jeszcze przez moment utrzymywała kontakt wzrokowy z Rosierem. – To fakt, ale czasami jest w nich jakieś ziarno prawdy. Nie byłabym zła, gdybyś w jakieś akurat uwierzył – Chris mógł po prostu zapytać, tak jak pytała Victoria. A skoro już powiedzieli sobie, że są zainteresowani, to mogła mu co nieco opowiedzieć, jeśli tylko był ciekawy.
W końcu zajrzała do karty; nie bywała tu na tyle często, by wiedzieć, co dokładnie podają. Wzrok prześlizgnął się po napisach po jednej stronie, potem po drugiej, chciała obrócić stronę i uniosła wtedy spojrzenie na Chrisa, dość mimowolnie, gotowa się zresztą do niego uśmiechnąć, gdy ciemne oczy lekko zboczyły. Zamiast na Chrisa, patrzyła na coś, co znajdowało się za nim. Na kogoś odwróconego teraz tyłem, na kobietę o ciemnych, niemal czarnych włosach, w drogiej, charakterystycznej, nieco starodawnej nawet na gusta czarodziejów sukni. Lestrange nie mogła, nie potrafiła odwrócić wzroku, a uśmiech, który miała zarezerwowany dla Chrisa spełzł. Kobieta odwróciła się, pokazując teraz swój profil i Victoria poczuła, że chyba kręci jej się w głowie. Oddech miała płytszy, a dłonie, trzymające kartę, lekko drżały.
Czy to naprawdę znowu się działo? Teraz zamiast w swoich wspomnieniach, czy swoim odbiciu (chociaż Laurence widział wtedy to samo co ona…), widziała babcię w innych miejscach?