Zanim na miejscu pojawiła się również Stella, Stanley zdążył się już rozejrzeć po okolicy - Wow… - wydał z siebie dźwięk, kiedy ujrzał ogrom tego miejsca. Pierwszy raz widział na oczy stadion Zjednoczonych z Puddlemere. Był tak samo piękny, jak nie piękniejszy jak go opisywano. Na zdjęciach również nie wyglądał tak majestatycznie.
Borginowi zajęło chwilę wyjście z fascynacji tym miejscem. Z boku zapewne wyglądał jak małe dziecko, które przygląda się wystawie słodyczy na ulicy Pokątnej. Tak też było w tym momencie - z czystym sumieniem można określić Stanleya dużym dzieckiem.
- No proszę. Ktoś tu się chyba spóźnił - nie omieszkał zażartować z tego, że pierwszy skorzystał z sieci Fiuu i tym samym był tutaj przed Avery - Nie ładnie. Bardzo nieładnie - zwrócił jej uwagę z zawadiackim uśmieszkiem. Musiał skorzystać z takiej okazji, ponieważ mógł nie dożyć kolejnej takiej szansy.
- Pytałaś komu kibicujemy? - spojrzał na nią, a następnie poprawił jej szalik - Pewnie mnie sprawdzasz! Ale nie ze mną te numery. O nie, nie - pogroził jej palcem - Oczywiście, że Zjednoczonym z Puddlemere - odparł z dumą w głosie. Wypowiedział te słowa jakby odebrał przed chwilą nominację na Ministra Magii.
Machnął głową do przodu, dając dziewczynie znak aby ruszyli w kierunku trybun. Ludzi było tutaj od groma. Setki, jak nie tysiące fanów. Każdy z nich miał odpowiednie barwy - granatowe albo ciemno zielone. Nie trzeba było mieć sokolego oka, aby ujrzeć, że oprawa stadionu również była wystrojona w te same kolory naprzemiennie. Była to po prostu już ustalona tradycja, że stadiony przywdziewają barwy obydwóch drużyn biorących akurat starcie.
- Ci w zielonych to Harpie z Holyhead - zaczął tłumaczyć Stelli kiedy szli spacerowym tempem w kierunku głównego zgromadzenia - Jedyna całkowicie żeńska drużyna w lidze. Co ciekawe. Dziewczyny są bardzo dobre. Wymiatają - kontynuował - Bo jak inaczej można wytłumaczyć drugie miejsce w tabeli? - zapytał swojej rozmówczyni - Ale są za słabe aby pokonać Zjednoczonych. Z kim jak z kim ale oni nie pozostawią na tych harpkach ani suchego pióra - dodał z pełnym przekonaniem w głosie.
Zatrzymał się pomiędzy stoiskami. Nawet tutaj dotarli sklepikarze pomyślał. W zasadzie nie było co się dziwić. Koniec lata lada dzień, wielkie wydarzenie. Świetne miejsce aby zbić majątek.
- Chcesz coś? - spojrzał na Stellę, aby wybadać jej intencje - Na mój koszt - dodał wypatrując jakichś ciekawszych ofert. I znalazł jedną. Bardzo dobrą. Skierowaną głównie w jego stronę. Jeden z kupców oferował piwo wszelkiej maści w swoim kramie. Stanley wiedział, że nie może sobie na to dzisiaj pozwolić. Nie mógł się upić przy damie. Dlatego nie pozostało mu nic innego jak spojrzeć ze smutną na inny kram.
- O. Może te? - zwrócił uwagę Avery pokazując stoisko z prażonymi karmelizowanymi orzeszkami - To na pewno będzie dobre - oznajmił i ruszył w kierunku stoiska - Jedna porcja nam chyba starczy? - zapytał odwracając się do niej aby następnie unieść jeden, a później drugi palec z pytaniem o ile. Było to jego zabezpieczenie jakby Stella w tym całym harmidrze nie usłyszała jego pytania. Bo o ile przy palenisku z którego wyszli było w miarę cicho, tak tutaj było jak na pchlim targu. Głośno, tłoczno i duszno.
Zamówił porcję, a następnie powrócił do swojej towarzyszki. Zakupili przekąski. Nie mieli innej opcji jak ruszyć w dalszą podróż do ich punktu destynacji.
- Podobno Harpie mają wystawić dzisiaj swój najnowszy nabytek - zaczął opowiadać między kolejnymi orzeszkami - Niejaką Heather Wood. Szukającą - zatrzymał się na chwilę, aby przyjrzeć się Avery od stóp do głów - Taka dziewczyna. Mniejsza od ciebie mniej więcej. Ruda czy tam brunetka. Nie wiem. Nie zwracałem uwagi - opisał pokrótce tamtą dziewczynę przeżuwając kawałek orzeszka - Jednak to wróg mimo wszystko, nie? - dodał z uśmiechem na ustach.
- Tylko to wiesz, nie tak, że ją wzięli z Pokątnej czy innego korytarza Hogwartu - kontynuował swój wywód o nowej szukającej przeciwnika - Jej matka też gra na tej samej pozycji - przetarł ręce o wewnętrzną część płaszcza - Pewnie ją wkręciła po znajomości. Bo wiesz… Oj… Oj… Moja córeczka… Weźcie ją do drużyny… - stwierdził lekko prześmiewczym głosem. Nie wiedział czy tak naprawdę był. Słyszał taką wersję wydarzeń. Najpewniej była to po prostu rozsiana plotka przed kibiców Zjednoczonych, aby popsuć młodej zawodniczce karierę. Stanleya to jednak za bardzo nie obchodziło. Jako oddany kibic Puddlemere musiał dalej głosić klubową propagandę.
- Nie przejmuj się. Nawet jeżeli byłaby mistrzynią świata czy innym pół bogiem to i tak nie ma szans z nami - zapewnił - Wiesz czemu? - zapytał ale nie miał zamiaru czekać na żadną odpowiedź - Bo my mamy Phillipa Notta. To jest dopiero zawodnik. Klasa sama w sobie - dodał - Jak ta cała Wood go zobaczy to się wystraszy. Gdzie ona ma mieć do niego jakikolwiek podlot? Bez szans. Dla niej to pewnie pierwszy oficjalny mecz, a Nott na quidditchu już nie jedną miotłę połamał.
Stanley nie krył się ze swoją niechęcią do drużyny przeciwnej. Nie było jego słowach jakiegoś rasizmu czy obelg w ich stronę. Po prostu uważał swoją ukochaną drużynę za dużo lepszą od ich dzisiejszych przeciwników. Chociaż dziewczynom z Harpii też nie można by odmówić wielu sukcesów. 2 miejsce w tabeli w końcu samo się nie zdobyło.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972