Dobrze wiedziała, że nie ma co próbować przemówić do rozsądku takim zakutym łbom jakimi była grupka podpitych wampirów, nawołująca ludzi pod pubem do wykonania portretu. Albo portretów. Nie zmieniało to faktu, że i tak musiała coś powiedzieć, bo byli po prostu bezczelni, a w dodatku wampir, który namówił Atreusa do rysunku (a należy nadmienić, że cała grupka gapiów jakoś nie była do tego specjalnie chętna), był zwyczajnie chamidłem pospolitym. Z którego wieku się urwał, skoro uznał, że spalenie rysunku (niezbyt dobrego, zgoda…) na środku placyku to dobry pomysł? Głupia popisówka i być może gdyby nie to, że Victoria miała zajęte ręce dwoma kawami, to jakoś bardziej by się w to włączyła, dla zasady wlepiając panom mandacik, na szczęście sobie poszli i dość szybko zniknęli za zakrętem.
– Ciekawe ile wypili, skoro w ogóle przyszły im takie durnoty do głowy – mruknęła pod nosem, patrząc jeszcze w miejsce, za którym zniknęli, jakby czekając, aż jednak się namyślą, rozmyślą i wrócą. Nie miała nic do wampirów. Cholera, rodzina oznajmiła jej, że niedługo ma się z jednym zaręczyć i choć z początku, gdy się dowiedziała z kim dokładnie ma do czynienia to nie była zachwycona, ale nie zgadzała się na to, że miałaby się go bać. Albo traktować jakkolwiek inaczej niż każdą inną osobę. – Zamiast trzeciego oka to męskie przyrodzenie? Cóż… – zdecydowanie byli bandą kutasów, więc by im się należało. – Pewnie żałujesz, że sam nie zdążyłeś, jak już się połapałeś, co? – dodała, a skoro już miała wolne ręce i stali obok resztek rysunku, to się schyliła, nie bacząc na ewentualne resztki ognia czy temperaturę i po prostu podniosła ten kawałek, który się zachował. Z zębami. – Piękne to jest, Bulstrode. Oprawię w ramkę – i z namaszczeniem schowała do kieszeni, a potem wzruszyła ramionami, bo jak chciał jeszcze jedną kawę, to kim była, by mu odmówić?