• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue

[17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
08.04.2026, 10:37  ✶  
Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy zaczęła bronić książek, bo dokładnie tego się po niej spodziewałem, i pokręciłem lekko głową, jakbym właśnie słuchał czegoś sensownego, ale kompletnie nieprzystającego do rzeczywistości, w której zwykle się obracałem. Znałem ten ton i, co ciekawe, przez te wszystkie minione lata, nauczyłem się go szanować, nawet jeśli dalej robiłem wszystko po swojemu - nadal uważałem, że najlepsze lekcje dostaje się wtedy, kiedy coś próbuje cię zabić, ale nie zamierzałem udawać, że jej racja nic nie znaczyła, gdy była równie istotna. Dla mnie - tak po prostu, z założenia - książki były co najwyżej wskazówką, czasem przestrogą, ale nigdy instrukcją obsługi świata. Moja rzeczywistość od dawna nie działała według rozdziałów ani przypisów, tylko według kaprysów, błędów i głupich decyzji, które później trzeba było jakoś przeżyć, a jednak była w tym jej uporządkowaniu jakaś siła, coś, co sprawiało, że przez moment miałem ochotę uwierzyć, że faktycznie można się przygotować na wszystko. Może i miałem w zwyczaju wywracać wszystko do góry nogami i sprawdzać na własnej skórze, ale nie byłem już tym samym dzieciakiem, który śmiał się z każdej zasady tylko dlatego, że była zasadą.
- Yhy. - Spojrzałem na nią kątem oka, z tym lekkim uśmieszkiem, który pojawiał się u mnie, kiedy trafiała w punkt, nawet jeśli nie miałem zamiaru się do tego przyznać wprost.
- Jak to będą kamienie, to wlócę na Noktuln i znajdę tego typa. Choćbym miał go wykopaś spod ziemi. - Nie brzmiałem, jakbym żartował, bo nie żartowałem, chociaż w moim głosie była lekkość, coś pod spodem pozostawało twarde i nieustępliwe, ale zaraz potem parsknąłem cicho, bo bardziej niż napięcie czułem coś innego - dziecięcą wręcz upartość i niemal fanatyczną chęć, żeby to jednak było coś więcej.
- No to jesteśmy zgodni. - Rzuciłem, zerkając na jajo, a potem kilkukrotnie kiwając do siebie głową. - Jak nie musi, to mu pomoszemy. - Może brzmiałem jak ktoś, kto bardziej chce niż wie, ale to „chce” było wystarczająco silne, żeby pchać mnie dalej - bo przecież to coś mogło potrzebować impulsu, ciepła, czegokolwiek, takie rzeczy najczęściej działały same z siebie, lecz czasem trzeba je było kopnąć, żeby ruszyły.
Na jej słowa o instrukcji westchnąłem teatralnie, ale bez złośliwości, bardziej jak ktoś, kto znał również ten punkt widzenia, tylko nigdy nie potrafił się do niego zastosować - zawsze interesowało mnie tylko to, co było na końcu, efekt, niekoniecznie droga, instrukcje czytałem wtedy, kiedy coś już się sypało, szybko, niedokładnie, szukając jednego zdania, które mogło mnie wyciągnąć z bagna.
- Ja sięgam po instluksję tylko wtedy, kiedy wszystko inne już zawiodło. - Przyznałem bez wstydu. - I zazwyczaj zaczynam od końca, szeby wiedzieś, jak balso jest chujowo. - Zerknąłem na nią krótko, z cieniem rozbawienia, który pojawiał się zawsze, kiedy przyłapywała mnie na takich rzeczach.
Nie powiedziałem „nic się nie stanie”, bo oboje wiedzieliśmy, że to byłaby kompletna bzdura. Prawda była prosta - ja też tego chciałem - nie trochę, nie rozsądnie, tylko całkowicie i bez żadnych zabezpieczeń, chciałem, żeby coś się wydarzyło, żeby to nie była cisza i rozczarowanie, tylko hałas, ruch i coś, co zmusi nas do działania, może to było głupie, ale właśnie tak funkcjonowałem od zawsze.
Kiedy powiedziała, że to może nie był najlepszy pomysł, parsknąłem cicho, ale bez złośliwości.
- Za późno. Jusz to wymyślilaś. - Rzuciłem lekko, zerkając na Prue przez ramię, unosząc brew, ale nie zawahałem się ani na moment - powiedziała „ogień”, miał być ogień - z satysfakcją dostrzegając, że postanowiła ruszyć za mną z drugim jajem. Jeśli miały jakąś więź, to tym bardziej nie powinniśmy ich rozdzielać - nienawidziłem, jak coś sprzedawanego w pakiecie eksplodowało samotnie, nawet jeśli to oznaczało dwukrotnie więcej wybuchów.
Zatrzymałem się dopiero przy ogniu i przez chwilę patrzyłem w płomienie, potem na jajko w swojej dłoni - myśli o wybuchu całkiem poważnie przemknęły mi przez głowę, ale nie zatrzymałem się na nich dłużej - w moim świecie „może wybuchnąć” nigdy nie było wystarczającym powodem, żeby czegoś nie robić.
- Dobla, obselwujemy. - Powtórzyłem po niej, ale w moim głosie było coś z niezdrowej ekscytacji, której nie próbowałem ukryć. - Jak zaczną się luszaś, pękaś albo wydawaś dźwięki… - Nie dokończyłem, bo właściwie zostawiałem to do dalszej improwizacji, chociaż Prudence pewnie miała już jakiś plan na większość okoliczności. Ja? Cholera, chciałem to zobaczyć, nie dla zysku, nie dla roboty, tylko dla samego faktu, że coś nieznanego mogło się właśnie wydarzyć - coś we mnie nadal potrzebowało tego momentu, kiedy nie wiesz, co się wydarzy za sekundę.
- Na tszy? - Zapytałem, unosząc lekko brodę, jakby to odliczanie miało nadać temu wszystkiemu więcej jakiejś absurdalnej powagi - jak już coś ma się wydarzyć, to niech się wydarzy porządnie. Obróciłem jajko jeszcze raz w dłoniach, jakbym dawał mu ostatnią szansę na zdradzenie swoich zamiarów, ale nic się nie zmieniło, wziąłem krótszy oddech, bardziej z ekscytacji niż czegokolwiek innego, a potem powoli zacząłem opuszczać je w żar…
- Noooo dalej. Dawaj, pokasz, co potlafisz - burknąłem pod nosem, do tego, co było w środku - nie kupiłem cię po to, szebyś było nudne - bo naprawdę chciałem, żeby coś się wydarzyło, nawet jeśli rozsądek podpowiadał, że może lepiej byłoby, gdyby nie wydarzyło się nic.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2169), Pan Losu (426), Prudence Fenwick (1705)




Wiadomości w tym wątku
[17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 07.04.2026, 18:11
RE: [17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Pan Losu - 07.04.2026, 18:11
RE: [17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 07.04.2026, 21:07
RE: [17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Pan Losu - 07.04.2026, 21:07
RE: [17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 07.04.2026, 21:42
RE: [17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 07.04.2026, 23:16
RE: [17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 07.04.2026, 23:45
RE: [17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 08.04.2026, 10:37

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa