• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue

[18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
08.04.2026, 13:07  ✶  
Dwadzieścia cztery godziny potrafiły ciągnąć się jak tydzień, kiedy wiedziałem, że coś być może siedziało pod skorupą w żarze i tylko czekało, żeby wyjść na świat. Kręciłem się po domu więcej niż zwykle, zaglądałem do kominka częściej, niż było to rozsądne, i chyba tylko cudem nie wyciągnąłem tego jaja wcześniej, z czystej ciekawości. Niby robiłem swoje - coś tam sprawdziłem, coś naprawiłem, nawet wyszedłem na chwilę do ogródka, żeby nie zwariować od siedzenia w miejscu, ale myślami ciągle wracałem do tego jednego punktu w domu - do żaru, który powoli pożerał to cholerne jajo. W praktyce wyglądało to tak, że krążyłem jak przywiązany do jednego punktu, wracając tam co kilka minut, jakby samo patrzenie mogło przyspieszyć cały proces. Cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną, a świadomość, że tym razem naprawdę coś się miało wydarzyć, tylko pogarszała sprawę… I, szczerze, liczyłem na coś efektownego - eksplozję, ogień, może coś z zębami. Nic spektakularnego się jednak nie działo - żadnych wybuchów, żadnego syczenia, żadnego dramatycznego wykluwania się potwora, który od razu rzuci się nam do gardeł. Szczerze? Trochę mnie to rozczarowało… Ale nie na tyle, żeby przestać odliczać do godziny zero.
Oparłem dłoń o obudowę kominka i przechyliłem głowę, mrużąc oczy, jakbym próbował dostrzec coś konkretnego między rozżarzonymi kawałkami drewna.
- Jeśli to miało nas zabiś, to tlochę się ociąga. - Rzuciłem niby od niechcenia, jednak zdecydowanie bardziej do Prudence niż mamrocząc do siebie, chociaż oczy miałem cały czas wbite w palenisko - odkąd wrzuciliśmy jaja do kominka, przez większość czasu udawałem, że wcale mnie to aż tak nie obchodzi, ale prawda była taka, że stałem tu od dobrych pięciu minut, monitorując ruchy wskazówek zegara i zerkając w kierunku naszych zdobyczy, aby nie przegapić wyznaczonego punktu dwudziestu czterech godzin, jakbym oczekiwał, że coś się wtedy poruszy, zasyczy, strzeli iskrami, eksploduje albo… Cholera wiedziała - zrobi coś, cokolwiek, najlepiej samo wyjdzie z żaru i przedstawi nam się z imienia, byśmy nie mieli problemu z jego identyfikacją.
W końcu nie wytrzymałem.
- Dobla, ile mosna czekaś. - Sięgnąłem po szczypce i bez większej ceremonii wygrzebałem jajo spomiędzy spopielonych kłód drewna, jakbym robił to setki razy, chociaż prawda była taka, że improwizowałem jak zawsze, nie mając nawet pojęcia, co tak właściwie próbowaliśmy wykluć. Nie byłem aż takim idiotą, żeby grzebać gołymi dłońmi w czymś, co mogło właśnie się wykluwać z ognia - chociaż, uczciwie mówiąc, gdyby nie było narzędzi pod ręką, pewnie i tak bym spróbował.
- Jeśli coś mnie uglysie, to bęsie twoja odpowiedzialność. - Rzuciłem przez ramię, zdecydowanie bardziej z przyzwyczajenia do przekory niż z czegokolwiek innego, odkładając je ostrożnie do gigantycznego gara pozostawionego nam przez Ellie na strychu, a przezornie zniesionego jeszcze wczoraj. Metal zadźwięczał cicho, kiedy pierwszy egzemplarz osiadł na dnie, przez chwilę patrzyłem na niego w milczeniu, jakby każdy kolejny ruch mógł coś zepsuć, co było absurdem, bo jeszcze wczoraj wrzuciłem go w ogień bez większego zastanowienia.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3960), Prudence Fenwick (2987)




Wiadomości w tym wątku
[18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.04.2026, 13:07
RE: [18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.04.2026, 14:17
RE: [18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.04.2026, 22:20
RE: [18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 09.04.2026, 16:34
RE: [18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.04.2026, 13:06
RE: [18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 10.04.2026, 18:46
RE: [18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.04.2026, 01:47
RE: [18.10.72] Relax, nothing is under control | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 14.04.2026, 10:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa