Nie udało się. Powinna to przewidzieć, nie była za bardzo skupiona, a zaklęcia potrzebowały zdecydowanie bardzo dużo skupienia. Poczuła jak jej partner w zbrodni leci ku ziemi, ale udało się jej go przytrzymać. Potem Ururu nieprzyjemnie ją szarpnął przez co z jej ust wydobyło się bliżej nieokreślone jęknięcie. Dała się pociągnąć, gdyż czuła się w tym momencie jak kukiełka prowadzona na spotkanie z ogniem.
Wpadli do zatłoczonego pubu, a do nosa Aveliny dostał się zapach alkoholu, potu i ścisku jaki tworzyli ludzie. Nim zdążyła się rozejrzeć Ururu złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Poczuła jak świat jej zawirował patrząc mu w oczy i kładąc nieświadomie dłonie na jego klatce piersiowej.
— Co… z tobą? – zapytała rzucając w kąt takie farmazony jak formy grzecznościowe. Nie chciała, aby mu się coś stało, aby został złapany.
Mężczyzna wydawał się jej być bardziej męski niż kilkanaście minut temu, gdy siedzieli razem przy stoliku, a on zadawał pełno pytań powodując, że wtedy wydawał się być uroczy. Teraz był zdecydowanie bardziej decyzyjny i władczy, co dziwnie na nią działało. Nie chciała go zostawiać. Odsunęła się i widząc, że zaklęcie Ururu miało słabszy efekt, ale udany złapała go za rękę i pociągnęła do wyjścia. Nie miała zamiaru go zostawiać – razem wplątali się w ten ambaras, więc razem z niego wyjdą.