09.04.2026, 16:04 ✶
Kostka
– Jasne, oberwał jednak, bo odsłania się z lewej? W sumie… odsłania się? – wyrwało się Brennie, chociaż ograniczyła się do tego, nie ciągnąć sprawy listu, bo może to było coś, o co powinna się wkurzyć, ale Brenna w ogóle rzadko się wkurzała. I jeśli byłoby w tej wiadomości cokolwiek, czego absolutnie nie chciałaby nikomu pokazywać, włożyłaby list do kieszeni albo od razu wrzuciła do ognia, jak robiła często z korespondencją.
Nie żeby teraz była całkiem skupiona na przeszukiwaniu, które zaczęła od zajrzenia za ladę i sprawdzenia, czy szuflady są pozamykane. Zamiast analizować sprawę, przypominała sobie każde zdanie tego nieszczęsnego listu, szukając w nich ukrytych znaczeń i odtwarzała w głowie przebieg rozmowy w Wiwernie.
Czy chodziło o to, że Theodore zapytał, co robiła tutaj z Atreusem…?
– Kolega ze szkoły, zobaczyłam go w Wiwernie i pytałam, co tam robi, bo wiesz, samo jego ubranie trochę krzyczało „napadnij mnie”. Był rok wyżej od nas w Gryffindorze i się z nim nie umawiałam – podkreśliła, spoglądając przy tym na Victorię i dość teatralnie przewracając oczami, bo kto jak kto, ale akurat ona doskonale zapewne wiedziała, że Brenna miała bardzo wielu kolegów, jednocześnie za żadnym się nie uganiając. A nawet jakby jakiś obejrzał się za nią, to pewnie by tego nie zauważyła, przynajmniej kiedyś. – To wam przypomina hipogryfa, czy mam paranoję? – spytała, unosząc breloczek, pozostawiony w pobliżu biurka. Skrzydlata istota mogła być hipogryfem albo bardzo dziwnym gryfem. – Czemu nie spróbować, może coś jest zamaskowane…
Tym razem zaklęcie nie przyniosło rezultatu. Na zapleczu zaś było trochę starych mebli, sporo kurzu i pudła z książkami. Niektóre zapewne albo z dostawy, naszykowane do wystawienia, albo zwroty do odesłania. Kilka mogło być zamówieniami, czekającymi na wysłanie. Jedna paczka pozornie nie różniła się od innych, tak samo opakowana w szary papier, ale na przyczepionej do niej koperty napisano adres, który rzucił się Atreusowi w oczy.
Raczej nikt nie planował wysyłać czegoś na Nokturn za pomocą mugolskiej poczty…
– Jasne, oberwał jednak, bo odsłania się z lewej? W sumie… odsłania się? – wyrwało się Brennie, chociaż ograniczyła się do tego, nie ciągnąć sprawy listu, bo może to było coś, o co powinna się wkurzyć, ale Brenna w ogóle rzadko się wkurzała. I jeśli byłoby w tej wiadomości cokolwiek, czego absolutnie nie chciałaby nikomu pokazywać, włożyłaby list do kieszeni albo od razu wrzuciła do ognia, jak robiła często z korespondencją.
Nie żeby teraz była całkiem skupiona na przeszukiwaniu, które zaczęła od zajrzenia za ladę i sprawdzenia, czy szuflady są pozamykane. Zamiast analizować sprawę, przypominała sobie każde zdanie tego nieszczęsnego listu, szukając w nich ukrytych znaczeń i odtwarzała w głowie przebieg rozmowy w Wiwernie.
Czy chodziło o to, że Theodore zapytał, co robiła tutaj z Atreusem…?
– Kolega ze szkoły, zobaczyłam go w Wiwernie i pytałam, co tam robi, bo wiesz, samo jego ubranie trochę krzyczało „napadnij mnie”. Był rok wyżej od nas w Gryffindorze i się z nim nie umawiałam – podkreśliła, spoglądając przy tym na Victorię i dość teatralnie przewracając oczami, bo kto jak kto, ale akurat ona doskonale zapewne wiedziała, że Brenna miała bardzo wielu kolegów, jednocześnie za żadnym się nie uganiając. A nawet jakby jakiś obejrzał się za nią, to pewnie by tego nie zauważyła, przynajmniej kiedyś. – To wam przypomina hipogryfa, czy mam paranoję? – spytała, unosząc breloczek, pozostawiony w pobliżu biurka. Skrzydlata istota mogła być hipogryfem albo bardzo dziwnym gryfem. – Czemu nie spróbować, może coś jest zamaskowane…
Tym razem zaklęcie nie przyniosło rezultatu. Na zapleczu zaś było trochę starych mebli, sporo kurzu i pudła z książkami. Niektóre zapewne albo z dostawy, naszykowane do wystawienia, albo zwroty do odesłania. Kilka mogło być zamówieniami, czekającymi na wysłanie. Jedna paczka pozornie nie różniła się od innych, tak samo opakowana w szary papier, ale na przyczepionej do niej koperty napisano adres, który rzucił się Atreusowi w oczy.
Raczej nikt nie planował wysyłać czegoś na Nokturn za pomocą mugolskiej poczty…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.